Archiwum | Technologie

Apple Cinema Display 23 Hood (DIY)

Jest przyzwoity monitor . Jest spektrofotometr. Jest wiedza, a odbitki jakieś takie nie halo czasami. Kontrolowane warunki oświetleniowe. Ot co! Poprzednio stanowisko pracy było w lepszym pomieszczeniu. Porządne żaluzje itp. Teraz moje domowe studio ma wielgachne okno zaraz przy monitorze. Nie dość, że światło się zmienia w ciągu dnia to jeszcze na tym oknie zamiast żaluzji zasłony w pięknym zielonym kolorze. No i w zależności od tego jaka pogoda, taka barwna poświata na monitorze. Przez chwilę miałem ochotę poprzestawiać meble ale założenie osłony (hood) na monitor wdawało się prostsze.

Zacząłem się rozglądać czy można coś kupić, do mojego Apple Cinema Display 23″. Można było. O na przykład takie MacHood. Teraz akcesoria do mojego modelu tylko z USA albo dalekiego wschodu. W pierwszym momencie trochę odpadłem kiedy zobaczyłem cenę. Z wiekiem człowiek się robi wygodny. Później przypomniałem sobie czasy namiętnego wertowania tej książki  oraz fakt, że skoro skończyłem technikum to wszystkie atuty do DIY (do-it-yourself) są w zasięgu ręki.

Jak widać książka cieszyła się wzięciem 🙂

Pozostało zakasać rękawy. (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Fotograficzne CSI – prywatność i publikacje w Internecie

Informacja to potęga. Informacja to cenny towar. Wiedzą o tym firmy handlujące naszymi danymi osobowymi. W dobie Web 2.0 sami udzielamy tych informacji często wyrażając świadomie lub nie zgodę na ich wykorzystanie. Jak dużo przekazać żeby zachować prywatność? Szczerze? Żeby zachować prywatność trzeba odłączyć kabel (albo modem). Będzie o prywatności i publikacjach w Internecie.

Najpierw anegdotka. Odprowadzam na pociąg rodzinę. Rodzina nawiązuje na peronie kontakt z przemiłą dziewczyną zaczynając od “Pozwoli Pani, że się przedstawię …”, na co otrzymuje odpowiedź “Bardzo mi miło Magda”. W oczekiwaniu na pociąg mile płynie rozmowa. W końcu pociąg podjeżdża. Jak to przy wsiadaniu, zamieszanie, trochę rozgardiaszu żeby zdążyć. Pomagamy sobie z walizkami. Zostawiam rodzinę z nowo poznaną towarzyszką pytając na odchodnym: “Czy zaopiekuje się tym miłym Panem, Pani Magdo?”. W odpowiedzi widzę uniesioną ze zdziwienia i niedowierzania brew i słyszę “Tak, ale skąd Pan zna moje imię?” 🙂

Dwa lata temu interesowałem się komercyjnym inforbrokeringiem, czyli znajdowaniem informacji i jej sprzedażą. Usługa rozpowszechniona jest w krajach o większej świadomości ile warta jest dobra informacja oraz ile warty jest czas niezbędny do jej wyszukania. Do dziś słyszę zdziwienie w głosie. Płacić? przecież sobie wy-googlam. No ale nie o tym. Parę moich doświadczeń w temacie publikacji i prywatności w Internecie.

Nie ma prywatności.

Cokolwiek wrzucasz do sieci traktuj jak publiczne. Trzeba sobie to wbić do głowy. Pliki są kopiowane, archwiwizowane w celach zabezpieczeń, albo przeglądane przez wesołych  administratorów. Wiara w to, że jeśli  na okienku z chat’em jest napis “rozmowa prywatna” to jest ona prywatna, niejedną już osobę wyprowadziła na manowce. Sto razy lepiej zadzwonić, ponieważ …

Ślad cyfrowy jest wieczny

Wystukując własne nazwisko w google znajdę moje pytanie z 1998 roku na forum dotyczącym technologii Macromedia Flash. Audycję radiową lub telewizyjną trzeba nagrać. Kasetę z nagraniem przechowywać przez lata. To samo z gazetami. No można iść do biblioteki i szukać na fiszkach. Kto ma na to czas poza detektywami w filmach kryminalnych? Z Internetem jest inaczej. Jedyne co trzeba to wstukać to odpowiednie hasło w wyszukiwarkę. Bang! Zdjęcie z imprezy z gołym tyłkiem a tu kampania wyborcza za pasem. (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Pierwsze rendez-vous z Google Plus

No i stało się. Poprosiłem Tomka Cholewę o zaproszenie do Google Plus. Impulsem stało się obejrzenie galerii zdjęć Bartka Kucharczyka z imprezy OpenReaktor . Eh ta fotografia, ciągle mi coś podsuwa. 🙂
Galerię polecam zobaczyć, nie o same zdjęcia jednak chodzi bo to że Bartek świetnie foci nie od dziś wiadomo. Chodzi o sposób prezentacji galerii w internecie, udostępnianie itp. Mnie wystarczy jedno słowo: Atrakcyjnie.

