Archiwa tagu: porażka

Jak się rzuca palenie papierosów

Rzucanie palenia - wersja artystyczna

Rzu­ca­nie pale­nia — wer­sja arty­stycz­na

Jeśli jesz­cze nie palisz koniecz­nie prze­czy­taj jak zacząć, a jeśli palisz i spra­wia Ci to przy­jem­ność ten wpis nie jest dla Cie­bie. 🙂
poprzedniej części było o tym co mnie rzu­ci­ło w szpo­ny nało­gu. Tym razem o tym jak nało­go­wi powie­dzieć: „Dzię­ku­ję ale z Panem już mi nie po dro­dze.”

31 pierw­sze­go grud­nia kupu­je się pacz­kę ulu­bio­nych Mal­bo­ro. Otwie­ra się ją i wraz z lamp­ką szam­pa­na wypa­la z przy­jem­no­ścią jed­ne­go papie­ro­sa. Pozo­sta­łe dzie­więt­na­ście odkła­da się na lodów­kę i począw­szy od pierw­sze­go stycz­nia prze­sta­je palić. To nie jest tak, że nie mogę palić. Mogę tyl­ko nie chcę.

Po tygo­dniu przy­cho­dzi pierw­szy kry­zys. Cho­dzi się koło pacz­ki papie­ro­sów jak pies koło suki w rui. Rozum mówi NIE, wszyst­ko wewnątrz TAK, TAK, TAK. Wpier­ni­cza się więc jakieś mię­to­we cukier­ki. Wącha­nie papie­ro­sa wyglą­da na maso­chizm, ale odczu­wal­ne w gar­dle ssa­nie jest tak ogrom­ne, że wszyst­kie myśli szy­bu­ją w kie­run­ku tej pacz­ki na lodów­ce.
W dru­gim tygo­dniu obja­wy na szczę­ście słab­ną. Na szczę­ście bo na mię­to­we cukier­ki patrzeć już nie moż­na.

Po mie­sią­cu przy­cho­dzi kolej­ny test, przy oka­zji impre­zy. W jed­nym ręku papie­ros w dru­gim zapal­nicz­ka. Wypi­te już parę kie­lisz­ków, a obok roz­ba­wie­ni zna­jo­mi zapa­la­ją kolej­ne­go papie­ro­sa. “No zapal. Fakt, że rzu­ci­łeś pale­nie nie ozna­cza, że nie możesz sobie jed­ne­go zapa­lić na impre­zie”. Wychy­la się kolej­ny kie­li­szek i bie­rze się pierw­szą z brze­gu part­ner­kę do tań­ca. Po kolej­nym kie­lisz­ku nie ma się już chę­ci ani moż­li­wo­ści na papie­ro­sa. Meto­da kon­tro­wer­syj­na ale w tej woj­nie jeń­ców nie bie­rze­my.

Do dru­gie­go mie­sią­ca czło­wiek jest jak dro­ga mię­dzy­mia­sto­wa w Afga­ni­sta­nie. Wyglą­da w mia­rę nor­mal­nie ale nigdy nie wiesz kie­dy wybuch­nie. Wszyst­ko jest iry­tu­ją­ce. Rodzi­na jest iry­tu­ją­ca, Szef jest iry­tu­ją­cy. Pies też wku­rza. Gapi się żeby wyjść i że niby co? Ma się cho­dzić po dwo­rzu dla same­go cho­dze­nia z nim? Bez sen­su.

Pod koniec trze­cie­go mie­sią­ca nawał­ni­ca symp­to­mów odsta­wie­nia powo­li zamie­ra, od cza­su do cza­su tyl­ko pomru­ku­jąc zło­wro­go z odda­li. Po sze­ściu mie­sią­cach nie myśli się już o papie­ro­sach w kate­go­rii muszę. I wszyst­ko.
Hap­py End. I żyli dłu­go i szczę­śli­wie.

Do cza­su jak się wpad­nie po pół­to­ra roku na genial­ny pomysł, że sko­ro się odwy­kło to moż­na sobie jed­ne­go zapa­lić. Następ­ne­go dnia kolej­ny. Pod koniec tygo­dnia pacz­ka. Ale jak to moż­li­we? Prze­cież za pierw­szym razem trzy mie­sią­ce minę­ły zanim się czło­wiek zacią­gnął.

