Archiwum | psychologia

Jak się zaczyna palić papierosy

Robert, Anglia, chło­paki, ogó­rek i papieros

Dla­czego o tym piszę? Bo wszy­scy piszą jak rzu­cić. Dobra, będzie o też o rzu­ca­niu. Napi­szę o tym bo mam prak­tykę, rzu­ca­łem już wiele razy ;) Poważ­niej zaś, rzu­ce­nie pale­nia jest jedną z rze­czy, które zali­czam do swo­ich życio­wych suk­ce­sów (nie palę czwarty rok). Jest rów­nież dla mnie potwier­dze­niem, że ele­men­tem suk­cesu jest porażka. W końcu zaś mam chęć podzie­le­nia się wie­dzą, iż to co ser­wują nam reklamy w tema­cie sku­tecz­no­ści sprze­da­wa­nych spe­cy­fi­ków to nawet nie jest pół prawdy.

Dziś z per­spek­tywy czasu moje pale­nie papie­ro­sów wydaje mi się nie­re­alne. Są jed­nak zdję­cia. Eh te zdję­cia. Histo­ria ma swój uro­czy począ­tek w mło­do­ści zwa­nej przez nie­któ­rych “zna­nych i lubia­nych” dur­no­ścią. Wiem, wiem .. daleko się­gam. No cóż pali­łem bez mała pięt­na­ście lat. Bez kon­tek­stu, metoda rzu­ca­nia choć sku­teczna może nie być zro­zu­miała. Poza tym chcę opo­wie­dzieć jak to się zaczęło a Ty prze­cież masz moż­li­wość omi­nię­cia tego wpisu. :)

Początki

Były to lata dzie­więć­dzie­siąte. Poje­cha­li­śmy jako mło­dzi i nie­opie­rzeni życiowo ludzie zara­biać porządną kasę w twar­dej walu­cie na Wyspach Bry­tyj­skich. Cóż wiel­kiego powie­cie. Dzi­siaj nic. Poziom adre­na­liny jak w cza­sie podróży auto­bu­sem rela­cji Warszawa-​Radom. Wtedy jed­nak było ina­czej. Począw­szy od lotu samemu, za gra­nicę wciąż pach­ną­cej komuną Pol­ski, przez kapry­śnego imi­gra­tion officer’a po kom­pletny brak wie­dzy jak sobie tam pora­dzić. Pamię­tam jed­nak, że Heath­row zja­wiło mi się jak sło­neczny wio­senny pora­nek w parku, po mie­siącu sie­dze­nia w piw­nicy bez świata. Wszystko było takie świeże, fascy­nu­jące i inne. My dla Bry­tyj­czy­ków rów­nież. W końcu przy­by­li­śmy zza żela­znej kur­tyny. (więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Moje M.B.T.I. - początek

Per­so­na­lity discovered

Dzień dobry. Na imię mam Robert i jestem typem INFP. Przy­naj­mniej według Izki Meyers’owej :) Będzie o MBTI, wybit­nym Karolu i wyko­rzy­sta­niu jego odkryć przez Izkę do skon­stru­owa­nia spraw­nego narzę­dzia okre­śla­ją­cego nasz cha­rak­ter i tem­pe­ra­ment. Co daje spraw­dze­nie kim jestem i czy ludzi warto i można szu­flad­ko­wać? Będzie też o tym po co mi była wyprawa do Pozna­nia ale tym­cza­sem będzie o tym jak zaczęło się odkry­wa­nie mojego praw­dzi­wego JA.

To zacznijmy od początku, bo prze­cież rze­czy zwy­kle mają swój począ­tek, nie­praw­daż? Jeżeli cho­dzi o mnie to zwy­kle nie mam zie­lo­nego poję­cia, że kon­kretna sytu­acja jest wła­śnie począt­kiem. Cza­sem wska­zówką jest kiedy napo­ty­kam koniec. Coś się koń­czy coś zaczyna. Zawsze. Taro­towa karta śmierci. Cza­sem wska­zówką jest burz­li­wość zda­rzeń. Jeżeli moje życie staje na gło­wie to jest wielce praw­do­po­dobne, że doświad­czam zmiany. Z wie­kiem zaczy­nam docho­dzić do wnio­sku, że jaka­kol­wiek zmiana zawie­rać musi w sobie pier­wia­stek gwał­tow­no­ści i szczyptę nie­prze­wi­dy­wal­no­ści. Ina­czej nasze wro­dzone przy­wią­za­nie do poczu­cia bez­pie­czeń­stwa spro­wa­dzi nas na poprzed­nią ścieżkę. (więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Pytać czy nie pytać ... oto jest pytanie

