Archiwum | Rozwój osobisty

Pani Trzeba i Pan Musimy

Znacie tę parę? Ja bardzo chciałbym ich spotkać ale do tej pory zdarzyło mi się tylko o nich słyszeć. Głównie w dużych organizacjach, które nie wiedzieć czemu ta para upodobała sobie. Są jak duchy. Wszyscy o nich mówią ale nikt ich nie widział osobiście. Do tej pory udało mi się na ich temat ustalić, że bardzo chętnie występują przed szereg i chętnie biorą na siebie wszelkie zobowiązania. Nie mniej jednak ich zamiłowanie do leniuchowania powoduje, iż sprawy których się podejmują rozpływają się w gęstej mgle. Myślę że ta skądinąd urocza para obdarzona jest tajemnymi mocami. Z pomocą tej magii czynią sprawy, które wcześniej jawiły się wyraźnymi, bezkształtną masą. Z czasem zaś nikną zupełnie, wtapiając się niezauważenie we mgłę która je okrywa. Co więcej w nas pozostaje nieodparte odczucie jakoby wcześniej wymienione zobowiązania, zobowiązaniami de facto nie były a ważne sprawy przestały być ważnymi. Zaiste czarodzieje. Trzeba ich w końcu poznać więc Muszę się kiedyś za to zabrać.

Na całe szczęście ta urocza para zdecydowała się na posiadanie potomstwa. Opatrzność obdarzyła ich pięcioraczkami. Nie można rodzicom odmówić fantazji bowiem imię każdego z nich zaczyna się od tej samej litery. Może zdarzyło się Wam ich poznać? Na złość rodzicom upodobali sobie małe sprawnie działające organizacje. Oto oni: What, Who, Where, When oraz ostatni ale najważniejszy Why. Jak to z dziećmi bywa, mają tę z pozoru upierdliwą cechę powtarzania pytania po raz kolejny, aż zirytowani udzielimy odpowiedzi. Nie zadowala ich również byle jaka odpowiedź na odczepnego. W genach przejeli magiczne umiejętności. Kiedy pracują razem, cuda się dzieją się i są naszym udziałem. Czasem dołącza do nich cioteczna siostra o wdzięcznym imieniu How, ale to już inna bajka. Od czasu kiedy się z nimi zakumplowałem moje sprawy “magicznie” przestały się rozmywać we mgle.

KarmaEquity
Wpis niniejszy dedykuję Kseni Biber, która wiele lat temu nie przedłużyła mojego okresu próbnego w dużej korporacji. Będąc zaś uważnym obserwatorem zasugerowała powrót do samodzielnej działalności. 🙂

 

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Umowa plemienna

Umowa plemienna

Umowa plemienna

Zebrało mi się dziś o świcie na szeroką perspektywę. Pewnie dlatego, że mieszkam wysoko i zamierzam mieszkać jeszcze wyżej. 🙂 Pewnie też dlatego, że temat powolnej erozji umowy plemiennej (zwanej współcześnie społeczną) dotyka mnie w coraz bardziej namacalny sposób. Każdego dnia. Cóż to takiego ta umowa? Ano mechanizm wypracowany przez pokolenia, który można przedstawić w najprostszy sposób. Ja dziś pomagam Tobie a Ty mnie jutro. Sprowadzenie do prostej formy wysoce zagmatwanej papki słownej, którymi karmią nas media, pozwala mi postawić temat na golasa w świetle jupiterów.

Opis rzeczywistości

Zejdźmy więc na poziom małego plemienia w puszczy dajmy na to amazońskiej. Jestem zdrowy i silny więc co rano brykam w chaszcze złapać coś na obiad. Robota niewdzięczna i niebezpieczna ale nie narzekam. Jak już przytargam zdobycz to nie wpierniczam sam, tylko dzielę się z innymi. Primo dzielę się z dzieciakami. Zupełnie pragmatycznie. Za jakiś czas to one będą chodzić po żarcie. Secundo ze starszymi. Oni łazili w tę puszczę, kiedy mnie była potrzebna drabina do zbierania jagód a czas spędzałem na beztroskiej zabawie. Tertio kobietom, które w trakcie dnia przygotowały obiad i ogarnęły chatę żeby się wejść dało do niej. Aha! Odpalam jeszcze kawałek mięcha kumplowi któremu w zeszłym miesiącu złośliwa papuga wydziobała oko. Twardy jest i będzie z nami polował dalej z opaską na oku, ale szaman mówi że potrzeba miesiąca żeby czary zaczęły działać i oczodół się zagoił.