W kolej­nej czę­ści więc będzie o tym, w jaki spo­sób się koń­czy pale­nie. Tytuł wpi­su zosta­nie wzbo­ga­co­ny jed­nak o przy­słó­wek „Sku­tecz­nie” 🙂

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Jak się zaczyna palić papierosy

Robert, Anglia, chło­pa­ki, ogó­rek i papie­ros

Dla­cze­go o tym piszę? Bo wszy­scy piszą jak rzu­cić. Dobra, będzie o też o rzu­ca­niu. Napi­szę o tym bo mam prak­ty­kę, rzu­ca­łem już wie­le razy 😉 Poważ­niej zaś, rzu­ce­nie pale­nia jest jed­ną z rze­czy, któ­re zali­czam do swo­ich życio­wych suk­ce­sów (nie palę czwar­ty rok). Jest rów­nież dla mnie potwier­dze­niem, że ele­men­tem suk­ce­su jest poraż­ka. W koń­cu zaś mam chęć podzie­le­nia się wie­dzą, iż to co ser­wu­ją nam rekla­my w tema­cie sku­tecz­no­ści sprze­da­wa­nych spe­cy­fi­ków to nawet nie jest pół praw­dy.

Dziś z per­spek­ty­wy cza­su moje pale­nie papie­ro­sów wyda­je mi się nie­re­al­ne. Są jed­nak zdję­cia. Eh te zdję­cia. Histo­ria ma swój uro­czy począ­tek w mło­do­ści zwa­nej przez nie­któ­rych “zna­nych i lubia­nych” dur­no­ścią. Wiem, wiem .. dale­ko się­gam. No cóż pali­łem bez mała pięt­na­ście lat. Bez kon­tek­stu, meto­da rzu­ca­nia choć sku­tecz­na może nie być zro­zu­mia­ła. Poza tym chcę opo­wie­dzieć jak to się zaczę­ło a Ty prze­cież masz moż­li­wość omi­nię­cia tego wpi­su. 🙂

Początki

Były to lata dzie­więć­dzie­sią­te. Poje­cha­li­śmy jako mło­dzi i nie­opie­rze­ni życio­wo ludzie zara­biać porząd­ną kasę w twar­dej walu­cie na Wyspach Bry­tyj­skich. Cóż wiel­kie­go powie­cie. Dzi­siaj nic. Poziom adre­na­li­ny jak w cza­sie podró­ży auto­bu­sem rela­cji War­sza­wa-Radom. Wte­dy jed­nak było ina­czej. Począw­szy od lotu same­mu, za gra­ni­cę wciąż pach­ną­cej komu­ną Pol­ski, przez kapry­śne­go imi­gra­tion officer’a po kom­plet­ny brak wie­dzy jak sobie tam pora­dzić. Pamię­tam jed­nak, że Heath­row zja­wi­ło mi się jak sło­necz­ny wio­sen­ny pora­nek w par­ku, po mie­sią­cu sie­dze­nia w piw­ni­cy bez świa­ta. Wszyst­ko było takie świe­że, fascy­nu­ją­ce i inne. My dla Bry­tyj­czy­ków rów­nież. W koń­cu przy­by­li­śmy zza żela­znej kur­ty­ny. (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Ken Robinson o kreatywności

Dwa­dzie­ścia lat temu idąc Rako­wiec­ką zoba­czy­łem na murze gra­fit­ti, któ­re zapa­dło mi na zawsze w pamięć.

Czło­wiek rodzi się mądry a póź­niej idzie do szko­ły.

Wte­dy sta­no­wi­ło dla mnie wyraz bun­tu prze­ciw obo­wiąz­kom i wyko­ny­wa­niu wie­lu nie­lo­gicz­nych pole­ceń.
Szes­na­ście lat póź­niej obej­rza­łem pre­zen­ta­cję Kena Robin­so­na i zna­cze­nie graf­fi­ti nabra­ło innej per­spek­ty­wy.

