Archiwum | Rozwój osobisty

JimB40’s Shoots of Life – July 2011

July was whimsical. Cold and rainy. November’s twin. Except quantity of light. Only Vespa calendar’s girl reminded me it was beaching time. Tried to move to a new place but fresh memories of last year removal kept me in place. First lifestyle session went smooth. Just be yourself with me. Lilla’s christening. The church was full of people and cameras. Nowadays everybody is photographer. Against all odds my first Vespa Adventure happened. All of rain gives a break and I spent few lovely days on Krutynia river with friends. Rowing & admiring. Pain in shoulder tried to change the plan. Pain was dismissed. Kamień. Ultimate destination. Life came full circle after 20 years. The door was shut. Wonderful and full of positive energy meeting with Mariusz in Warsaw. My friends moved to a wooden house near Warsaw. Bunch of flowers. My old habit being first time in a new house. Approaching finnish July started to cry really strong. „Rain drops kept fallin’ on my head …”. If only knew how many troubles they would give transforming themself into the  flood.

PS.
Since I’m four months late with Shoots of Life I’ll publish one every week in November

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Pióro, sprawy i ich stosy

Moje Pisanie wymaga ciszy. Nie zawsze tej zewnętrznej z pewnością jednak tej wewnętrznej. Kiedy w środku się kotłuje, słowa nie chcą się składać w zdania. Chociaż wiem, że Moje Pisanie ma dobry wpływ na mnie, pióro leżało ostatnio samotne. Od czasu do czasu tylko zaszczyciłem je dotykiem swojej dłoni a ono za każdym razem wyślizgiwało się niebawem. Czy to z powodu hałasu, czy też niezaplanowanej i niespodziewanej podróży w objęcia Morfeusza.

Moje Pisanie ma duży priorytet u mnie. Oprócz priorytetu jednak, trzeba umieć wygospodarować Czas. Czas zaś, ma tendencję do bycia zawłaszczanym. Zawłaszczanym przez Sprawy. Przodują zaś w tym Niebywale Ważne Sprawy, które tłuką się o pierwsze miejsce z Niecierpiącymi Zwłoki Sprawami. Na swoją okazję aby wysforować się do przodu, czekają zaś w kolejce Niesamowicie Ciekawe Sprawy.

Wiosną odkryłem uroki wczesnego poranka. Kiedy cisza wkoło uspokaja zmysły. Zanim jeszcze miasto wybudzi się w zgiełk dnia a NWS, NZS oraz NCS pochrapują przez sen. Wtedy właśnie był czas na Moje Pisanie. Lato niestety wraz z przyziemnymi problemami zdrowia i ekonomii zabrało mi poranki. Jesień zaś jasne poranki zamieniła w środek nocy.

Moje pisanie przychodzi i odchodzi. W odróżnieniu od Mojego Życia, kóre jest na wciąż i nieprzerwanie. Moje Życie jest jak modelka z wielkim ego. Wymaga ciągłej uwagi. Podrzuca mi te trzyliterowe skurczybyki z komentarzem „pilnuj i ogarniaj”. Człowiek więc pilnuje ile wlezie i ogarnia z niemniejszym zapałem. Chwila nieuwagi jednak lub zwolnienia tempa i Sprawy zaczynają się piętrzyć. Układają się w Stosy. Elegancko jedna na drugiej. Stosy, co do których nie podejmę decyzji, tworzą wkoło mnie szczelne ogrodzenie, zza którego nic widać. Skoro nie widać nic, to tym bardziej nie widać kiedy przychodzi Moje Pisanie. Stoi więc tam pod tym ogrodzeniem bez dzwonka przez czas jakiś. Jak się znudzi tym czekaniem to sobie idzie.

