Archiwum | Rozwój osobisty

Pani Trzeba i Pan Musimy

Zna­cie tę parę? Ja bar­dzo chciał­bym ich spo­tkać ale do tej pory zda­rzy­ło mi się tyl­ko o nich sły­szeć. Głów­nie w dużych orga­ni­za­cjach, któ­re nie wie­dzieć cze­mu ta para upodo­ba­ła sobie. Są jak duchy. Wszy­scy o nich mówią ale nikt ich nie widział oso­bi­ście. Do tej pory uda­ło mi się na ich temat usta­lić, że bar­dzo chęt­nie wystę­pu­ją przed sze­reg i chęt­nie bio­rą na sie­bie wszel­kie zobo­wią­za­nia. Nie mniej jed­nak ich zami­ło­wa­nie do leniu­cho­wa­nia powo­du­je, iż spra­wy któ­rych się podej­mu­ją roz­pły­wa­ją się w gęstej mgle. Myślę że ta skąd­inąd uro­cza para obda­rzo­na jest tajem­ny­mi moca­mi. Z pomo­cą tej magii czy­nią spra­wy, któ­re wcze­śniej jawi­ły się wyraź­ny­mi, bez­kształt­ną masą. Z cza­sem zaś nik­ną zupeł­nie, wta­pia­jąc się nie­zau­wa­że­nie we mgłę któ­ra je okry­wa. Co wię­cej w nas pozo­sta­je nie­od­par­te odczu­cie jako­by wcze­śniej wymie­nio­ne zobo­wią­za­nia, zobo­wią­za­nia­mi de fac­to nie były a waż­ne spra­wy prze­sta­ły być waż­ny­mi. Zaiste cza­ro­dzie­je. Trze­ba ich w koń­cu poznać więc Muszę się kie­dyś za to zabrać.

Na całe szczę­ście ta uro­cza para zde­cy­do­wa­ła się na posia­da­nie potom­stwa. Opatrz­ność obda­rzy­ła ich pię­cio­racz­ka­mi. Nie moż­na rodzi­com odmó­wić fan­ta­zji bowiem imię każ­de­go z nich zaczy­na się od tej samej lite­ry. Może zda­rzy­ło się Wam ich poznać? Na złość rodzi­com upodo­ba­li sobie małe spraw­nie dzia­ła­ją­ce orga­ni­za­cje. Oto oni: What, Who, Whe­re, When oraz ostat­ni ale naj­waż­niej­szy Why. Jak to z dzieć­mi bywa, mają tę z pozo­ru upier­dli­wą cechę powta­rza­nia pyta­nia po raz kolej­ny, aż ziry­to­wa­ni udzie­li­my odpo­wie­dzi. Nie zado­wa­la ich rów­nież byle jaka odpo­wiedź na odczep­ne­go. W genach prze­je­li magicz­ne umie­jęt­no­ści. Kie­dy pra­cu­ją razem, cuda się dzie­ją się i są naszym udzia­łem. Cza­sem dołą­cza do nich cio­tecz­na sio­stra o wdzięcz­nym imie­niu How, ale to już inna baj­ka. Od czasu kiedy się z nimi zakumplowałem moje spra­wy “magicz­nie” prze­sta­ły się roz­my­wać we mgle.

KarmaEquity
Wpis niniej­szy dedy­ku­ję Kse­ni Biber, któ­ra wie­le lat temu nie prze­dłu­ży­ła moje­go okre­su prób­ne­go w dużej kor­po­ra­cji. Będąc zaś uważ­nym obser­wa­to­rem zasu­ge­ro­wa­ła powrót do samo­dziel­nej dzia­łal­no­ści. 🙂

