Archiwum | Internet

Fotograficzne CSI - prywatność i publikacje w Internecie

Infor­ma­cja to potę­ga. Infor­ma­cja to cen­ny towar. Wie­dzą o tym fir­my han­dlu­ją­ce naszy­mi dany­mi oso­bo­wy­mi. W dobie Web 2.0 sami udzie­la­my tych infor­ma­cji czę­sto wyra­ża­jąc świa­do­mie lub nie zgo­dę na ich wyko­rzy­sta­nie. Jak dużo prze­ka­zać żeby zacho­wać pry­wat­ność? Szcze­rze? Żeby zacho­wać pry­wat­ność trze­ba odłą­czyć kabel (albo modem). Będzie o pry­wat­no­ści i publi­ka­cjach w Inter­ne­cie.

Naj­pierw aneg­dot­ka. Odpro­wa­dzam na pociąg rodzi­nę. Rodzi­na nawią­zu­je na pero­nie kon­takt z prze­mi­łą dziew­czy­ną zaczy­na­jąc od “Pozwo­li Pani, że się przed­sta­wię …”, na co otrzy­mu­je odpo­wiedź “Bar­dzo mi miło Mag­da”. W ocze­ki­wa­niu na pociąg mile pły­nie roz­mo­wa. W koń­cu pociąg pod­jeż­dża. Jak to przy wsia­da­niu, zamie­sza­nie, tro­chę roz­gar­dia­szu żeby zdą­żyć. Poma­ga­my sobie z waliz­ka­mi. Zosta­wiam rodzi­nę z nowo pozna­ną towa­rzysz­ką pyta­jąc na odchod­nym: “Czy zaopie­ku­je się tym miłym Panem, Pani Mag­do?”. W odpo­wie­dzi widzę unie­sio­ną ze zdzi­wie­nia i nie­do­wie­rza­nia brew i sły­szę “Tak, ale skąd Pan zna moje imię?” 🙂

Dwa lata temu inte­re­so­wa­łem się komer­cyj­nym infor­bro­ke­rin­giem, czy­li znaj­do­wa­niem infor­ma­cji i jej sprze­da­żą. Usłu­ga roz­po­wszech­nio­na jest w kra­jach o więk­szej świa­do­mo­ści ile war­ta jest dobra infor­ma­cja oraz ile war­ty jest czas nie­zbęd­ny do jej wyszu­ka­nia. Do dziś sły­szę zdzi­wie­nie w gło­sie. Pła­cić? prze­cież sobie wy-googlam. No ale nie o tym. Parę moich doświad­czeń w tema­cie publi­ka­cji i pry­wat­no­ści w Inter­ne­cie.

Nie ma prywatności.

Cokol­wiek wrzu­casz do sie­ci trak­tuj jak publicz­ne. Trze­ba sobie to wbić do gło­wy. Pli­ki są kopio­wa­ne, archwi­wi­zo­wa­ne w celach zabez­pie­czeń, albo prze­glą­da­ne przez weso­łych admi­ni­stra­to­rów. Wia­ra w to, że jeśli na okien­ku z chat’em jest napis “roz­mo­wa pry­wat­na” to jest ona pry­wat­na, nie­jed­ną już oso­bę wypro­wa­dzi­ła na manow­ce. Sto razy lepiej zadzwo­nić, ponie­waż …

Ślad cyfrowy jest wieczny

Wystu­ku­jąc wła­sne nazwi­sko w google znaj­dę moje pyta­nie z 1998 roku na forum doty­czą­cym tech­no­lo­gii Macro­me­dia Flash. Audy­cję radio­wą lub tele­wi­zyj­ną trze­ba nagrać. Kase­tę z nagra­niem prze­cho­wy­wać przez lata. To samo z gaze­ta­mi. No moż­na iść do biblio­te­ki i szu­kać na fisz­kach. Kto ma na to czas poza detek­ty­wa­mi w fil­mach kry­mi­nal­nych? Z Inter­ne­tem jest ina­czej. Jedy­ne co trze­ba to wstu­kać to odpo­wied­nie hasło w wyszu­ki­war­kę. Bang! Zdję­cie z impre­zy z gołym tył­kiem a tu kam­pa­nia wybor­cza za pasem. (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Pierwsze rendez-vous z Google Plus