Proste? Jak dla mnie bardzo. Co więcej nie mamy żadnych zapisów odnośnie tej umowy. Po prostu brzmi ona tak rozsądnie, że nikt jej nie kwestionuje nawet w głowie. Podobną zasadę przyjęło się stosować w europejskich plemionach których liczebność jest milion razy większa. Żeby ogarnąć taką masę ludzi jednak, spisaliśmy te zasady (prawo) i wybraliśmy parę osób spośród siebie, które mają pilnować żeby były przestrzegane. Nie mniej jednak liczę, że u każdego współplemieńca występuje zdrowy rozsądek i zrozumienie tych prostych zasad. Z każdym kolejnym dniem nabieram jednak przekonania, że moje liczenie jest coraz bardziej samotne.

(więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Jak się rzuca palenie papierosów

Rzucanie palenia - wersja artystyczna

Rzucanie palenia – wersja artystyczna

Jeśli jeszcze nie palisz koniecznie przeczytaj jak zacząć, a jeśli palisz i sprawia Ci to przyjemność ten wpis nie jest dla Ciebie. 🙂
W poprzedniej części było o tym co mnie rzuciło w szpony nałogu. Tym razem o tym jak nałogowi powiedzieć: „Dziękuję ale z Panem już mi nie po drodze.”

31 pierwszego grudnia kupuje się paczkę ulubionych Malboro. Otwiera się ją i wraz z lampką szampana wypala z przyjemnością jednego papierosa. Pozostałe dziewiętnaście odkłada się na lodówkę i począwszy od pierwszego stycznia przestaje palić. To nie jest tak, że nie mogę palić. Mogę tylko nie chcę.

Po tygodniu przychodzi pierwszy kryzys. Chodzi się koło paczki papierosów jak pies koło suki w rui. Rozum mówi NIE, wszystko wewnątrz TAK, TAK, TAK. Wpiernicza się więc jakieś miętowe cukierki. Wąchanie papierosa wygląda na masochizm, ale odczuwalne w gardle ssanie jest tak ogromne, że wszystkie myśli szybują w kierunku tej paczki na lodówce.
W drugim tygodniu objawy na szczęście słabną. Na szczęście bo na miętowe cukierki patrzeć już nie można.

Po miesiącu przychodzi kolejny test, przy okazji imprezy. W jednym ręku papieros w drugim zapalniczka. Wypite już parę kieliszków, a obok rozbawieni znajomi zapalają kolejnego papierosa. “No zapal. Fakt, że rzuciłeś palenie nie oznacza, że nie możesz sobie jednego zapalić na imprezie”. Wychyla się kolejny kieliszek i bierze się pierwszą z brzegu partnerkę do tańca. Po kolejnym kieliszku nie ma się już chęci ani możliwości na papierosa. Metoda kontrowersyjna ale w tej wojnie jeńców nie bierzemy.

Do drugiego miesiąca człowiek jest jak droga międzymiastowa w Afganistanie. Wygląda w miarę normalnie ale nigdy nie wiesz kiedy wybuchnie. Wszystko jest irytujące. Rodzina jest irytująca, Szef jest irytujący. Pies też wkurza. Gapi się żeby wyjść i że niby co? Ma się chodzić po dworzu dla samego chodzenia z nim? Bez sensu.

Pod koniec trzeciego miesiąca nawałnica symptomów odstawienia powoli zamiera, od czasu do czasu tylko pomrukując złowrogo z oddali. Po sześciu miesiącach nie myśli się już o papierosach w kategorii muszę. I wszystko.
Happy End. I żyli długo i szczęśliwie.

Do czasu jak się wpadnie po półtora roku na genialny pomysł, że skoro się odwykło to można sobie jednego zapalić. Następnego dnia kolejny. Pod koniec tygodnia paczka. Ale jak to możliwe? Przecież za pierwszym razem trzy miesiące minęły zanim się człowiek zaciągnął.

W kolejnej części więc będzie o tym, w jaki sposób się kończy palenie. Tytuł wpisu zostanie wzbogacony jednak o przysłówek „Skutecznie” 🙂

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Moja Aula

Aulę spotkałem pięć lat temu w dosyć przypadkowych okolicznościach. Niebawem okazało się, że Aula kobietą jest. Tak to już ten świat poukładany, że w kobietach się zakochuję. Co innego jednak się zakochać, a co innego stworzyć kilkuletni związek, który po okresie fascynacji daje obu stronom daje poczucie satysfakcji.