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Umowa plemienna

Umowa plemienna

Umo­wa ple­mien­na

Zebra­ło mi się dziś o świ­cie na sze­ro­ką per­spek­ty­wę. Pew­nie dla­te­go, że miesz­kam wyso­ko i zamie­rzam miesz­kać jesz­cze wyżej. 🙂 Pew­nie też dla­te­go, że temat powol­nej ero­zji umo­wy ple­mien­nej (zwa­nej współ­cze­śnie spo­łecz­ną) doty­ka mnie w coraz bar­dziej nama­cal­ny spo­sób. Każ­de­go dnia. Cóż to takie­go ta umo­wa? Ano mecha­nizm wypra­co­wa­ny przez poko­le­nia, któ­ry moż­na przed­sta­wić w naj­prost­szy spo­sób. Ja dziś poma­gam Tobie a Ty mnie jutro. Spro­wa­dze­nie do pro­stej for­my wyso­ce zagma­twa­nej pap­ki słow­nej, któ­ry­mi kar­mią nas media, pozwa­la mi posta­wić temat na gola­sa w świe­tle jupi­te­rów.

Opis rzeczywistości

Zejdź­my więc na poziom małe­go ple­mie­nia w pusz­czy daj­my na to ama­zoń­skiej. Jestem zdro­wy i sil­ny więc co rano bry­kam w chasz­cze zła­pać coś na obiad. Robo­ta nie­wdzięcz­na i nie­bez­piecz­na ale nie narze­kam. Jak już przy­tar­gam zdo­bycz to nie wpier­ni­czam sam, tyl­ko dzie­lę się z inny­mi. Pri­mo dzie­lę się z dzie­cia­ka­mi. Zupeł­nie prag­ma­tycz­nie. Za jakiś czas to one będą cho­dzić po żar­cie. Secun­do ze star­szy­mi. Oni łazi­li w tę pusz­czę, kie­dy mnie była potrzeb­na dra­bi­na do zbie­ra­nia jagód a czas spę­dza­łem na bez­tro­skiej zaba­wie. Ter­tio kobie­tom, któ­re w trak­cie dnia przy­go­to­wa­ły obiad i ogar­nę­ły cha­tę żeby się wejść dało do niej. Aha! Odpa­lam jesz­cze kawa­łek mię­cha kum­plo­wi któ­re­mu w zeszłym mie­sią­cu zło­śli­wa papu­ga wydzio­ba­ła oko. Twar­dy jest i będzie z nami polo­wał dalej z opa­ską na oku, ale sza­man mówi że potrze­ba mie­sią­ca żeby cza­ry zaczę­ły dzia­łać i oczo­dół się zago­ił.

Pro­ste? Jak dla mnie bar­dzo. Co wię­cej nie mamy żad­nych zapi­sów odno­śnie tej umo­wy. Po pro­stu brzmi ona tak roz­sąd­nie, że nikt jej nie kwe­stio­nu­je nawet w gło­wie. Podob­ną zasa­dę przy­ję­ło się sto­so­wać w euro­pej­skich ple­mio­nach któ­rych liczeb­ność jest milion razy więk­sza. Żeby ogar­nąć taką masę ludzi jed­nak, spi­sa­li­śmy te zasa­dy (pra­wo) i wybra­li­śmy parę osób spo­śród sie­bie, któ­re mają pil­no­wać żeby były prze­strze­ga­ne. Nie mniej jed­nak liczę, że u każ­de­go współ­ple­mień­ca wystę­pu­je zdro­wy roz­są­dek i zro­zu­mie­nie tych pro­stych zasad. Z każ­dym kolej­nym dniem nabie­ram jed­nak prze­ko­na­nia, że moje licze­nie jest coraz bar­dziej samot­ne.

(więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Jak się rzuca palenie papierosów

Rzucanie palenia - wersja artystyczna

Rzu­ca­nie pale­nia — wer­sja arty­stycz­na

Jeśli jesz­cze nie palisz koniecz­nie prze­czy­taj jak zacząć, a jeśli palisz i spra­wia Ci to przy­jem­ność ten wpis nie jest dla Cie­bie. 🙂
poprzedniej części było o tym co mnie rzu­ci­ło w szpo­ny nało­gu. Tym razem o tym jak nało­go­wi powie­dzieć: „Dzię­ku­ję ale z Panem już mi nie po dro­dze.”