Google wyrosło z ascetycznej strony tekstowej z jedną grafiką. Przez długi więc czas Picassa Web Albums, czyli googlowe wizualne zbrojne ramię, mocno odstawało nie tylko od flickr, którego używam ale i od Facebook’a. To się zmieniło – nomen omen – na plus. Konto na google mam już od dawna i od dawna płatne. Google przejął picknic’a, którego również często używam w wersji płatnej. Zaczynam więc się przyglądać, bo może się okazać, że niebawem ta platforma będzie całkiem przyjemna do moich zastosowań.

Sprawa, która mnie ciekawiła to realizacja kręgów znajomych (circles). Kręgi znajomych istniały zanim powstały social media. Zrealizowane je zwykle mieliśmy w książce adresowej. Wiem czego oczekuje i byłem ciekaw czy Google to zaimplementowało. Kompletne podstawy to:

  • Kręgów może być kilka lub kilkanaście. Liczba zasadniczo dowolna byle większa niż trzy. Przy okazji, jeśli mieścisz się w trzech to ryzyko załapania xenofobii jest całkiem realne.
  • Nazwę kręgu a co za tym idzie znaczenie nadaję ja. Podpowiedzi owszem, narzucanie własnych (zwanych standardowymi) absolutnie nie.
  • Osoba może należeć do kilku kręgów, bo kryterium przynależności do grup może być różne. Na przykład. Kim Jest? Kim jest dla mnie? Skąd znam? itp
  • Publikować mogę dla określonego kręgu. Tego nie ma na FaceBook’u (lub nie znalazłem jak to zrobić) (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Mój związek z Androidem czyli pożądanie w wesji mobilnej

Show me Desire

Tym razem o technologii 🙂 Kolejny wpis z cyklu Hot or Gniot? Od ponad pół roku jest ze mną HTC Desire. Parafrazując wieszcza „I wciąż sobie zadaję pytanie czy to jest przyjaźń czy też pożądanie„. Czas odsłonić trochę kurtyny i wydobyć na światło dzienne szczegóły na temat tego związku. Wpis tworzony był od lipca zeszłego roku.

Pewnie myślicie, że skoro fotograf to ma ajfona. Błąd.  O tym czy coś jest dobre czy nie dla mnie czy nie, mogę przekonać się używając tego. I to nie przez tydzień. Co można powiedzieć o telefonie po tygodniu czy dwóch używaniana? Zasadniczo to samo co o kobiecie po pierwszej randce. Wizualnie mi pasuje lub nie. Cała reszta jest domysłami. Znając już iOS postanowiłem więc poużywać Androida. 🙂

Pierwsza randka z Androidem

Tytuł godny Ridley’a Scott’a z jego wizją. Chwilowo jednak mówię o telefonie z systemem Googla. Chociaż moment. Biorąc pod uwagę ilość czasu jaką poświecamy aktualnie smartfonom myślę, że rankigach przegania wszystkie żony, matki i kochanki. Mężów, ojców i kochanków w wersji dla czytelniczek. Z tego też powodu zapewne, wybór kolejnego „towarzysza” na dobre i na złe wzbudza tyle emocji. 🙂 Szczególnie, że większość z nas podpisuje jeszcze wciąż cyfografy.

Pomimo iż Apple przyzwyczaiło mnie do wielu udogodnień i naturalnym wyborem był iPhone, zacząłem się zastanawiać. Primo model 3GS ma słaby aparat fotograficzny. Po drugie duże ogranicznia w zakresie aplikacji. Na przykład nie mogę robić notatek głosowych w czasie rozmowy, a to super przydatna rzecz w czasie jazdy samochodem. Modelu numer cztery jeszcze nie ma, a jak się pokaże będzie horrendalnie drogi. (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Początek cichej rewolucji

Początek cichej rewolucji?

Tak ustami Pawła Małaszyńskiego reklamuje się Lexus z nowym modelem samochodu hybrydowego. Zbierałem się już dawno żeby o tym napisać, więc mam niezły powód. Będzie o nowych technologiach, a raczej o tym, że niosią ze sobą zmiany, których się często nie spodziewamy.