Dawała mi zawsze dużo pozytywnej energii. Powody do śmiechu i refleksji. Wiedzę o tym jak osiągać sukcesy i w sukces przekuwać porażki. Aula to kobieta lubiana i towarzyska. Będąc z nią poznałem więc nieprawdopodobną ilość ciekawych ludzi, którzy uczynili moje życie ciekawszym i bardziej wartościowym.

Aula to kobieta dojrzała i wyrozumiała. Przymykała oko na moje drobne flirty tu i ówdzie lub brak obecności kiedy na to liczyła, czy też spóźnienia.  Stając na rzęsach żeby spiąć kruchy budżet, nigdy nie zapominała o tym żebyśmy coś zjedli. Na specjalne zaś okazje, wyczarowywała prawdziwe cuda. W temacie imprez prawdziwa mistrzyni w organizacji relaksu i przyjemnie spędzonego czasu.  Potrafiła być prawdziwie przejęta kiedy poruszaliśmy tematy poważne, niepoprawnie wesoła i niepoważna kiedy był czas na śmiech. Lubiła kolory w odróżnieniu od powszechnej szarości. Konkretna i pragmatyczna w temacie czasu i pieniędzy. Odważna gdy chodziło o nieprawdopodobnie śmiałe wizje. Przez cały ten czas wspierała, szepcząc do ucha:  „Uda Ci się. Nawet jeśli nie osiągniesz celu tak szybko jak zakładasz, to doświadczysz rzeczy, które zrozumiesz z czasem i potraktujesz jako sukces. Po prostu działaj.” (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

True stories – stuck in a moment

There is a story behind room 524 . Story of PaulaMichael and Bob. Story of a woman following her heart. Story of man being too fragile and another one seeking revenege using power of money. Constant threats, lawyers, lawsuits, loneliness. Drugs instead of presence someone who makes problems disappear.  Being in room 524 and touching thin line that separates here and nowhere. Bono’s tribute to Michael reminds me how easy is to cross this line. Every time I play it.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

True stories – same’n’different

Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

This is lovely poem by Wisława Szymborska.  There are things that seem to be constant and those that come and go in a blink of eye. Nothing happens twice. Chance comes unexpectedly. Once and never again. I felt it so deeply in my heart and soul it almost… Almost.

 

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Susan Cain o potędze introwersji

Moja przyjaciółka fotograf i psycholog podrzuca mi od czasu do czasu jakiś link. Bywa jednak tak, że klikając w niego odkrywam prawdziwą perełkę. Oczywiście moja ocena jest subiektywna. Sam jestem introwertykiem i to mocnym (89%), więc jeśli ktoś chwali moje przymioty, moje ego i chęć przyklaśnięcia rośnie wprost proporcjonalnie do ilości pochwał. 🙂

Odsuwając się jednak na chwilę na obiektywną odległość nie sposób nie przyznać Suzan racji. Wielkie idee i przełomowe odkrycia powstały w głowach ludzi, którzy nie konsultowali ich z całym światem. O ile praca zespołowa jest niezastąpiona na etapie realizacji o tyle tworzenie koncepcji i szlifowanie pomysłu wręcz jej nie znoszą.

Przez ostatnie cztery lata zanurzony byłem w środowisku, którego jedną z podstawowych wartości jest wczesne udostepnianie koncepcji celem weryfikacji. Na obecnym etapie mam już 99% pewności, że bardzo wczesna ewaluacja pomysłu robi więcej szkód niż pożytku. Stosując terminologię inwestorów z branży startup, mówimy o pokazaniu małego nasionka oraz opisaniu jak pięknie będzie wyglądał kwiat. Jeżeli jest to kwiat, którego jeszcze nikt nie widział, to na palcach jednej reki policzyć można ludzi, którzy będą go w stanie zobaczyć oczami wyobraźni. 2/3 populacji przyzna, że coś jest dobre lub złe, dopiero wtedy kiedy to zobaczy to w rzeczywistości lub dotknie. Dlatego też założyciele Google zostali odesłani z kwitkiem przez wielu szacownych inwestorów.

Podoba mi się również wątek osobisty. Introwersja jest w każdym z nas. W mniejszym lub większym stopniu. Świadomość jak z niej korzystać ma kluczowe znaczenie dla naszego rozwoju. Nawet wieć jeśli nie możesz żyć bez gwaru i gromadki ludzi wokół, wybierz się czasem na samotny spacer i sprawdź co wartościowego przyniesie Ci on w życiu. Samotny oznacza również wyłaczenie lub wyciszenie telefonu. 🙂

Teraz już Susan Cain o niedocenianych wartościach introwertyzmu.