What, Where & When

Pyta­nia sta­no­wią odgry­wają istotną rolę w moim roz­woju. Zarówno oso­bi­stym jak i zawo­do­wym. Czas więc zmie­rzyć się z tym tema­tem. Czy warto zada­wać pyta­nia? Jeśli tak to jakie pyta­nia? W czym może mi pomóc dobre sfor­mu­ło­wa­nie pyta­nia? Posta­no­wi­łem więc się podzie­lić swoją wie­dzą i prze­my­śle­niami na ten temat. Temat wydaje się oczy­wi­sty i banalny. Z moich jed­nak doświad­czeń wynika, że im coś prost­sze, tym bar­dziej przy­datne. Kryje w sobie zwy­kle wię­cej poten­cjału niż nam się to na pierw­szy rzut oka wydaje.

Więk­szość pew­nie pamięta ze szkoły.
– Robert, gdzie leży Boli­wia?
– Pyta Pani gdzie jest poło­żona Boli­wia? Boli­wia leży…
To pyta­nie sie­bie oprócz oczy­wi­stego bonusu w for­mie czasu na zasta­no­wie­nie i upo­rząd­ko­wa­nie myśli pozwala skon­kre­ty­zo­wać pro­blem. Nie­stety, nie­któ­rzy moi tzw. nauczy­ciele potra­fili mnie zga­sić krót­kim „sia­daj”. Nie patrząc na to czy jest to li tylko zyski­wa­nie na cza­sie, czy też jed­nak spo­sób przy­wo­ły­wa­nia wie­dzy z pamięci i porząd­ko­wa­nia infor­ma­cji. Ale to temat na inny wpis.

Nie ma nic bar­dziej powszech­nego niż pyta­nia. Zasta­na­wiam się nawet czy moje pierw­sze wypo­wie­dziane słowo, jakie­kol­wiek by ono nie było, nie miało znaku zapy­ta­nia na końcu. Dzieci pytają jak sza­lone, nie bojąc się zada­wać nawet naj­bar­dziej nie­praw­do­po­dob­nie brzmią­cych pytań. Czę­sto sły­szę wtedy: “Cóż za głu­pie pyta­nie?” Jeżeli ktoś jesz­cze o tym nie wie, to infor­muję że głu­pich pytań nie ma. Są za to głu­pie odpo­wie­dzi. Pyta­nie może być na przy­kład zaska­ku­jące, iry­tu­jące, depry­mu­jące lub nie na miej­scu. Głu­pie nie jest nigdy.

(więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Dobra wróżka nie jest zła

Atry­buty zawo­dowe to rzecz podstawowa

„… Nie no to już jest jazda na maksa. Chyba nie będzie o szkla­nych kulach i czar­nych kotach? … „
A będzie, bedzie… plus do tego zapach kadzi­dełka. Ezo­te­ryka od paru lat jest w kręgu moich zain­te­re­so­wań. Prze­kłada się to mię­dzy innymi na zmniej­sza­jącą się ilość miej­sca na półce z książ­kami o tej tema­tyce. Swego czasu w ramach “dzia­łań poza strefą kom­fortu” powstał pro­jekt “wróżka”. Parę słów wiec o pro­jek­cie i efektach.

Od zawsze zwią­zany hob­by­stycz­nie i zawo­dowo z infor­ma­tyką. Tematy ezo­te­ryki więc, były dla mnie odle­głe jak pla­neta Nep­tun. Przy­szedł jed­nak dzień kiedy zaczą­łem zda­wać sobie sprawę, że odrzu­cam coś bez wcze­śniej­szej wery­fi­ka­cji, a ściślej mówiąc robię to bazu­jąc na infor­ma­cjach od ludzi, któ­rych punkt widze­nia jed­nak różni się od mojego.