  • Dla­cze­go przed­mio­ty arty­stycz­ne są na jed­nym z osta­nich miejsc w hie­rar­chii naucza­nia?
    Nic w życiu nie dało mi wię­cej w zakre­sie roz­wo­ju niż foto­gra­fia.
  • Nie mamy bla­de­go poję­cia jak będzie wyglą­dał świat za 30 lat ale naucza­my na tę oko­licz­ność zawzię­cie.
    Wiek­szość wie­dzy spe­cja­li­stycz­nej z tech­ni­kum leży w koszu.
  • Wykształ­ce­nie w dzi­siej­szych cza­sach zde­wa­lu­owa­ło się. Zna­czy mniej niż daw­niej i dużo mniej gwa­ran­tu­je.
    Jakoś gło­śno ostat­nio w gaze­tach, że strasz­nie dużo bez­ro­bot­nych i sfru­sto­wa­nych magi­strów.
  • Od naj­młod­szych lat szko­ły pięt­nu­ją poraż­ki.
    Jak widzę mło­dą mat­kę któ­ra bie­ga krok w krok za pię­cio­lat­kiem po pla­cu zabaw wiem, że two­rzy kale­kę. Temat doty­czy rów­nież mło­dych przed­się­bior­ców w strartup’ach, Poraż­ka zaś jest waż­nym ele­men­tem osią­ga­nia suk­ce­su. Dopie­ro posma­ko­wa­nie poraż­ki pozwo­li­ło mi się delek­to­wać sukcesem.

TED.com jest w moich zakład­kach od daw­na. Rów­nież dla­te­go, że idea sze­rze­nia wie­dzy jest mi bli­ska. W tej chwi­li ilość pre­zen­to­wa­nych pomy­słów i wie­dzy na TED jest ogrom­na. Jed­nak do tej pre­zen­ta­cji wra­cam czę­sto i pole­cam wie­lu oso­bom w roz­mo­wach. Pomi­ja­jąc wro­dzo­ną umie­jęt­ność Robin­so­na do wpro­wa­dza­nia słu­cha­czy w dobry nastrój, zada­je on bar­dzo dobre pytania i otwie­ra oczy na wie­le spraw.

Teraz już Ken Robin­son o zabi­ja­niu kre­atyw­no­ści przez szkol­nic­two.

Link do prezentacji na YouTube.

Z jakie­goś powo­du ory­gi­nal­ny film z TED nie wyświe­tla się u mnie na blo­gu.
Jeże­li potrze­bu­je­cie języ­ka ojczy­ste­go to zamiesz­czam link do wersji z polskimi napisami na TED.com

Do wpi­su zmo­ty­wo­wał mnie Krzysztof Trznadel, któ­re­go przy tej oka­zji pozdra­wiam.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Mój startup'owy weekend

Tur­ning my ide­as into the pro­jects

Jeże­li ocze­ku­jesz kolej­nej rela­cji lub zdjęć z imprez star­tu­po­wych to trze­ba się będzie wyka­zać pew­ną dozą cier­pli­wo­ści. Ten wpis, cho­ciaż będzie o nich, przy­pi­sa­ny jest bar­dziej do dzia­łu roz­wój oso­bi­sty w tema­cie suk­ces i poraż­ka. Na koń­cu jed­nak znaj­dziesz jed­nak małą prób­kę wizu­al­nych efek­tów w posta­ci kil­ku zdjęć ze Star­tup Week­end War­saw.

To miał być week­end, w któ­rym wystar­tu­ję. Tak na poważ­nie. Obra­cam się od zawsze w śro­do­wi­sku nowych przed­się­wzięć bazu­ją­cych na nowych tech­no­lo­giach. Kie­dy usły­sza­łem o Startup Weekend w War­sza­wie wie­dzia­łem, że tam będę. Tym razem jed­nak bez apa­ra­tu foto­gra­ficz­ne­go. Zasko­cze­nie? Życie bez nie­spo­dzia­nek bywa nud­ne. Na imprez­kę był „zakon­trak­to­wa­ny” dobry fotograf a ja uzna­łem, że czas aby wizjo­ner­ska część moje­go ja poja­wi­ła się przed publi­ką. „No talks just action”. Czy może być lep­sza reko­men­da­cja jeże­li chce się coś zre­ali­zo­wać?