Stosy spraw trzeba więc likwidować. W ten czy inny sposób. Ostatnio pod jeden z nich podłożyłem ogień. Jeśli były w nim Naprawdę Ważne Sprawy to wrócą. Naprawdę Ważne Sprawy wyznają buddyzm i reinkarnują. Niestety robią to zwykle w nieodpowiednim momencie. Pociesza mnie myśl, że zza spalonego stosu wyłoniło się Moje Pisanie które zbierało się do odejścia. W tej radości drugi stos kopnąłem żeby zrobić przejście. Teraz staram się nie spoglądać w stronę Bezładnie Rozrzuconych Spraw. Liczenie na to, że ktoś je pozbiera to myślenie rodem z przedszkola. W każdym z nas jest kawałek dziecka. Chwilowo jednak ważna jest obecność Mojego Pisania. Z tej radości zakupiłem nawet prezent dla Mojego Pisania w postaci acsetycznej aplikacji do pisania. Jakby można było je przekupić.

Znając Moje Pisanie, zwinie się pewnie znów za czas jakiś. Wymknie się bladym świtem jak jednonocna przygoda. Wykorzystam wieć teraz każdą chwilę na Moje Pisanie.
Wygląda na to, że Moje Fotografowanie jest mniej kapryśne i potrafi przeskakiwać ogrodzenia.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40’s Adventures – Krutynia

What happens when three photographers decide to go down Krutynia River by kayaks? Well you can see by yourself. Three cameras were shooting almost constantly . They were put over and under the water. For fun and to memory few sunnny days in July. That was my first long Vespa trip. Roads in Great Mazurian Lakes area were wonderful, so that was a real pleasure to use my scoot.  And all of this because Poland is lovely place. Thanks Grzegorz & Anastasia for wonderful time spent together.

Co się stanie kiedy trójka fotografów postanowi spłynąć kajakami w dół Krutyni? Zobaczcie sami. Trzy aparaty pracowały niestrudzenie. Nad i pod wodą. Dla zabawy i pamiątki po jedynych w lipcu słonecznych dniach. To była pierwsza dłuższa wyprawa na mojej Vespie. Drogi na w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich były cudowne, więc z przyjemnością mknąłem na dwóch kółkach. Wszystko to,  ponieważ Polska pięknym miejscem jest. Dzięki Grzesiek i Anastazja za cudownie spędzony wspólnie czas.


Zobacz cały wpisNapisane przez w

True Stories – Headless is costless?

This is oldie but goldie. Still apply for anyone using low fare airlines. Like me. 🙂

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40’s Shoots of Life – June 2011



June comes with summer. Vegetables start to taste properly. Girls start to attract with airy clothes. My favourite zodiac people cancers celebrate birth. School ends and vacation starts. Two-wheeling almost everyday. Last barcamps. Wedding season at its peak. Making progress with guitar. Meeting new fascinating people. Discovering new places to have a coffee in my city.
Thank You, and you June.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40 lubi czytać ksiazki


Czas otworzyć czytelnię. Jeśli nie masz ochoty czytać o czytaniu klikaj i zobacz jakie książki polecam. Książek które uważam za wartościowe jest sporo, więc co jakiś czas wirtualna biblioteka będzie się powiększać. Tymczasem trochę moich przemyśleń w temacie książek i czytania.

Robert zawsze czytał i to dużo. Czytanie było od dzieciństwa moim ulubionym zajęciem. W kucki na fotelu albo w innej dziwnej pozycji. Z wstrzymanym oddechem albo bez jedzenia przez kilka godzin. Jeżeli książka była naprawdę dobra nie stanowiło dla mnie żadnego problemu, żeby zarwać noc i zamknąć przeczytaną książkę nad ranem. Mówię oczywiście o beletrystyce, która wciągała mnie tak, że zapominałem o całym świecie wkoło. Dzisiaj czytanie beltrystyki w dziwnych pozycjach przejęła córka. 🙂 Mniej wiecej w tym samym stylu. Saga „Zmierzch” zajęła jej w sumie coś koła tygodnia.

Czytanie rozwija wyobraźnię. Tylko lub aż z tego powodu, warto czytać zamiast oglądać. Aktualna powszechna moda na wybieranie wizualnego przekazu to przecież akceptacja czyjeś wizji, która nie koniecznie musi być tożsama z naszą własną. Nauczyciel w szkole średniej zwykł mawiać: „Organy nie będące w użyciu zanikają. Dotyczy to również mózgu„. Po latach rozszerzyłem to spostrzeżenie i wiem, że dotyczy również wyobraźni.