Nie­po­twier­dzone źródło donosi, iż w roku 2007 oraz 2008 Polacy wydali na ezo­te­rykę wię­cej pie­nię­dzy niż na edu­ka­cję. Upra­sza się o nie ska­nie mi do gar­dła z pyta­niem o nazwę źródła, dowody, zesta­wie­nia lub twarde cyfry. Piszę nie­po­twier­dzone bo była to infor­ma­cja radiowa usły­szana któ­re­goś poranka w korku. Być może Polacy wydali mniej. Z pew­no­ścią jed­nak usługi z tego sek­tora cie­szą się ogromną popu­lar­no­ścią. Fakty nato­miast są takie. Fakt pierw­szy to moje roz­mowy biz­ne­sowe w cza­sach boom’u usług 0–700 a póź­niej SMS Pre­mium. Wróżby sprze­da­wały się i sprze­dają dobrze. Fakt drugi w drzwiach jed­nej miłej wróżki miną­łem się z pew­nym zatwar­dzia­łym prag­ma­ty­kiem. Przy­naj­mniej tak jest kre­owany przez media.

Wiele wska­zy­wało na to, że ludzie dzielą się na tych co cho­dzą do wró­żek i na tych mówią, że nie cho­dzą. Co jest takiego, że się­gamy po metody, które w powszech­nej opi­nii ska­zane są na bani­cję? Czemu pła­cimy za to bajoń­skie sumy? Kto to jest “wróżka”? Czy częstuje ciasteczkami? Pytań było wiele. Zna­jomi pytani wprost odpo­wia­dali męt­nie lub wyko­ny­wali gest od któ­rego powstają wgłę­bie­nia w czole. Pozo­stało zain­we­sto­wać i uzy­skać odpo­wiedź samodzielnie.

(więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Kłamstwo ankietowe ... czyli o wpływie anonimowości na decyzje

Będzie o wybo­rach przy oka­zji, ale nie będzie o poli­tyce. Zain­try­go­wała mnie duża róż­nica pomię­dzy pro­gno­zami wyniku wybor­czego a rze­czy­wi­stym popar­ciem osią­gnię­tym przed fawo­ryta w pierw­szej turze wyborów.

Osta­teczne wyniki gło­so­wa­nia w pierw­szej turze to 41% popar­cia dla Bro­ni­sława K. i 36% Jaro­sława K. Róż­nica około 5 pro­cent na korzyść tego pierw­szego. W zależ­no­ści od tego kto przed­sta­wiał pro­gnozę (TVN i Pol­sat) róż­nica wyno­siła nawet 12–14%. W dniu poda­nia wyni­ków media roz­pę­tały burzę bijąc w bęben teo­rii spi­sko­wej. Nie mam tele­wi­zji więc burza mnie omi­nęła, ale nawet nagłówki pra­sowe krzy­czały Skandal! Dopiero dwa dni póź­niej w radiu Wawa usły­sza­łem pierw­szą roz­sądną infor­ma­cję. Tele­wi­zje w ramach cię­cia kosz­tów zama­wiały bada­nia pre­fe­ren­cji pro­wa­dzone przez tele­fon. Tyle fakty. Deta­liczny opis np. tutaj.
W teo­rie spi­skowe nie wie­rzę. Wie­rzę nato­miast w pro­ste mecha­ni­zmy, które powo­dują nami w życiu.

Mecha­nizm pierw­szy: “Nie opłaca mi się być z Tobą szczerym“

Wyobraźmy sobie na wła­snym przy­kła­dzie jak wygląda taka ankieta telefoniczna.

Dryń, dryń
„Dzień dobry. Nazy­wam się Magda Kowal­ska i repre­zen­tuje firmę badaw­czą. Na kogo będzie Pan gło­so­wać w pierw­szej turze wyborów?”

Wer­sja 1

Firma badaw­cza nie ma budżetu na popo­łu­dniową zmianę. Sie­dzę sobie przy biurku w pracy. Nie mam wła­snego pokoju bo nie jestem żadną kadrą. Sie­dzę na wiel­kiej otwar­tej prze­strzeni zwa­nej open-​space na wprost swo­jego kie­row­nika. Nie dość, że ma on naj­oględ­niej mówiąc inne pre­fe­ren­cje wybor­cze, to jesz­cze zda­nie na temat przed­wa­ka­cyj­nego podziału pre­mii wyra­bia sobie bio­rąc pod uwagę dopa­so­wa­nie pra­cow­ni­ków w tym temacie.

Wer­sja 2

Firma badaw­cza dostała kasiorę na popo­łu­dniowe dzwo­nie­nie. Jem wła­śnie kola­cję w towa­rzy­stwie. Tak się zło­żyło, że z kobietą, którą od uwiel­biam bo świet­nie gotuje. Nie­stety poru­sze­nie tematu poli­tyki zawsze koń­czy się gro­bową ciszą komu­ni­ka­cyjną przez mie­siąc. W przy­szłym tygo­dniu ma być pie­czony schab. To może wyjdę do dru­giego pokoju?…

(więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Quo vadis JimB?

