W części pierwszej opisałem co mnie skłoniło do podjęcia „mokrego” wyzwania. Tym razem będzie o sposobie realizacji mojego postanowienia nauki pływania, wyborze nietypowego sposobu realizacji, oraz kto jest trenerem skoro trenera nie ma.
Intuicyjnie miałem blokadę przed skorzystaniem z wiedzy instruktora. Z drugiej zaś strony odezwał się tak zwany owczy pęd. Inni tak robią i się im udaje więc: “Nie kombinuj tylko sio do stada”. Dodatkowo był to czas kiedy zacząłem dostrzegać, że czasami odrzucam wartościową wiedzę z bliżej nieokreślonych powodów. Być może jednak należy zapisać się na kurs lub wziąć trenera? Jak to powiadają dać sobie pomóc.
I tutaj jak wiele razy w życiu, wkrada się przypadek. W godzinach, w których mogłem chodzić na basen nie było żadnych zajęć. Owczy pęd to jednak poważna sprawa. Zacząłem pytać czy któryś z czterech lub pięciu gości kręcących się po basenie ze znudzoną miną nie mógłby mi poświęcać swojego czasu prywatnie. Halo Ziemia! Przecież to OSiR. Klient chcący płacić dodatkowo jest problemem. Burzy misternie budowane poczucie spokoju. O konieczności podjęcia uchwał w tej sprawie nie wspominając. Innymi słowy był zakaz. Nie żartuje. Co nieprawdopodobne szefostwo wielu takich obiektów wciąż jeszcze pochodzi “z klucza”. Po co ryzykować ciepła posadę?
Zawiedziony i zeźlony brakiem entuzjazmu ze strony pracowników OSiR’u postanowiłem, że skoro tak, to ja się nauczę SAM! Powiedzieć było łatwo wykonać trochę trudniej. Skąd wziąć wiedzę? Internet? Zaczałem przeglądać strony w poszukiwaniu poradników, ale żadnych książek nie było. Pływania się z książki uczyć? Koncepcja po trochu śmieszyła nawet mnie samego. Ale drugiego dnia trafiłem na niezłe filmy instruktażowe na youtube, potem kolejne aż w końcu na film promujący metodę nauki pływania zwaną Całkowitym Zanurzeniem. Była do tego książka z płytą DVD. (więcej...)




Ostatnio komentowane