Archiwa tagu: psycho

True Stories - Vain Expectations?

Była także inna chwila, któ­rej nie zapo­mnę,
Był raz wie­czór roz­ma­rzony i nadzieje płonne

Sorry for no trans­la­tion. In the mean­time pic­ture has to speak for itself, while I look for the pro­per trans­la­tion of Marek Gre­chuta song. He was one of the most influ­en­tial polish artists.

Photo used in this TS have a file name IMG_9666.JPG and this was not plan­ned.
It’s the publish time what WAS plan­ned. 6:60 plus 6 :)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Moje M.B.T.I. - początek

Per­so­na­lity discovered

Dzień dobry. Na imię mam Robert i jestem typem INFP. Przy­naj­mniej według Izki Meyers’owej :) Będzie o MBTI, wybit­nym Karolu i wyko­rzy­sta­niu jego odkryć przez Izkę do skon­stru­owa­nia spraw­nego narzę­dzia okre­śla­ją­cego nasz cha­rak­ter i tem­pe­ra­ment. Co daje spraw­dze­nie kim jestem i czy ludzi warto i można szu­flad­ko­wać? Będzie też o tym po co mi była wyprawa do Pozna­nia ale tym­cza­sem będzie o tym jak zaczęło się odkry­wa­nie mojego praw­dzi­wego JA.

To zacznijmy od początku, bo prze­cież rze­czy zwy­kle mają swój począ­tek, nie­praw­daż? Jeżeli cho­dzi o mnie to zwy­kle nie mam zie­lo­nego poję­cia, że kon­kretna sytu­acja jest wła­śnie począt­kiem. Cza­sem wska­zówką jest kiedy napo­ty­kam koniec. Coś się koń­czy coś zaczyna. Zawsze. Taro­towa karta śmierci. Cza­sem wska­zówką jest burz­li­wość zda­rzeń. Jeżeli moje życie staje na gło­wie to jest wielce praw­do­po­dobne, że doświad­czam zmiany. Z wie­kiem zaczy­nam docho­dzić do wnio­sku, że jaka­kol­wiek zmiana zawie­rać musi w sobie pier­wia­stek gwał­tow­no­ści i szczyptę nie­prze­wi­dy­wal­no­ści. Ina­czej nasze wro­dzone przy­wią­za­nie do poczu­cia bez­pie­czeń­stwa spro­wa­dzi nas na poprzed­nią ścieżkę. (więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Nauka pływania dla dorosłych i wyjątkowo niesubordynowanych cz. 1

Gdzie jest klucz do sukcesu?

Pły­wa­nie ‘na czymś’ towa­rzy­szy mi w życiu od zawsze. Zawsze nato­miast, przy­pada pre­cy­zyj­niej na pierw­szą połowę lat sie­dem­dzie­sią­tych, kiedy to wybie­ra­jąc się na jagody musia­łem zabie­rać dra­binę. Rok­rocz­nie wizy­to­wa­li­śmy Wiel­kie Jeziora Mazur­skie prze­by­wa­jąc tam nie­rzadko mie­siąc lub dłu­żej. Wspo­mnie­nia obar­czone są zawsze więk­szą lub mniej­szą dozą sen­ty­men­ta­li­zmu, ale tamte waka­cje zawsze przy­wo­łują w mojej pamięci pozy­tywne emo­cje. Jed­no­stek pły­wa­ją­cych nie było wiele. Woda była czy­sta. Goto­wało się ją z jeziora (pro­szę dziś nawet nie pró­bo­wać). Wie­czo­rem, przy­bi­ja­jąc do cypla na noc­leg, trzeba było cza­sem prze­go­nić tar­pany. No i ‘last but not least’ nikt nie pły­wał, susząc gacie na relin­gach, słu­cha­jąc muzyki na pełny regu­la­tor, czy drąc się jak opę­tany ‘ahoj’ do każ­dego mija­nego kajaka. Tyle mazur­skiej dygre­sji, bo jak mówią słowa pio­senki “ale to już było i nie wróci wię­cej…”
Ludzie, któ­rzy zara­zili mnie swoją pasją, ode­szli. Pły­wa­nie zostało. Przy­cho­dzi taka chwila, że cią­gnie mnie wsiąść na coś, co ma roz­pięte na patyku kawał szmaty. Zazwy­czaj były to jed­nostki sta­bilne. Z bie­giem czasu poja­wiły się jed­nak sta­bilne ina­czej oraz nie­sta­bilne kom­plet­nie. I tu, na zakoń­cze­nie wstępu, poja­wia się temat w postaci ówcze­snego problemu.