No i sta­ło się. Popro­si­łem Tom­ka Cho­le­wę o zapro­sze­nie do Google Plus. Impul­sem sta­ło się obej­rze­nie galerii zdjęć Bartka Kucharczyka z imprezy OpenReaktor . Eh ta foto­gra­fia, cią­gle mi coś pod­su­wa. 🙂
Gale­rię pole­cam zoba­czyć, nie o same zdję­cia jed­nak cho­dzi bo to że Bar­tek świet­nie foci nie od dziś wia­do­mo. Cho­dzi o spo­sób pre­zen­ta­cji gale­rii w inter­ne­cie, udo­stęp­nia­nie itp. Mnie wystar­czy jed­no sło­wo: Atrak­cyj­nie.

Google wyro­sło z asce­tycz­nej stro­ny tek­sto­wej z jed­ną gra­fi­ką. Przez dłu­gi więc czas Picas­sa Web Albums, czy­li googlo­we wizu­al­ne zbroj­ne ramię, moc­no odsta­wa­ło nie tyl­ko od flickr, któ­re­go uży­wam ale i od Facebook’a. To się zmie­ni­ło — nomen omen — na plus. Kon­to na google mam już od daw­na i od daw­na płat­ne. Google prze­jął picknic'a, któ­re­go rów­nież czę­sto uży­wam w wer­sji płat­nej. Zaczy­nam więc się przy­glą­dać, bo może się oka­zać, że nie­ba­wem ta plat­for­ma będzie cał­kiem przy­jem­na do moich zasto­so­wań.

Spra­wa, któ­ra mnie cie­ka­wi­ła to reali­za­cja krę­gów zna­jo­mych (circ­les). Krę­gi zna­jo­mych ist­nia­ły zanim powsta­ły social media. Zre­ali­zo­wa­ne je zwy­kle mie­li­śmy w książ­ce adre­so­wej. Wiem cze­go ocze­ku­je i byłem cie­kaw czy Google to zaim­ple­men­to­wa­ło. Kom­plet­ne pod­sta­wy to:

  • Krę­gów może być kil­ka lub kil­ka­na­ście. Licz­ba zasad­ni­czo dowol­na byle więk­sza niż trzy. Przy oka­zji, jeśli mie­ścisz się w trzech to ryzy­ko zała­pa­nia xeno­fo­bii jest cał­kiem real­ne.
  • Nazwę krę­gu a co za tym idzie zna­cze­nie nada­ję ja. Pod­po­wie­dzi owszem, narzu­ca­nie wła­snych (zwa­nych stan­dar­do­wy­mi) abso­lut­nie nie.
  • Oso­ba może nale­żeć do kil­ku krę­gów, bo kry­te­rium przy­na­leż­no­ści do grup może być róż­ne. Na przy­kład. Kim Jest? Kim jest dla mnie? Skąd znam? itp
  • Publi­ko­wać mogę dla okre­ślo­ne­go krę­gu. Tego nie ma na FaceBook’u (lub nie zna­la­złem jak to zro­bić) (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Nowy Ing Bank OnLine - jak zrobić dobrze ... sobie

Współ­pra­ca z agencją interaktywną odci­snę­ły pięt­no. Ręce mi opa­da­ją jak widzę coś takie­go. Póź­niej trud­no mi pisać z opad­nię­ty­mi. Tak się zło­ży­ło, że tym razem pro­blem dotknął mnie bo jestem klien­tem tego ban­ku. Ale nie będzie w tym wpi­sie maru­dze­nia jak to mi jest teraz nie wygod­nie uży­wać ban­ko­wo­śći inter­ne­to­wej ban­ku XYZ. Co naj­wy­żej zwi­nę zabaw­ki i prze­nio­sę się do innej pia­skow­ni­cy. Tema­tem zaś będzie pro­jek­to­wa­nie narzę­dzi z pozy­cji użyt­kow­ni­ka. Prze­cież to pro­ste! No jak się oka­zu­je, nie w dużych fir­mach.