31 pierw­sze­go grud­nia kupu­je się pacz­kę ulu­bio­nych Mal­bo­ro. Otwie­ra się ją i wraz z lamp­ką szam­pa­na wypa­la z przy­jem­no­ścią jed­ne­go papie­ro­sa. Pozo­sta­łe dzie­więt­na­ście odkła­da się na lodów­kę i począw­szy od pierw­sze­go stycz­nia prze­sta­je palić. To nie jest tak, że nie mogę palić. Mogę tyl­ko nie chcę.

Po tygo­dniu przy­cho­dzi pierw­szy kry­zys. Cho­dzi się koło pacz­ki papie­ro­sów jak pies koło suki w rui. Rozum mówi NIE, wszyst­ko wewnątrz TAK, TAK, TAK. Wpier­ni­cza się więc jakieś mię­to­we cukier­ki. Wącha­nie papie­ro­sa wyglą­da na maso­chizm, ale odczu­wal­ne w gar­dle ssa­nie jest tak ogrom­ne, że wszyst­kie myśli szy­bu­ją w kie­run­ku tej pacz­ki na lodów­ce.
W dru­gim tygo­dniu obja­wy na szczę­ście słab­ną. Na szczę­ście bo na mię­to­we cukier­ki patrzeć już nie moż­na.

Po mie­sią­cu przy­cho­dzi kolej­ny test, przy oka­zji impre­zy. W jed­nym ręku papie­ros w dru­gim zapal­nicz­ka. Wypi­te już parę kie­lisz­ków, a obok roz­ba­wie­ni zna­jo­mi zapa­la­ją kolej­ne­go papie­ro­sa. “No zapal. Fakt, że rzu­ci­łeś pale­nie nie ozna­cza, że nie możesz sobie jed­ne­go zapa­lić na impre­zie”. Wychy­la się kolej­ny kie­li­szek i bie­rze się pierw­szą z brze­gu part­ner­kę do tań­ca. Po kolej­nym kie­lisz­ku nie ma się już chę­ci ani moż­li­wo­ści na papie­ro­sa. Meto­da kon­tro­wer­syj­na ale w tej woj­nie jeń­ców nie bie­rze­my.

Do dru­gie­go mie­sią­ca czło­wiek jest jak dro­ga mię­dzy­mia­sto­wa w Afga­ni­sta­nie. Wyglą­da w mia­rę nor­mal­nie ale nigdy nie wiesz kie­dy wybuch­nie. Wszyst­ko jest iry­tu­ją­ce. Rodzi­na jest iry­tu­ją­ca, Szef jest iry­tu­ją­cy. Pies też wku­rza. Gapi się żeby wyjść i że niby co? Ma się cho­dzić po dwo­rzu dla same­go cho­dze­nia z nim? Bez sen­su.

Pod koniec trze­cie­go mie­sią­ca nawał­ni­ca symp­to­mów odsta­wie­nia powo­li zamie­ra, od cza­su do cza­su tyl­ko pomru­ku­jąc zło­wro­go z odda­li. Po sze­ściu mie­sią­cach nie myśli się już o papie­ro­sach w kate­go­rii muszę. I wszyst­ko.
Hap­py End. I żyli dłu­go i szczę­śli­wie.

Do cza­su jak się wpad­nie po pół­to­ra roku na genial­ny pomysł, że sko­ro się odwy­kło to moż­na sobie jed­ne­go zapa­lić. Następ­ne­go dnia kolej­ny. Pod koniec tygo­dnia pacz­ka. Ale jak to moż­li­we? Prze­cież za pierw­szym razem trzy mie­sią­ce minę­ły zanim się czło­wiek zacią­gnął.

W kolej­nej czę­ści więc będzie o tym, w jaki spo­sób się koń­czy pale­nie. Tytuł wpi­su zosta­nie wzbo­ga­co­ny jed­nak o przy­słó­wek „Sku­tecz­nie” 🙂

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Moja Aula

Aulę spo­tka­łem pięć lat temu w dosyć przy­pad­ko­wych oko­licz­no­ściach. Nie­ba­wem oka­za­ło się, że Aula kobie­tą jest. Tak to już ten świat poukła­da­ny, że w kobie­tach się zako­chu­ję. Co inne­go jed­nak się zako­chać, a co inne­go stwo­rzyć kil­ku­let­ni zwią­zek, któ­ry po okre­sie fascy­na­cji daje obu stro­nom daje poczu­cie satys­fak­cji.