Link do wersji angielskiej na YouTube.
Link do wersji z polskimi napisami na TED.com

 

Dziękuję Aneta.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

moje MBTI – badanie

W części pierwszej było o impulsie, który skłonił mnie do wejścia na ścieżkę stałego rozwoju. Dzisiaj będzie od samym badaniu  MBTI. Będzie też o tym dlaczego interowertyka ciągnie na scenę, co daje sprawdzenie kim jestem i czy ludzi warto i można „szufladkować”?  

W piekny i słoneczny dzień sierpnia 2008 roku z otwartym dachem i saczącą się z radia muzyką odliczałem kilometry dzielące mnie od przeznaczenia. Było i ch około trzystu. Wewnątrz na równych prawach odzywała się ciekawość jak i niepokój. W końcu ktoś miał zajrzeć do środka. I to tego środka, który potrafimy skrzętnie ukrywać.

Ten niepokój czy być może nawet rodzaj strachu powodował fakt, że tą osobą byłem ja sam. Dziś wiem to doskonale bo fototgrafuję. Jest bardzo ważne jakie lustro wybierzemy, warto na jego poszukiwanie poświęcić sporo czasu. Jednak w tym lustrze przeglądamy się sami. Na codzień zerkamy w lustro w pośpiechu a tutaj samodzielnie fundowałem sobie kilkukodzinną sesję patrzenia  na siebie. Znamienne jest też jaką odpowiedź dostałem pytająć o  „ewentualne sugestie dt. przygotowania się do testu”.

Proszę BYĆ SOBĄ…….. A to wcale nie jest takie proste…. czasami. 🙂

Skoryguje. To najczęściej nie jest takie proste. (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40’s Shoots of Life – December 2011

December. Or maybe September again? Lonely butterfly did something wrong with its wing on the other side od the globe. Because of that we had autum untill end of December. Kraków again. Good food and inspiring meeting with Wacek Wantuch organized by Iza. Flying bikers in Arena Centre in Łódź. Having petrol in my blood and quite nice photos. Gathering info about studio equipment & learning how to deal with color. My monitor gets nice DIY hood. Spending a week with my kids and celebrating seventh year of my Capricorn. Last Aula. Last dinner. Last day of 2011. Christmas time with family passed somehow unnoticed.  Warsaw & Yo again. New Years Eve at crowded Castle Square. Bye, bye two-ou-one-one. I won’t miss you much ’cause there’s young and fresh two-ou-one-two knocking on my door.. Thank you for being part of my life.

 

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40’s Shoots of Life – November 2011

November. Life slows down. If one never went through November here in Poland, one doesn’t have bloody idea what I am talking about. Free falling with thinking about protection. Will the parachute open? Have I had taken parachute with me before I had to leave the plane? This year November came undercover. Pretending September. No one has believed. Even bikes were sad that their time was over. Time to fight! European version of happiness prescription. Caprese instead of Prozac and cheesecake with chocolate instead of Viagra. Feeling like housewife with all those duties. Android starts to piss me off. Is this autumn or shitty technology? Next small step in mini-studio direction means measuring my living room. Product means constant question. Would I like to receive something like this? Following Halloween Aula barcamp was mainly about dead man. Famous but dead anyway. Having fun with bride & groom. Kuba is chasing Ania. Hopefully for the rest of his life. He promised.  Reading best polish prose. Michał doesn’t seem to know how to make caprese. Nevertheless he knows perfectly what is November like. No doubts. Golden fish and one day. I have three wishes: one day with more light, one day with more light and one day with more light. That all folks.

If you were part of my life thank you for letting me survive.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40’s Shoots of Life – October 2011

October was hot. Summer was sorry for so many tears and was trying to say sorry. Lovely bike trip to Konstancin. Learning how to cook bitki. More equipment to my home studio and fasionable disk for daily backup. Playing guitar when possible makes me easy-going. Darek Jankowski was damn right. Anastazja went home so I did a wedding with Grzegorz as second. Out of sudden with one small signature I became a god father of this marriage. Love those events. The only constant thing is change. Freeman’s „Photographers mind”. Slowly introducing speedlights in my photo mind. Next wedding. Friends. Again lot of positive people. I almost got killed by truck going back at 4am in total mist. Weather spoils. Cross from Bieszczady for my mum. This project lasted one year. One has to be stubborn. Joy of creation again. Marti Studio takes place in my mind.  Workin on quality of photo products & reading a lot about it. The last day of October was warm and pleasant. Thank you for being part of my life.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40’s Karma Equity™