Przygotowania

W tym celu z pudeł­ka z napi­sem IDEAS wysy­pa­łem tecz­ki z pomy­sła­mi i zaczą­łem prze­glą­dać. Część z nich ma rodo­wo­dy z roku 2000. Jeden z men­to­rów świad­kiem. Zaczą­łem to prze­glą­dać. Pierw­sze na bok poszły tecz­ki z goto­wy­mi pomy­sła­mi któ­re ktoś już dobrze zre­ali­zo­wał. Na przy­kład pomysł z 2006 empre​za​.pl to świet­nie dziś zre­ali­zo­wa­na i dzia­ła­ją­ca na ryn­ku evenea. Szko­da Mar­cin, że nie pocią­gne­li­śmy tema­tu roz­wo­ju Oioli nie? 😉

Popa­trzy­łem na pozo­sta­łe czte­ry fol­der­ki pod kątem tema­tów. Co mnie krę­ci? Na czym się znam? Z cze­go będę miał rado­chę jak powsta­nie? I odstrze­li­łem to co nie było zwią­za­ne z Inter­ne­tem oraz sprzę­tem mobil­nym. Na pla­cu boju zosta­ły trzy pomy­sły. Moż­na­by je podzie­lić wedłuch subiek­tyw­nej oce­ny na pro­sty, śred­nio trud­ny i kosmicz­nie nie­praw­do­po­dob­ny. W życiu nigdy nie uzna­wa­łem tak zwa­ne­go środ­ka, albo jeź­dzi­łem mer­ce­de­sem z S-kla­sy albo odbi­ja­łem się z buta. Zosta­wi­łem więc dwa.

(więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Solaris Gate - jak poradzisz sobie w sytuacji kryzysowej?

Przy­szłość jest wciąż na swo­im miej­scu

Zasad­ni­czo nie komen­tu­ję bie­żą­cych wyda­rzeń. Dziś jed­nak obej­rza­łem „wywiad” z Pio­trem Tymo­cho­wi­czem kon­ty­nu­ują­cy nagon­kę w tema­cie nie­po­wo­dze­nia Sola­ris Gate i posta­no­wi­łem napi­sać. O samym przed­się­wzię­ciu moż­na poczy­tać w Inter­ne­cie wstu­ku­jąc nazwę w google. Dla leni­wych jeden z pierwszych wpisów z mar­ca zeszłe­go roku na grześ­ko­wym AntyWeb’ie. Ja się nie zamie­rzam roz­wo­dzić czy to słusz­na idea czy nie. Nowa­tor­skie pomy­sły są zawsze słusz­ne. Ina­czej nie było by postę­pu. Nie zamie­rzam też się roz­wo­dzić na teo­ria­mi spi­sko­wy­mi doty­czą­cy­mi Pio­tra. Pozna­łem go przy­pad­kiem w sytu­acji pry­wat­nej i mam wła­sne zda­nie. 🙂

No to o czym zamie­rzam? O sta­lo­wym tył­ku przed­się­bior­cy pro­wa­dzą­cym start-up. Foto­gra­fu­je Aulę już od dwóch lat. Nie­za­leż­nie od tego, że sku­piam się na obra­zach opatrz­ność nie pozba­wi­ła mnie słu­chu i umie­jęt­no­ści ana­li­zy. Przed obiek­ty­wem poja­wia­ją się ludzie, któ­rzy w życiu odnie­śli zarów­no suk­ce­sy jak i poraż­ki. Bio­rę zatem kil­ka z wypo­wie­dzi.

  • Poraż­ka jest nie­od­łącz­nym ele­men­tem suk­ce­su w tej bran­ży
  • 8 lub 9 przed­siew­zięć w bran­ży startup’owej nie prze­trwa roku i upad­nie.
  • Pie­nią­dze są jed­nym z ele­men­tów suk­ce­su i to wca­le nie naj­waż­niej­szym
  • Ele­men­tem suk­ce­su jest wia­ra w słusz­ność tego co robi.

(więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w