
Dzik jest dziki
Strzelanie zawsze było obecne w moim życiu. Facet, który w dzieciństwie miał duży wpływ na to kim jestem, lubił strzelać. Szef firmy, z którą zdarzyło mi się spędzić zawodowo trochę czasu lubił strzelać. Broń zawsze była “nieopodal” i kusiła magią poczucia siły. Mam do niej duży respekt, po części również jako efekt edukacji. Mam też całkowity brak szacunku dla kretynów, którzy rozmawiając, machają Ci pistoletem w dłoni z palcem na spuście przed twarzą. Zwykle też po drobnej uwadze o braku komfortu twierdzą, że przecież komora jest pusta.
Kiedy pewnego letniego dnia usłyszałem od znajomego o zawodach, decyzja była szybka. Jadę strzelać. Tyle tylko, że zamiast Winchester’a zabieram body i parę obiektywów. Oglądając wcześniej u Michała jego zawodniczy sztucer wiedziałem, że będzie potrzebna długa lufa. Obiektyw Tamrona 150-500 mm i monopod wydawał się niezłym uzupełnieniem.
Myślistwo to nie sport dla mięczaków. Twardzi i opanowani ludzie. Na twarzach gościł jednak od czasu do czasu uśmiech, a czasem emocje związane z rywalizacją. Nie dziwne było również, że wypowiedziana stalowym głosem “prośba” jednego z zawodników aby go nie rozpraszać migawką, spotkała się z moją natychmiastową aprobatą. W tej branży należy patrzeć kto ma większą lufę.
Zapraszam do obejrzenia fotoreportażu ze zawodów na strzelnicy w Suchodole.

Ostatnio komentowane