Moje półki w regałach więc się uginają a listonosz mnie nie lubi. Uknuł nawet teorię, że ja tak specjalnie, żeby on miał cięższą pracę. Co jest takiego w książkach papierowych, że akceptuje przenoszenie kilogramów przy kolejnej przeprowadzce? Przeprowadzałem się kilkanaście razy więc to chyba miłość. 🙂 I zasadniczo można temat zakończyć, gdyby nie to, że jest jeszcze parę innych powodów. (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40’s Shoots of Life – May 2011

Time goes ahead with constant speed while I try to catch it in pictures and keep forever.

May. End of spring with the summer around the corner. Startup events. Studio works. Business & marketing course. Still lots of people around. Thank you for being part of my life.

Cheers

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Jak się zaczyna palić papierosy

Robert, Anglia, chłopaki, ogórek i papieros

Dlaczego o tym piszę? Bo wszyscy piszą jak rzucić. Dobra, będzie o też o rzucaniu.  Napiszę o tym bo mam praktykę, rzucałem już wiele razy 😉 Poważniej zaś, rzucenie palenia jest jedną z rzeczy, które zaliczam do swoich życiowych sukcesów (nie palę czwarty rok). Jest również dla mnie potwierdzeniem, że elementem sukcesu jest porażka. W końcu zaś mam chęć podzielenia się wiedzą, iż to co serwują nam reklamy w temacie skuteczności sprzedawanych specyfików to nawet nie jest pół prawdy.

Dziś z perspektywy czasu moje palenie papierosów wydaje mi się nierealne. Są jednak zdjęcia. Eh te zdjęcia. Historia ma swój uroczy początek w młodości zwanej przez niektórych “znanych i lubianych” durnością. Wiem, wiem .. daleko sięgam. No cóż paliłem bez mała piętnaście lat. Bez kontekstu, metoda rzucania choć skuteczna może nie być zrozumiała. Poza tym chcę opowiedzieć jak to się zaczęło a Ty przecież masz możliwość ominięcia tego wpisu. 🙂

Początki

Były to lata dziewięćdziesiąte. Pojechaliśmy jako młodzi i nieopierzeni życiowo ludzie zarabiać porządną kasę w twardej walucie na Wyspach Brytyjskich. Cóż wielkiego powiecie. Dzisiaj nic. Poziom adrenaliny jak w czasie podróży autobusem relacji Warszawa-Radom. Wtedy jednak było inaczej. Począwszy od lotu samemu, za granicę wciąż pachnącej komuną Polski, przez kapryśnego imigration officer’a po kompletny brak wiedzy jak sobie tam poradzić. Pamiętam jednak, że Heathrow zjawiło mi się jak słoneczny wiosenny poranek w parku, po miesiącu siedzenia w piwnicy bez świata. Wszystko było takie świeże, fascynujące i inne. My dla Brytyjczyków również. W końcu przybyliśmy zza żelaznej kurtyny. (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Ken Robinson o kreatywności

Dwadzieścia lat temu idąc Rakowiecką zobaczyłem na murze grafitti, które zapadło mi na zawsze w pamięć.

Człowiek rodzi się mądry a później idzie do szkoły.

Wtedy stanowiło dla mnie wyraz buntu przeciw obowiązkom i wykonywaniu wielu nielogicznych poleceń.
Szesnaście lat później obejrzałem prezentację Kena Robinsona i znaczenie graffiti nabrało innej perspektywy.