 

Powoli małymi kroczkami napędy hybrydowe stają się faktem w kolejnych markach samochodów. Kierunek rewolucji został wyznaczony i nic nie wskazuje, żeby w najbliższej przyszłości uległ zmianie. Czeka nas absolutna cisza na drogach. Przynajmniej taką wizję kreują producenci. Było by miło, bo nic tak nie cieszy ucha jak dźwięk absoutnej ciszy. Tyle że droga do tego stanu może nie być taka cicha. Co więcej bezkrwawa rewolucja to rzadkość w przyrodzie.

Trzy lata temu uczestniczyłem w organizacji imprezy samochodowej na torze wyscigowym w Kielecach. Przez jeden dzień można było pojeździć róznymi autami. Absolutnie nie hybrydowymi i absolutnie nie cichymi. Przy okazji głównych atrakcji jednak można było pojeżdzić najnowszym hybrydowym dzieckiem Toyoty. Samochodzik nowoczesny był i zadziwiająco żwawy.

Z czym zatem był problem? Ano z tym, że tych samochodów nie słychać. Obserwując zachowania ludzi śmiem twierdzić, że problem będzie większy niż to się z pozoru wydaje. Od ponad stu lat mamy w niemal genetycznie zakodowane, że samochód hałasuje. Można by rzec, że nasz instykt został pokoleniowo przeszkolony do kojarzenia określonego hałasu z autami. Przeszkolony również w zakresie unikania niebezpieczeństwa. Przypomnijmy sobie ile razy nasz słuch ostrzegł nas przed zbliżającym się pojazdem. (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Nowy Ing Bank OnLine – jak zrobić dobrze … sobie

Współpraca  z agencją interaktywną odcisnęły piętno. Ręce mi opadają jak widzę coś takiego. Później trudno mi pisać z opadniętymi. Tak się złożyło, że tym razem problem dotknął mnie bo jestem klientem tego banku.  Ale nie będzie w tym wpisie marudzenia jak to mi jest teraz nie wygodnie używać bankowośći internetowej banku XYZ. Co najwyżej zwinę zabawki i przeniosę się do innej piaskownicy. Tematem zaś będzie projektowanie narzędzi z pozycji użytkownika. Przecież to proste! No jak się okazuje, nie w dużych firmach.

Co jest dla mnie jako, klienta banku najważniejsze?
NAJWAŻNIEJSZE. Takie bardzo, bardzo ważne a potem długo nic i cała reszta.
Odpowiedź jest trywialnie prosta: MOJE PIĘNIĄDZE.

No dobra to teraz mały test. Poniżej zrzut ekranu strony głównej z nowej wersji ING Bank OnLine. Poproszę wskazać gdzie one są i w jakiej ilości.

Jest gustowna świnka, książeczka, koszyczek oraz dziarski lew. Wszystko w jedynie słusznych kolorach wzbudzających pozytwne odczucia w dziale markingu tej instytucji. Moich pieniędzy nie ma. To znaczy podobno są, ale muszę ich poszukać. Wzbudza to moje lekkie zaniepokojenie. Może gdzieś się bankowi zapodziały?

(więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Macally … ale nic nie wyMacally

Macally Mirage

Od dawna już miałem ochotę podzielić się wiedzą na temat tego, czy rzeczy których używam nadają się do tego w jakim celu zostały stworzone. Czy też może nie po raz pierwszy w życiu pieniądze poszły w błoto. I tak oto pierwszy wpis z cyklu „hot or gniot”? Jeżeli komuś wygodniej nazwać to testem nie mam nic przeciwko.

Od trzech lat jeżdżę sobie na rolkach. Częścią tej przyjemności jest słuchanie muzyki. Łatwiej i przyjemniej się jeździ. Do tej pory w kieszeni lądował telefon i to całkiem biznesowy (Nokia E51). Muzyki słuchać można, mojego ulubionego radia też, no i można prowadzić rozmowę. Zdarzyło się tak jednak, iż córka moja miała na swoim iPodzie Nano muzykę, której chciało mi się słuchać. Przegrywać mi się nie chciało. Capnąłem więc go do kieszeni, korzystając z nieobecności właścicielki. Ipod w celach prewencyjnych został wyposażony w obudowę Mirage firmy Macally .