Taki tytuł wpi­sa­łem … ale wła­ściwy jest „Czemu sto­isz JimB ?”

Nie ma wpi­sów. Szlag mnie tra­fia. Mam jakąś dziwną ten­den­cje do zaj­mo­wa­nia się spra­wami, które zgod­nie z zasadą Pareto są w czę­ści nazwa­nej 80 i to chyba na sza­rym końcu. Do czego piję?

Zaczy­nam widzieć, że blog jest po to żeby go PISAĆ. Cza­sem po to żeby go CZYTAĆ. Ewen­tu­al­nie na końcu po to żeby go ulep­szać i zmie­niać. Przy oka­zji zmiany plat­formy zmie­ni­łem też wize­ru­nek. Przy oka­zji zmiany wize­runku trzeba było sobie zadać parę pytań. Czy „to” lub „tamto” ma zostać na blogu czy nie. Przy tej oka­zji przy­la­zły (same nikt ich nie zapra­szał) takie pyta­nia jak: po co piszę? o czym piszę? o czym chcę pisać? czy forma jest zgodna z tre­ścią? czy jeden blog czy może jed­nak dwa bo tema­tyka „za sze­roka”? I jesz­cze 40 innych pytań. A tu brak czasu i chęci na szu­ka­nie wie­dzy, spraw­dza­nia jako­ści tej wie­dzy itp.

No i w tym natłoku pytań zgu­biło się pisa­nie. A prze­cież gdzieś pod­świa­do­mie wiem, że cho­dzi o zapi­sy­wa­nie rze­czy, które uwa­żam za ważne. Dla sie­bie. Być może też dla innych. Wyszło tak że od mie­siąca sku­piam się na zmia­nach w for­mie a pisa­nie leży i kwi­czy. Ofi­cjalna moja wymówka? Pisa­nie o tech­no­lo­gii gry­zie się z pisa­niem o psy­cho­lo­gii. Czy to jest prawda nie wia­domo , wia­domo nato­miast, że sku­tecz­nie blo­kuje mnie to mentalnie.

(więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Professor Risk

One of the bigest risks is to be too cautious”

Ori­gi­nal movie on YouTube.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Najpierw wizualizacja czyli wyobraź sobie cel

Aby sku­teczne osią­gnąć cel należy w pierw­szej kolej­no­ści wyobra­zić sobie efekt końcowy.

Tyle teo­ria. Pyta­nie brzmi czy jest ona skuteczna?

Pew­nego pięk­nego wio­sen­nego dnia przy­ja­ciel zapro­po­no­wał w ramach pre­zentu uro­dzi­no­wego wybra­nie się na strzel­nicę. Przy całym moim spo­koj­nym uspo­so­bie­niu strze­la­nie, o czym pisałem niedawno, ma w sobie coś co mnie przy­ciąga od zawsze. Pre­zent był więc jeśli tak można powie­dzieć „tra­fiony”. Wybra­li­śmy spor­tową strzel­nicę na war­szaw­skich Bie­la­nach. Strze­la­li­śmy z broni krót­kiej. Po 2–3 seriach zamie­ni­łem za radą instruk­torki Sigsauer'a na Glock'a ze względu na mniej­szą wagę. Dwóch face­tów w towa­rzy­stwie kobiety wytrzyma bez rywa­li­za­cji mak­sy­mal­nie 15 minut, a w naszym towa­rzy­stwie kobieta była. I to nie jedna. (więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Kupowanie rzeczy czyli czy ten dysk jest cichy?

Kupo­wa­nie to emocje

Będzie o tym jak kupo­wa­łem. Tym razem dysk zewnętrzny do Mac­Bo­oka. Co mną kie­ruje w cza­sie podej­mo­wa­nia decy­zji o zaku­pie? W jakim stop­niu można pole­gać na recen­zjach w inter­ne­cie i sprze­daw­cach w skle­pie w celu pod­ję­cia wła­ści­wej decy­zji? Jeśli tylko ska­nu­jesz lub nie inte­re­suje Cię psychologiczno-​opisowa część wpisu, na końcu znaj­dziesz nazwę zwy­cięzcy pry­wat­nego kon­kursu.