  • Dlaczego przedmioty artystyczne są na jednym z ostanich miejsc w hierarchii nauczania?
    Nic w życiu nie dało mi więcej w zakresie rozwoju niż fotografia.
  • Nie mamy bladego pojęcia jak będzie wyglądał świat za 30 lat ale nauczamy na tę okoliczność zawzięcie.
    Wiekszość wiedzy specjalistycznej z technikum leży w koszu.
  • Wykształcenie w dzisiejszych czasach zdewaluowało się. Znaczy mniej niż dawniej i dużo mniej gwarantuje.
    Jakoś głośno ostatnio w gazetach, że strasznie dużo bezrobotnych i sfrustowanych magistrów.
  • Od najmłodszych lat szkoły piętnują porażki.
    Jak widzę młodą matkę która biega krok w krok za pięciolatkiem po placu zabaw wiem, że tworzy kalekę. Temat dotyczy również młodych przedsiębiorców w strartup’ach,  Porażka zaś jest ważnym elementem osiągania sukcesu. Dopiero posmakowanie porażki pozwoliło mi się delektować sukcesem.

TED.com jest w moich zakładkach od dawna. Również dlatego, że idea szerzenia wiedzy jest mi bliska. W tej chwili ilość prezentowanych pomysłów i wiedzy na TED jest ogromna. Jednak do tej prezentacji wracam często i polecam wielu osobom w rozmowach. Pomijając wrodzoną umiejętność Robinsona do wprowadzania słuchaczy w dobry nastrój, zadaje on bardzo dobre pytania i otwiera oczy na wiele spraw.

Teraz już Ken Robinson o zabijaniu kreatywności przez szkolnictwo.

Link do prezentacji na YouTube.

Z jakiegoś powodu oryginalny film z TED nie wyświetla się u mnie na blogu.
Jeżeli potrzebujecie języka ojczystego to zamieszczam link do wersji z polskimi napisami na TED.com

Do wpisu zmotywował mnie Krzysztof Trznadel, którego przy tej okazji pozdrawiam.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40’s Shoots of Life – April 2011

Another month passed. Spring in a middle of its age. The best age. 🙂
Lots of people around. If you were part of my life thank you for making it better or worse.
Because unacceptable thing is indifference. Isn’t it?

Cheers

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Moje MBTI – początek

Personality discovered

Dzień dobry. Na imię mam Robert i jestem typem INFP. Przynajmniej według Izki Meyers’owej 🙂 Będzie o MBTI, wybitnym Karolu i wykorzystaniu jego odkryć przez Izkę do skonstruowania sprawnego narzędzia określającego nasz charakter i temperament. Co daje sprawdzenie kim jestem i czy ludzi warto i można szufladkować? Będzie też o tym po co mi była wyprawa do Poznania ale tymczasem  będzie o tym jak zaczęło się odkrywanie mojego prawdziwego JA.

To zacznijmy od początku, bo przecież rzeczy zwykle mają swój początek, nieprawdaż? Jeżeli chodzi o mnie to zwykle nie mam zielonego pojęcia, że konkretna sytuacja jest właśnie początkiem. Czasem wskazówką jest kiedy napotykam koniec. Coś się kończy coś zaczyna. Zawsze. Tarotowa karta śmierci. Czasem wskazówką jest burzliwość zdarzeń. Jeżeli moje życie staje na głowie to jest wielce prawdopodobne, że doświadczam zmiany. Z wiekiem zaczynam dochodzić do wniosku, że jakakolwiek zmiana zawierać musi w sobie pierwiastek gwałtowności i szczyptę nieprzewidywalności. Inaczej nasze wrodzone przywiązanie do poczucia bezpieczeństwa sprowadzi nas na poprzednią ścieżkę. (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Mój startup’owy weekend

 

Turning my ideas into the projects

Jeżeli oczekujesz kolejnej relacji lub zdjęć z imprez startupowych to trzeba się będzie wykazać pewną dozą cierpliwości. Ten wpis, chociaż będzie o nich, przypisany jest bardziej do działu rozwój osobisty w temacie sukces i porażka. Na końcu jednak znajdziesz jednak małą próbkę wizualnych efektów w postaci kilku zdjęć ze Startup Weekend Warsaw.