Dawa­ła mi zawsze dużo pozy­tyw­nej ener­gii. Powo­dy do śmiechu i refleksji. Wie­dzę o tym jak osiągać sukcesyw sukces przekuwać porażki. Aula to kobie­ta lubia­na i towa­rzy­ska. Będąc z nią pozna­łem więc nieprawdopodobną ilość ciekawych ludzi, któ­rzy uczy­ni­li moje życie cie­kaw­szym i bar­dziej war­to­ścio­wym.

Aula to kobie­ta doj­rza­ła i wyro­zu­mia­ła. Przy­my­ka­ła oko na moje drobne flirty tu i ówdzie lub brak obec­no­ści kie­dy na to liczy­ła, czy też spóź­nie­nia. Sta­jąc na rzę­sach żeby spiąć kru­chy budżet, nigdy nie zapo­mi­na­ła o tym żebyśmy coś zjedli. Na spe­cjal­ne zaś oka­zje, wycza­ro­wy­wa­ła prawdziwe cuda. W tema­cie imprez praw­dzi­wa mistrzyni w organizacji relaksu i przy­jem­nie spę­dzo­ne­go cza­su. Potra­fi­ła być praw­dzi­wie prze­ję­ta kie­dy poru­sza­li­śmy tematy poważne, niepoprawnie wesoła i nie­po­waż­na kie­dy był czas na śmiech. Lubiła kolory w odróż­nie­niu od powszech­nej sza­ro­ści. Kon­kret­na i prag­ma­tycz­na w tema­cie czasupieniędzy. Odważ­na gdy cho­dzi­ło o nie­praw­do­po­dob­nie śmiałe wizje. Przez cały ten czas wspie­ra­ła, szep­cząc do ucha: „Uda Ci się. Nawet jeśli nie osią­gniesz celu tak szyb­ko jak zakła­dasz, to doświad­czysz rze­czy, któ­re zro­zu­miesz z cza­sem i potrak­tu­jesz jako suk­ces. Po pro­stu dzia­łaj.” (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

True stories - stuck in a moment

The­re is a sto­ry behind room 524 . Sto­ry of PaulaMichael and Bob. Sto­ry of a woman fol­lo­wing her heart. Sto­ry of man being too fra­gi­le and ano­ther one seeking reve­ne­ge using power of money. Con­stant thre­ats, lawy­ers, law­su­its, lone­li­ness. Drugs inste­ad of pre­sen­ce some­one who makes pro­blems disappear. Being in room 524 and touching thin line that sepa­ra­tes here and nowhe­re. Bono’s tri­bu­te to Micha­el reminds me how easy is to cross this line. Eve­ry time I play it.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

True stories - same'n'different

Nic dwa razy się nie zda­rza
i nie zda­rzy. Z tej przy­czy­ny
zro­dzi­li­śmy się bez wpra­wy
i pomrze­my bez ruty­ny.

This is love­ly poem by Wisła­wa Szym­bor­ska. The­re are things that seem to be con­stant and tho­se that come and go in a blink of eye. Nothing hap­pens twi­ce. Chan­ce comes une­xpec­te­dly. Once and never aga­in. I felt it so deeply in my heart and soul it almost… Almost.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Susan Cain o potędze introwersji

Moja przy­ja­ciół­ka fotograf i psycholog pod­rzu­ca mi od cza­su do cza­su jakiś link. Bywa jed­nak tak, że kli­ka­jąc w nie­go odkry­wam praw­dzi­wą pereł­kę. Oczy­wi­ście moja oce­na jest subiek­tyw­na. Sam jestem intro­wer­ty­kiem i to moc­nym (89%), więc jeśli ktoś chwa­li moje przy­mio­ty, moje ego i chęć przy­kla­śnię­cia rośnie wprost pro­por­cjo­nal­nie do ilo­ści pochwał. 🙂

Odsu­wa­jąc się jed­nak na chwi­lę na obiek­tyw­ną odle­głość nie spo­sób nie przy­znać Suzan racji. Wiel­kie idee i prze­ło­mo­we odkry­cia powsta­ły w gło­wach ludzi, któ­rzy nie kon­sul­to­wa­li ich z całym świa­tem. O ile pra­ca zespo­ło­wa jest nie­za­stą­pio­na na eta­pie reali­za­cji o tyle two­rze­nie kon­cep­cji i szli­fo­wa­nie pomy­słu wręcz jej nie zno­szą.