nie potra­fię pły­wać wpław

Jak nie­je­den kor­sarz pod wodzą Jana Mar­tensa z mojej ulu­bio­nej try­lo­gii Janusza Meissnera. Wypad­niesz z okrętu na środku oce­anu, to umie­jęt­ność pły­wa­nia prze­dłuży tylko Twoją ago­nię. :) Piękne i roman­tyczne. Ale chwila, ja prze­cież zwy­kle pły­wam na wodach śródlą­do­wych.
Zdrowy roz­są­dek, patrząc z poli­to­wa­niem na roman­tyzm, cedził przez zaci­śnięte zęby: szansa na ura­to­wa­nie się 400 metrów od linii brze­go­wej jest zde­cy­do­wa­nie więk­sza. Nie­od­łączną czę­ścią pły­wa­nia na kata­ma­ra­nie lub desce windsurfing’owej, jest spek­ta­ku­larne lądo­wa­nie w wodzie od czasu do czasu. Po kolej­nym wypły­nię­ciu na szybko, bez kapoka (bywam roz­tar­gniony), spoj­rza­łem na zdję­cie swo­ich córek i posta­no­wi­łem dać im oraz sobie szansę. Nauczę się pły­wać!
(więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40 - Warp4

WARP4

JimB.40 WARP4

Przy­szedł czas podzie­le­nie się pro­jek­tem, który jest od pew­nego czasu funk­cjo­nuje w moim życiu. Zbiera on w sobie wszyst­kie ele­menty, które popra­wiają jakość życia, roz­wi­jają moje umie­jęt­no­ści i spra­wiają, że dzia­łam efek­tyw­niej. Być może rów­nież efek­tow­niej :)

Jest w nim sporo róż­nych rze­czy. Cza­sem jest to szko­le­nie, cza­sem wie­dza. Prze­my­śle­nia i wnio­ski po prze­czy­ta­niu książki, obej­rze­niu filmu lub roz­mo­wie z dru­gim czło­wie­kiem. Innym razem to urzą­dze­nie, tech­nika lub narzę­dzie, które mi pomaga. Wery­fi­ko­wane na różne spo­soby. Zwy­kle prak­tycz­nie. Na świe­cie jest mnó­stwo świet­nych metod i narzę­dzi. Nie wszyst­kie jed­nak, wbrew temu co twier­dzą ich auto­rzy, są dobre dla wszyst­kich. Spraw­dze­nie nie­któ­rych rze­czy trwa. Cza­sem trwa długo. Mówimy o okre­sach obej­mu­ją­cych wszyst­kie pory roku. Z mojej per­spek­tywy warto. Wie­dza o tym, że coś się nie spraw­dza jest rów­nie cenna jak ta, że coś działa dobrze.

Pro­jekty doty­czące roz­woju oso­bi­stego zaczy­nają się ostat­nio od spraw­dzo­nej wizualizacji. Two­rzy to w moim umy­śle kotwicę men­talną, która pozwala po roku czy dwóch świet­nie pamię­tać “dla­czego?”. Brak kla­row­nej świa­do­mo­ści dla­czego z mojego doświad­cze­nia pro­wa­dzi do szyb­kiego porzu­ce­nia tematu.

WARP4 to suma róż­nych skojarzeń.

(więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Professor Risk

One of the bigest risks is to be too cautious”

Ori­gi­nal movie on YouTube.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Najpierw wizualizacja czyli wyobraź sobie cel

Aby sku­teczne osią­gnąć cel należy w pierw­szej kolej­no­ści wyobra­zić sobie efekt końcowy.

Tyle teo­ria. Pyta­nie brzmi czy jest ona skuteczna?

Pew­nego pięk­nego wio­sen­nego dnia przy­ja­ciel zapro­po­no­wał w ramach pre­zentu uro­dzi­no­wego wybra­nie się na strzel­nicę. Przy całym moim spo­koj­nym uspo­so­bie­niu strze­la­nie, o czym pisałem niedawno, ma w sobie coś co mnie przy­ciąga od zawsze. Pre­zent był więc jeśli tak można powie­dzieć „tra­fiony”. Wybra­li­śmy spor­tową strzel­nicę na war­szaw­skich Bie­la­nach. Strze­la­li­śmy z broni krót­kiej. Po 2–3 seriach zamie­ni­łem za radą instruk­torki Sigsauer'a na Glock'a ze względu na mniej­szą wagę. Dwóch face­tów w towa­rzy­stwie kobiety wytrzyma bez rywa­li­za­cji mak­sy­mal­nie 15 minut, a w naszym towa­rzy­stwie kobieta była. I to nie jedna. (więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Kupowanie rzeczy czyli czy ten dysk jest cichy?