To miał być weekend, w którym wystartuję. Tak na poważnie. Obracam się od zawsze w środowisku nowych przedsięwzięć bazujących na nowych technologiach. Kiedy usłyszałem o Startup Weekend w Warszawie wiedziałem, że tam będę. Tym razem jednak bez aparatu fotograficznego. Zaskoczenie? Życie bez niespodzianek bywa nudne. Na imprezkę był „zakontraktowany” dobry fotograf a ja uznałem, że czas aby wizjonerska część mojego ja pojawiła się przed publiką. „No talks just action”. Czy może być lepsza rekomendacja jeżeli chce się coś zrealizować?

Przygotowania

W tym celu z pudełka z napisem IDEAS wysypałem teczki z pomysłami i zacząłem przeglądać. Część z nich ma rodowody z roku 2000. Jeden z mentorów świadkiem. Zacząłem to przeglądać. Pierwsze na bok poszły teczki z gotowymi pomysłami które ktoś już dobrze zrealizował. Na przykład pomysł z 2006 empreza.pl to świetnie dziś zrealizowana i działająca na rynku evenea. Szkoda Marcin, że nie pociągneliśmy tematu rozwoju Oioli nie? 😉

Popatrzyłem na pozostałe cztery folderki pod kątem tematów. Co mnie kręci? Na czym się znam? Z czego będę miał radochę jak powstanie? I odstrzeliłem to co nie było związane z Internetem oraz sprzętem mobilnym. Na placu boju zostały trzy pomysły. Możnaby je podzielić wedłuch subiektywnej oceny na prosty, średnio trudny i kosmicznie nieprawdopodobny. W życiu nigdy nie uznawałem tak zwanego środka, albo jeździłem mercedesem z S-klasy albo odbijałem się z buta. Zostawiłem więc dwa.

(więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Nauka pływania dla dorosłych i wyjątkowo niesubordynowanych cz. 2

Starałem traktować się to co robię jak dobrą zabawę.

W części pierwszej opisałem co mnie skłoniło do podjęcia „mokrego” wyzwania. Tym razem będzie o sposobie realizacji mojego postanowienia nauki pływania, wyborze  nietypowego sposobu realizacji, oraz kto jest trenerem skoro trenera nie ma.

Intuicyjnie miałem blokadę przed skorzystaniem z wiedzy instruktora. Z drugiej zaś strony odezwał się tak zwany owczy pęd. Inni tak robią i się im udaje więc: “Nie kombinuj tylko sio do stada”. Dodatkowo był to czas kiedy zacząłem dostrzegać, że czasami odrzucam wartościową wiedzę z bliżej nieokreślonych powodów. Być może jednak należy zapisać się na kurs lub wziąć trenera? Jak to powiadają dać sobie pomóc.

I tutaj jak wiele razy w życiu, wkrada się przypadek. W godzinach, w których mogłem chodzić na basen nie było żadnych zajęć. Owczy pęd to jednak poważna sprawa. Zacząłem pytać czy któryś z czterech lub pięciu gości kręcących się po basenie ze znudzoną miną nie mógłby mi poświęcać swojego czasu prywatnie. Halo Ziemia! Przecież to OSiR. Klient chcący płacić dodatkowo jest problemem. Burzy misternie budowane poczucie spokoju. O konieczności podjęcia uchwał w tej sprawie nie wspominając. Innymi słowy był zakaz. Nie żartuje. Co nieprawdopodobne szefostwo wielu takich obiektów wciąż jeszcze pochodzi “z klucza”. Po co ryzykować ciepła posadę?