Mam bar­dzo subiek­tywny i emo­cjo­nalny sto­su­nek do swo­ich zdjęć. W związku tym, kaso­wa­nie pliku z obra­zem wiąże się z wyjąt­ko­wym bólem. To nic, że nic nie widać. Być może za 10 lat wyna­le­ziona zosta­nie tech­no­lo­gia, która pozwoli coś zoba­czyć. Przez chwilę dałem się prze­ko­nać (sam sobie) o zbęd­no­ści posia­da­nia 10 iden­tycz­nych nie­do­świe­tlo­nych ujęć. Pełna matryca skut­kuje pli­kami na pozio­mie ponad 20MB sztuka. Odkry­cie trybu sRAW pomo­gło tylko tro­chę, bowiem szybko zostało zni­we­lo­wane przez odkry­cie bracketing’u eks­po­zy­cji. :)

I tak nade­szła chwila kiedy to dysk zewnętrzny zaczął mnie bła­gać od prze­strzeń „życiową”. No to myk. Szybka wycieczka do sklepu dla inte­li­gent­nych ina­czej. Roz­mowa z Panem, który wie­dzę posiada z napi­sów na pudeł­kach. Jego reko­men­da­cja pro­duktu w pro­mo­cji. Po godzi­nie pod­łą­cza­łem do portu USB, czar­nego „potwora” o pojem­no­ści 1TB firmy Trek­Store. Cóż za radość. Pojemny, ładny. Ma się tego nosa do tech­no­lo­gii i zakupów.

O tym, że decy­zje bez zasta­no­wie­nia są zwy­kle błędne wie­dzia­łem już dawno. Skoro jed­nak ktoś, nazywa mnie od czasu do czasu „słońce” to mogę mieć rów­nież zaćmie­nia. Kul­tura pracy przy­po­mi­nała siecz­kar­nię po sezo­nie żniw. Siecz­kar­nię scho­waną w sto­dole odle­głej o kil­ka­na­ście metrów, ale zawsze. Przy porów­na­niu do poprzed­nika było nie­źle. 5-​letni już dysk 160GB w skrę­ca­nej ręcz­nie obu­do­wie za 20 zł pra­co­wał jak die­sel koparki na 30 stop­nio­wym mro­zie. O czym prze­ko­na­łem się nie­ba­wem to fakt, iż zaku­piony dysk odmon­to­wy­wał się w naj­mniej ocze­ki­wa­nym momen­cie. Naj­chęt­niej w cza­sie kopio­wa­nia. Po mie­siącu uzna­łem zatem, że mój moni­tor (sto­jący PRZED dys­kiem) może wziąć wszyst­kie nie­cen­zu­ralne zwroty pod adre­sem dysku do sie­bie i prze­stać wyświe­tlać. (więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Droga do szczęścia

Zda­rzyło mi się w ramach wyjść kul­tu­ral­nych być na film Droga do szczęscia (Revo­lu­tio­nary Road). Późny seans w kinie Luna i w miarę puste kino sprzy­jało spa­niu, „kon­wer­sa­cji” z przy­ja­ciółką lub emo­cjo­nal­nej inte­gra­cji z wyświe­tla­nym obra­zem. Ostat­nimi czasy sto­suję świa­do­mie „go with the flow” więc było wszystko jedno. Sia­da­jąc w fotelu przed oczami poja­wił się obraz gaze­to­wej recen­zji. Tym razem nie o wiatr we włosach cho­dzi. Kaśka i Leo. Zapo­wia­dało się cie­ka­wie. Ich wspólne figury sce­niczne odci­snęły swoję piętno na róż­nych bran­żo­wych produkcjach.

Film wcią­gnął mnie bez reszty (na szczę­ście przy­ja­ciółka wyro­zu­miała). No dobra to może do rze­czy. Ona pamięta iskrę w jego oku, która zga­sła stłam­szona codzien­no­ścią. Nie­chcianą ale akcep­to­waną z leni­stwa i dla wygody. Ona wie jakie są jego marzenia. Proponuje wyjazd do Paryża. Po szczę­ście. Po sie­bie. Auto-​magicznie życie nabiera kolo­rów. Nie wydaję się już takie szare. Zna­jomi i przy­ja­ciele odwo­dzą, zazdrosz­czą, wąt­pią. Zaczyna dzia­łać mecha­nizm bala­stu… po resztę zapra­szam do kina.

(więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w