Na pierwszy rzut oka wszystko grało. Z iPod’em na czele. Klipsik w obudowie zachęcał do umieszczenia w widocznym miejscu. Umieściłem więc i wyruszyłem w trasę w piękny słoneczny dzień. Niebawem Mika zakończył swoje życie w kreskówce i wtedy okazało się, że obudowa jest wielofunkcyjna.

(więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Kupowanie rzeczy czyli czy ten dysk jest cichy?

Kupowanie to emocje

Będzie o tym jak kupowałem. Tym razem dysk zewnętrzny do MacBooka. Co mną kieruje w czasie podejmowania decyzji o zakupie? W jakim stopniu można polegać na recenzjach w internecie i sprzedawcach w sklepie w celu podjęcia właściwej decyzji? Jeśli tylko skanujesz lub nie interesuje Cię psychologiczno-opisowa część wpisu, na końcu znajdziesz nazwę zwycięzcy prywatnego konkursu.

Mam bardzo subiektywny i emocjonalny stosunek do swoich zdjęć. W związku tym, kasowanie pliku z obrazem wiąże się z wyjątkowym bólem. To nic, że nic nie widać. Być może za 10 lat wynaleziona zostanie technologia, która pozwoli coś zobaczyć. Przez chwilę dałem się przekonać (sam sobie) o zbędności posiadania 10 identycznych niedoświetlonych ujęć.  Pełna matryca skutkuje plikami na poziomie ponad 20MB sztuka. Odkrycie trybu sRAW pomogło tylko trochę, bowiem szybko zostało zniwelowane przez odkrycie bracketing’u ekspozycji. 🙂

I tak nadeszła chwila kiedy to dysk zewnętrzny zaczął mnie błagać od przestrzeń „życiową”. No to myk. Szybka wycieczka do sklepu dla inteligentnych inaczej. Rozmowa z Panem, który wiedzę posiada z napisów na pudełkach. Jego rekomendacja  produktu w promocji.  Po godzinie podłączałem do portu USB, czarnego „potwora” o pojemności 1TB firmy TrekStore. Cóż za radość. Pojemny, ładny. Ma się tego nosa do technologii i zakupów.

O tym, że decyzje bez zastanowienia są zwykle błędne wiedziałem już dawno. Skoro jednak ktoś, nazywa mnie od czasu do czasu „słońce” to mogę mieć również zaćmienia. Kultura pracy przypominała sieczkarnię po sezonie żniw. Sieczkarnię schowaną w stodole odległej o kilkanaście metrów, ale zawsze. Przy porównaniu do poprzednika było nieźle. 5-letni już dysk 160GB w skręcanej ręcznie obudowie za 20 zł pracował jak diesel koparki na 30 stopniowym mrozie. O czym przekonałem się niebawem to fakt, iż zakupiony dysk odmontowywał się w najmniej oczekiwanym momencie. Najchętniej w czasie kopiowania. Po miesiącu uznałem zatem, że mój monitor (stojący PRZED dyskiem) może wziąć wszystkie niecenzuralne zwroty pod adresem dysku do siebie i  przestać wyświetlać. (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

So what’s this red line?

 

RedLine

RedLine

Jakiś czas temu będąc na głodzie wiedzy o rzeczach nowatorskich trafiłem na szkołę. Profesory były zacne a biorąc pod uwagę lokalne „opoźnienie” materiał wciąż wartościowy. Wybór padł w pierwszej kolejności na Jeff’a. Po pierwsze primo Amazon fajną księgarnią jest, po drugie primo Amazon już dawno nie jest tylko księgarnią i po trzecie primo budujące jest widząc, że lekko odstające uszy pozwalają zrobić tak zawrotną karierę.

„So what’s this red line?”. Ta czerwona linia to jasny i klarowny sygnał że należy inwestować w usługi sieciowe. Jak 5 lat temu śmiałem byłem zauważać, że Web Services się sprzedadzą jak świeża buła do porannej kawy, różne executive’y patrzyły na mnie na myśląc „czemu ja tracę czas na tego …” (dowolne niecenzuralne słowo pasuje). Ja ich rozumiem bo w 2004 było deczko za wcześnie. Teraz już  natomiast kościelny uwiesił się na sznurze i dzwoni jak oszalały.  Wersja dla niesłyszących brzmi: API

Jeżeli pojawiające się przemyślenia nie uruchomiły Wam jeszcze zielonej lampki w głowie i faktycznie wynika to braku wartości dodanej, to może warto cofnąć się 2 kroki od codzienności złapać perspektywę i dodać jakąś wartość. Osobiście uważam, że te wartości są w każdym przedsięwzięciu tylko trzeba właściwie spojrzeć.

Zobacz cały wpisNapisane przez w