Zawiedziony i zeźlony brakiem entuzjazmu ze strony pracowników OSiR’u postanowiłem, że skoro tak, to ja się nauczę SAM! Powiedzieć było łatwo wykonać trochę trudniej. Skąd wziąć wiedzę? Internet? Zaczałem przeglądać strony w poszukiwaniu poradników, ale żadnych książek nie było. Pływania się z książki uczyć? Koncepcja po trochu śmieszyła nawet mnie samego. Ale drugiego dnia trafiłem na niezłe filmy instruktażowe na youtube, potem kolejne aż w końcu na film promujący metodę nauki pływania zwaną Całkowitym Zanurzeniem. Była do tego książka z płytą DVD. (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

TEDx Networking Workshop – czyli jeśli wpadniesz między wrony

I'm in group 4

Wybieram się na TEDx Warsaw. TED’a subskrybuje od dawna i jestem fanem tego przedsięwzięcia. Prezentacje bywają lepsze i gorsze ale czasem trafiam na prawdziwe perełki. Jak ta o kreatywności i edukacji szkolnej Ken’a Robisona. W zeszłym roku przegapiłem moment, więc w tym roku byłem dosyć uważny w temacie zapisów. Tak więc 24-go marca spędzam w Centrum Kopernik, na drugiej edycji tego wydarzenia.

Oglądać wystąpienia w sieci to jedna sprawa a uczestniczyć w wydarzeniu na żywo inna. Szczególnie, że  jest możliwość poznania prezenterów i uczestników osobiście.
Skoro wpadniesz między wrony krakaj jak i one powiada przysłowie. Chętnie skorzystałem więc, z propozycji uczestnictwa w warsztatach prowadzonych przez Sandrę Bichl oraz Mariusza Kapustę, których tematem było „jak wycisnąć z TEDx ostatnie soki zamiast popijać sok w kącie”. Mariusza czytam od dwóch lat więc dodatkowo miałem ochotę poznać go i zobaczyć na żywo.

Znalezienie miejscówki było obarczone powyższonym poziomem trudności, ale podejrzenie iż Bracka 20A może być budynkiem w podwórzu Brackiej 20 sprawdziła się wyśmienicie. Policja prosząca dwóch bezdomnych o kontakty do siebie utwierdziła mnie, że jestem na dobrym tropie. Warszawa ze swoimi kiloma milionami mieszkańców nie zapewenia żadnej anonimowości, więc miejsce przypadło mi pomiędzy uczestnikami Auli. Gdybym tylko wiedział że pierwszym zadaniem będzie masaż barków. 😉 (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Pytać czy nie pytać … oto jest pytanie

What, Where & When

Pytania stanowią odgrywają istotną rolę w moim rozwoju. Zarówno osobistym jak i zawodowym. Czas więc zmierzyć się z tym tematem. Czy warto zadawać pytania? Jeśli tak to jakie pytania? W czym może mi pomóc dobre sformułowanie pytania? Postanowiłem więc się podzielić swoją wiedzą i przemyśleniami na ten temat. Temat wydaje się oczywisty i banalny. Z moich jednak doświadczeń wynika, że im coś prostsze, tym bardziej przydatne. Kryje w sobie zwykle więcej potencjału niż nam się to na pierwszy rzut oka wydaje.

Większość pewnie pamięta ze szkoły.
– Robert, gdzie leży Boliwia?
– Pyta Pani gdzie jest położona Boliwia? Boliwia leży…
To pytanie siebie oprócz oczywistego bonusu w formie czasu na zastanowienie i uporządkowanie myśli pozwala skonkretyzować problem. Niestety, niektórzy moi tzw. nauczyciele potrafili mnie zgasić krótkim „siadaj”. Nie patrząc na to czy jest to li tylko zyskiwanie na czasie, czy też jednak sposób przywoływania wiedzy z pamięci i porządkowania informacji. Ale to temat na inny wpis.

Nie ma nic bardziej powszechnego niż pytania. Zastanawiam się nawet czy moje pierwsze wypowiedziane słowo, jakiekolwiek by ono nie było, nie miało znaku zapytania na końcu. Dzieci pytają jak szalone, nie bojąc się zadawać nawet najbardziej nieprawdopodobnie brzmiących pytań. Często słyszę wtedy: “Cóż za głupie pytanie?” Jeżeli ktoś jeszcze o tym nie wie, to informuję że głupich pytań nie ma. Są za to głupie odpowiedzi. Pytanie może być na przykład zaskakujące, irytujące, deprymujące lub nie na miejscu. Głupie nie jest nigdy.

(więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w