Kupo­wa­nie to emocje

Będzie o tym jak kupo­wa­łem. Tym razem dysk zewnętrzny do Mac­Bo­oka. Co mną kie­ruje w cza­sie podej­mo­wa­nia decy­zji o zaku­pie? W jakim stop­niu można pole­gać na recen­zjach w inter­ne­cie i sprze­daw­cach w skle­pie w celu pod­ję­cia wła­ści­wej decy­zji? Jeśli tylko ska­nu­jesz lub nie inte­re­suje Cię psychologiczno-​opisowa część wpisu, na końcu znaj­dziesz nazwę zwy­cięzcy pry­wat­nego kon­kursu.

Mam bar­dzo subiek­tywny i emo­cjo­nalny sto­su­nek do swo­ich zdjęć. W związku tym, kaso­wa­nie pliku z obra­zem wiąże się z wyjąt­ko­wym bólem. To nic, że nic nie widać. Być może za 10 lat wyna­le­ziona zosta­nie tech­no­lo­gia, która pozwoli coś zoba­czyć. Przez chwilę dałem się prze­ko­nać (sam sobie) o zbęd­no­ści posia­da­nia 10 iden­tycz­nych nie­do­świe­tlo­nych ujęć. Pełna matryca skut­kuje pli­kami na pozio­mie ponad 20MB sztuka. Odkry­cie trybu sRAW pomo­gło tylko tro­chę, bowiem szybko zostało zni­we­lo­wane przez odkry­cie bracketing’u eks­po­zy­cji. :)

I tak nade­szła chwila kiedy to dysk zewnętrzny zaczął mnie bła­gać od prze­strzeń „życiową”. No to myk. Szybka wycieczka do sklepu dla inte­li­gent­nych ina­czej. Roz­mowa z Panem, który wie­dzę posiada z napi­sów na pudeł­kach. Jego reko­men­da­cja pro­duktu w pro­mo­cji. Po godzi­nie pod­łą­cza­łem do portu USB, czar­nego „potwora” o pojem­no­ści 1TB firmy Trek­Store. Cóż za radość. Pojemny, ładny. Ma się tego nosa do tech­no­lo­gii i zakupów.

O tym, że decy­zje bez zasta­no­wie­nia są zwy­kle błędne wie­dzia­łem już dawno. Skoro jed­nak ktoś, nazywa mnie od czasu do czasu „słońce” to mogę mieć rów­nież zaćmie­nia. Kul­tura pracy przy­po­mi­nała siecz­kar­nię po sezo­nie żniw. Siecz­kar­nię scho­waną w sto­dole odle­głej o kil­ka­na­ście metrów, ale zawsze. Przy porów­na­niu do poprzed­nika było nie­źle. 5-​letni już dysk 160GB w skrę­ca­nej ręcz­nie obu­do­wie za 20 zł pra­co­wał jak die­sel koparki na 30 stop­nio­wym mro­zie. O czym prze­ko­na­łem się nie­ba­wem to fakt, iż zaku­piony dysk odmon­to­wy­wał się w naj­mniej ocze­ki­wa­nym momen­cie. Naj­chęt­niej w cza­sie kopio­wa­nia. Po mie­siącu uzna­łem zatem, że mój moni­tor (sto­jący PRZED dys­kiem) może wziąć wszyst­kie nie­cen­zu­ralne zwroty pod adre­sem dysku do sie­bie i prze­stać wyświe­tlać. (więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Droga do szczęścia

Zda­rzyło mi się w ramach wyjść kul­tu­ral­nych być na film Droga do szczęscia (Revo­lu­tio­nary Road). Późny seans w kinie Luna i w miarę puste kino sprzy­jało spa­niu, „kon­wer­sa­cji” z przy­ja­ciółką lub emo­cjo­nal­nej inte­gra­cji z wyświe­tla­nym obra­zem. Ostat­nimi czasy sto­suję świa­do­mie „go with the flow” więc było wszystko jedno. Sia­da­jąc w fotelu przed oczami poja­wił się obraz gaze­to­wej recen­zji. Tym razem nie o wiatr we włosach cho­dzi. Kaśka i Leo. Zapo­wia­dało się cie­ka­wie. Ich wspólne figury sce­niczne odci­snęły swoję piętno na róż­nych bran­żo­wych produkcjach.

Film wcią­gnął mnie bez reszty (na szczę­ście przy­ja­ciółka wyro­zu­miała). No dobra to może do rze­czy. Ona pamięta iskrę w jego oku, która zga­sła stłam­szona codzien­no­ścią. Nie­chcianą ale akcep­to­waną z leni­stwa i dla wygody. Ona wie jakie są jego marzenia. Proponuje wyjazd do Paryża. Po szczę­ście. Po sie­bie. Auto-​magicznie życie nabiera kolo­rów. Nie wydaję się już takie szare. Zna­jomi i przy­ja­ciele odwo­dzą, zazdrosz­czą, wąt­pią. Zaczyna dzia­łać mecha­nizm bala­stu… po resztę zapra­szam do kina.

(więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w