Przez ostat­nie czte­ry lata zanu­rzo­ny byłem w śro­do­wi­sku, któ­re­go jed­ną z pod­sta­wo­wych war­to­ści jest wcze­sne udo­step­nia­nie kon­cep­cji celem wery­fi­ka­cji. Na obec­nym eta­pie mam już 99% pew­no­ści, że bar­dzo wcze­sna ewa­lu­acja pomy­słu robi wię­cej szkód niż pożyt­ku. Sto­su­jąc ter­mi­no­lo­gię inwe­sto­rów z bran­ży star­tup, mówi­my o poka­za­niu małe­go nasion­ka oraz opi­sa­niu jak pięk­nie będzie wyglą­dał kwiat. Jeże­li jest to kwiat, któ­re­go jesz­cze nikt nie widział, to na pal­cach jed­nej reki poli­czyć moż­na ludzi, któ­rzy będą go w sta­nie zoba­czyć ocza­mi wyobraź­ni. 23 popu­la­cji przy­zna, że coś jest dobre lub złe, dopie­ro wte­dy kie­dy to zoba­czy to w rze­czy­wi­sto­ści lub dotknie. Dla­te­go też zało­ży­cie­le Google zosta­li ode­sła­ni z kwit­kiem przez wie­lu sza­cow­nych inwe­sto­rów.

Podo­ba mi się rów­nież wątek oso­bi­sty. Intro­wer­sja jest w każ­dym z nas. W mniej­szym lub więk­szym stop­niu. Świa­do­mość jak z niej korzy­stać ma klu­czo­we zna­cze­nie dla nasze­go roz­wo­ju. Nawet wieć jeśli nie możesz żyć bez gwa­ru i gro­mad­ki ludzi wokół, wybierz się cza­sem na samot­ny spa­cer i sprawdź co war­to­ścio­we­go przy­nie­sie Ci on w życiu. Samot­ny ozna­cza rów­nież wyła­cze­nie lub wyci­sze­nie tele­fo­nu. 🙂

Teraz już Susan Cain o nie­do­ce­nia­nych war­to­ściach intro­wer­ty­zmu.

Link do wersji angielskiej na YouTube.
Link do wersji z polskimi napisami na TED.com

Dzię­ku­ję Ane­ta.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

moje MBTI - badanie

W części pierwszej było o impul­sie, któ­ry skło­nił mnie do wej­ścia na ścież­kę sta­łe­go roz­wo­ju. Dzi­siaj będzie od samym bada­niu MBTI. Będzie też o tym dla­cze­go inte­ro­wer­ty­ka cią­gnie na sce­nę, co daje spraw­dze­nie kim jestem i czy ludzi war­to i moż­na „szu­flad­ko­wać”? 

W piek­ny i sło­necz­ny dzień sierp­nia 2008 roku z otwar­tym dachem i saczą­cą się z radia muzy­ką odli­cza­łem kilo­me­try dzie­lą­ce mnie od prze­zna­cze­nia. Było i ch oko­ło trzy­stu. Wewnątrz na rów­nych pra­wach odzy­wa­ła się cie­ka­wość jak i nie­po­kój. W koń­cu ktoś miał zaj­rzeć do środ­ka. I to tego środ­ka, któ­ry potra­fi­my skrzęt­nie ukry­wać.