Co jest dla mnie jako, klien­ta ban­ku naj­waż­niej­sze?
NAJWAŻNIEJSZE. Takie bar­dzo, bar­dzo waż­ne a potem dłu­go nic i cała resz­ta.
Odpo­wiedź jest try­wial­nie pro­sta: MOJE PIĘNIĄDZE.

No dobra to teraz mały test. Poni­żej zrzut ekra­nu stro­ny głów­nej z nowej wer­sji ING Bank OnLi­ne. Popro­szę wska­zać gdzie one są i w jakiej ilo­ści.

Jest gustow­na świn­ka, ksią­żecz­ka, koszy­czek oraz dziar­ski lew. Wszyst­ko w jedy­nie słusz­nych kolo­rach wzbu­dza­ją­cych pozy­tw­ne odczu­cia w dzia­le mar­kin­gu tej insty­tu­cji. Moich pie­nię­dzy nie ma. To zna­czy podob­no są, ale muszę ich poszu­kać. Wzbu­dza to moje lek­kie zanie­po­ko­je­nie. Może gdzieś się ban­ko­wi zapo­dzia­ły?

(więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

So what's this red line?

RedLine

RedLi­ne

Jakiś czas temu będąc na gło­dzie wie­dzy o rze­czach nowa­tor­skich tra­fi­łem na szkołę. Pro­fe­so­ry były zacne a bio­rąc pod uwa­gę lokal­ne „opoź­nie­nie” mate­riał wciąż war­to­ścio­wy. Wybór padł w pierw­szej kolej­no­ści na Jeff'a. Po pierw­sze pri­mo Ama­zon faj­ną księ­gar­nią jest, po dru­gie pri­mo Ama­zon już daw­no nie jest tyl­ko księ­gar­nią i po trze­cie pri­mo budu­ją­ce jest widząc, że lek­ko odsta­ją­ce uszy pozwa­la­ją zro­bić tak zawrot­ną karie­rę.

So what’s this red line?”. Ta czer­wo­na linia to jasny i kla­row­ny sygnał że nale­ży inwe­sto­wać w usłu­gi sie­cio­we. Jak 5 lat temu śmia­łem byłem zauwa­żać, że Web Servi­ces się sprze­da­dzą jak świe­ża buła do poran­nej kawy, róż­ne executive’y patrzy­ły na mnie na myśląc „cze­mu ja tra­cę czas na tego …” (dowol­ne nie­cen­zu­ral­ne sło­wo pasu­je). Ja ich rozu­miem bo w 2004 było decz­ko za wcze­śnie. Teraz już nato­miast kościel­ny uwie­sił się na sznu­rze i dzwo­ni jak osza­la­ły. Wer­sja dla nie­sły­szą­cych brzmi: API

Jeże­li poja­wia­ją­ce się przemyślenia nie uru­cho­mi­ły Wam jesz­cze zie­lo­nej lamp­ki w gło­wie i fak­tycz­nie wyni­ka to braku wartości dodanej, to może war­to cof­nąć się 2 kro­ki od codzien­no­ści zła­pać per­spek­ty­wę i dodać jakąś war­tość. Oso­bi­ście uwa­żam, że te war­to­ści są w każ­dym przed­się­wzię­ciu tyl­ko trze­ba wła­ści­wie spoj­rzeć.

Zobacz cały wpisNapisane przez w