JimB40 Karma Equity™

Równowaga w przyrodzie być musi. Czy się nam to podoba czy nie. Nie zależnie od tego jak bardzo byśmy starali się ją zburzyć, wraca do stanu równowagi. Ludzie z kraju, w którym komukolwiek spojrzeć prosto w oczy stanowi niejaki problem, odkryli to tysiące latemu. Ja, przez porównanie, nie tak znowu dawno. Lepiej późno niż później.

Mądra wróżka o tym wie i to nie dziwi. Pytanie czy wie o tym mądry człowiek lub mądry przedsiębiorca? Ponieważ zawsze ciągnęło mnie do mądrych (w przypadku kobiet ze wskazaniem na atrakcyjne do kompletu) zasada ta jest mi bliska.

Prosty czarno-biały schemat pozwala ogarnąć wiele równań:

i wiele innych… wyjątkowo uniwersalnie sobie to ktoś wymyślił.

Pierwsze olśnienie przyniosła fotografia. Im więcej dobrych rzeczy oglądasz, tym więcej dobrych rzczy tworzysz. Drugie z pisaniem. Im więcej badziewia czytasz, tym gorzej idzie Ci pisanie. Trzecie z otoczeniem. Tu już mamy lokalną mądrość „Z kim przestajesz takim się stajesz”.

I tak przyszedł czas, żeby ubrać moją karmę w wizualny projekt. JimB40 Karma Equity™. Wszędzie tam gdzie pozytywne efekty w moim życiu spowodowane były czyjąś energią, zostaje to jasno zakomunikowane światu. Jesli była to pozytywna energia, część z niej zostaje przekazana dalej. Jeśli negatywna (tak, tak) przekazane dalej zostają spotrzeżenia a czasem ostrzeżenia.

JimB40 Karma Equity™ oficjalnie ujrzało ten świat.

Trzymając się swoich zasad (nic gorszego niż wciskanie komuś mądrości, których samemu się w życiu nie stosuje) za czas jakiś pępkowe będzie. Cheers 🙂

Zobacz cały wpisNapisane przez w

True Stories – Vain Expectations?

Była także inna chwila, której nie zapomnę,
Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne

Sorry for no translation. In the meantime picture has to speak for itself, while I look for the proper translation of Marek Grechuta song. He was one of the most influential polish artists.

Photo used in this TS have a file name IMG_9666.JPG and this was not planned.
It’s the publish time what WAS planned. 6:60 plus 6 🙂

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40’s Shoots of Life – September 2011

September. Surprisingly better then all summer. Schools starts their lofty mission. This year one of my precious is the head of the school. Laptop declared general strike. Missing my two wheels. Warp4 go into the phase of review habit. Photo session with photographer as a model. Why not? Strobist day. I make good use of a borrowed lamp, kennel and three kids. Barcelona. Kind of daydream. No sleep. Stunning views from the top of surrounding hills. My favourite food. My favourite company. Two wheels everywhere. Pukka hedonist. If only north-spain women knew what heels were inwented for. Bruxelles then appeared as a sleepy city. Warsaw then appeared as … Come back was tough. Flamenco by Saura was tougher. My precious gets her ankle twisted. Time to farewell summer. Dance floor is the right place to do it. Isn’t it?

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40’s Shoots of Life – August 2011

August. Began with flood. Those little raindrops came in billions forming wave that constantly invaded my castle. That was epic battle. Twenty four hour per day. After five days intensity of attack lowered but then moisture force and mold squad appeared. Permanent siege. In this context short Bieszczady break was like a resurrection. Połonina Wetlińska conquered. Guitar domesticated. Nice people met. Photos taken. Including quick and spontaneous session with Lady Dominique in Sandomierz. My Guardian Angel gets fiancée. Epson. Finally in-house hi-quality prints possible. Another crisis needs my attention. Memory card with photos crashes. Lilly  passed away. One Lilly come another one go. Losing streak continues in form of accident while riding my Vespa on rainy day. I’m badly cut up. So is my Vespa. Pre-wedding meeting ends with some discoveries regarding emotions.  Visit in a friends stables brings beautiful pictures. August was bitter sweet.

Zobacz cały wpisNapisane przez w