Ten nie­po­kój czy być może nawet rodzaj stra­chu powo­do­wał fakt, że tą oso­bą byłem ja sam. Dziś wiem to dosko­na­le bo fotot­gra­fu­ję. Jest bar­dzo waż­ne jakie lustro wybie­rze­my, war­to na jego poszu­ki­wa­nie poświę­cić spo­ro cza­su. Jed­nak w tym lustrze prze­glą­da­my się sami. Na codzień zer­ka­my w lustro w pośpie­chu a tutaj samo­dziel­nie fun­do­wa­łem sobie kil­ku­ko­dzin­ną sesję patrze­nia na sie­bie. Zna­mien­ne jest też jaką odpo­wiedź dosta­łem pyta­jąć o „ewen­tu­al­ne suge­stie dt. przy­go­to­wa­nia się do testu”.

Pro­szę BYĆ SOBĄ.….… A to wca­le nie jest takie pro­ste.… cza­sa­mi. 🙂

Sko­ry­gu­je. To naj­czę­ściej nie jest takie pro­ste. (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40's Shoots of Life - December 2011

Decem­ber. Or may­be Sep­tem­ber aga­in? Lone­ly but­ter­fly did some­thing wrong with its wing on the other side od the glo­be. Becau­se of that we had autum untill end of Decem­ber. Kra­ków aga­in. Good food and inspi­ring meeting with Wacek Wan­tuch orga­ni­zed by Iza. Fly­ing bikers in Are­na Cen­tre in Łódź. Having petrol in my blo­od and quite nice pho­tos. Gathe­ring info abo­ut stu­dio equ­ip­ment & lear­ning how to deal with color. My moni­tor gets nice DIY hood. Spen­ding a week with my kids and cele­bra­ting seventh year of my Capri­corn. Last Aula. Last din­ner. Last day of 2011. Chri­st­mas time with fami­ly pas­sed some­how unno­ti­ced. War­saw & Yo aga­in. New Years Eve at crow­ded Castle Squ­are. Bye, bye two-ou-one-one. I won’t miss you much ’cau­se there’s young and fresh two-ou-one-two knoc­king on my door.. Thank you for being part of my life.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40's Shoots of Life - November 2011

Novem­ber. Life slows down. If one never went thro­ugh Novem­ber here in Poland, one doesn’t have blo­ody idea what I am tal­king abo­ut. Free fal­ling with thin­king abo­ut pro­tec­tion. Will the para­chu­te open? Have I had taken para­chu­te with me befo­re I had to leave the pla­ne? This year Novem­ber came under­co­ver. Pre­ten­ding Sep­tem­ber. No one has belie­ved. Even bikes were sad that the­ir time was over. Time to fight! Euro­pe­an ver­sion of hap­pi­ness pre­scrip­tion. Capre­se inste­ad of Pro­zac and che­ese­ca­ke with cho­co­la­te inste­ad of Via­gra. Feeling like house­wi­fe with all tho­se duties. Andro­id starts to piss me off. Is this autumn or shit­ty tech­no­lo­gy? Next small step in mini-stu­dio direc­tion means measu­ring my living room. Pro­duct means con­stant question. Would I like to rece­ive some­thing like this? Fol­lo­wing Hal­lo­we­en Aula bar­camp was main­ly abo­ut dead man. Famo­us but dead any­way. Having fun with bri­de & gro­om. Kuba is cha­sing Ania. Hope­ful­ly for the rest of his life. He pro­mi­sed. Reading best polish pro­se. Michał doesn’t seem to know how to make capre­se. Never­the­less he knows per­fec­tly what is Novem­ber like. No doubts. Gol­den fish and one day. I have three wishes: one day with more light, one day with more light and one day with more light. That all folks.

If you were part of my life thank you for let­ting me survi­ve.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40's Shoots of Life - October 2011

Octo­ber was hot. Sum­mer was sor­ry for so many tears and was try­ing to say sor­ry. Love­ly bike trip to Kon­stan­cin. Lear­ning how to cook bit­ki. More equ­ip­ment to my home stu­dio and fasio­na­ble disk for daily bac­kup. Play­ing guitar when possi­ble makes me easy-going. Darek Jan­kow­ski was damn right. Ana­sta­zja went home so I did a wed­ding with Grze­gorz as second. Out of sud­den with one small signa­tu­re I beca­me a god father of this mar­ria­ge. Love tho­se events. The only con­stant thing is chan­ge. Freeman’s „Pho­to­gra­phers mind”. Slow­ly intro­du­cing spe­edli­ghts in my pho­to mind. Next wed­ding. Friends. Aga­in lot of posi­ti­ve people. I almost got kil­led by truck going back at 4am in total mist. Weather spo­ils. Cross from Biesz­cza­dy for my mum. This pro­ject lasted one year. One has to be stub­born. Joy of cre­ation aga­in. Mar­ti Stu­dio takes pla­ce in my mind. Wor­kin on quali­ty of pho­to pro­ducts & reading a lot abo­ut it. The last day of Octo­ber was warm and ple­asant. Thank you for being part of my life.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40's Karma Equity™

JimB40 Karma Equity™

Rów­no­wa­ga w przy­ro­dzie być musi. Czy się nam to podo­ba czy nie. Nie zależ­nie od tego jak bar­dzo byśmy sta­ra­li się ją zbu­rzyć, wra­ca do sta­nu rów­no­wa­gi. Ludzie z kra­ju, w któ­rym komu­kol­wiek spoj­rzeć pro­sto w oczy sta­no­wi nie­ja­ki pro­blem, odkry­li to tysią­ce late­mu. Ja, przez porów­na­nie, nie tak zno­wu daw­no. Lepiej późno niż później.

Mądra wróżka o tym wie i to nie dzi­wi. Pyta­nie czy wie o tym mądry czło­wiek lub mądry przed­się­bior­ca? Ponie­waż zawsze cią­gnę­ło mnie do mądrych (w przy­pad­ku kobiet ze wska­za­niem na atrak­cyj­ne do kom­ple­tu) zasa­da ta jest mi bli­ska.

Pro­sty czar­no-bia­ły sche­mat pozwa­la ogar­nąć wie­le rów­nań:

i wie­le innych… wyjąt­ko­wo uni­wer­sal­nie sobie to ktoś wymy­ślił.

Pierw­sze olśnie­nie przy­nio­sła foto­gra­fia. Im wię­cej dobrych rze­czy oglą­dasz, tym wię­cej dobrych rzczy two­rzysz. Dru­gie z pisa­niem. Im wię­cej badzie­wia czy­tasz, tym gorzej idzie Ci pisa­nie. Trze­cie z oto­cze­niem. Tu już mamy lokal­ną mądrość „Z kim prze­sta­jesz takim się sta­jesz”.

I tak przy­szedł czas, żeby ubrać moją kar­mę w wizu­al­ny pro­jekt. JimB40 Kar­ma Equ­ity™. Wszę­dzie tam gdzie pozy­tyw­ne efek­ty w moim życiu spo­wo­do­wa­ne były czy­jąś ener­gią, zosta­je to jasno zako­mu­ni­ko­wa­ne świa­tu. Jesli była to pozy­tyw­na ener­gia, część z niej zosta­je prze­ka­za­na dalej. Jeśli nega­tyw­na (tak, tak) prze­ka­za­ne dalej zosta­ją spo­trze­że­nia a cza­sem ostrze­że­nia.

JimB40 Kar­ma Equ­ity™ ofi­cjal­nie ujrza­ło ten świat.

Trzy­ma­jąc się swo­ich zasad (nic gor­sze­go niż wci­ska­nie komuś mądro­ści, któ­rych same­mu się w życiu nie sto­su­je) za czas jakiś pęp­ko­we będzie. Che­ers 🙂

Zobacz cały wpisNapisane przez w

True Stories - Vain Expectations?

Była tak­że inna chwi­la, któ­rej nie zapo­mnę,
Był raz wie­czór roz­ma­rzo­ny i nadzie­je płon­ne

Sor­ry for no trans­la­tion. In the mean­ti­me pic­tu­re has to spe­ak for itself, whi­le I look for the pro­per trans­la­tion of Marek Gre­chu­ta song. He was one of the most influ­en­tial polish arti­sts.

Pho­to used in this TS have a file name IMG_9666.JPG and this was not plan­ned.
It’s the publish time what WAS plan­ned. 6:60 plus 6 🙂

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40's Shoots of Life - September 2011

Sep­tem­ber. Sur­pri­sin­gly bet­ter then all sum­mer. Scho­ols starts the­ir lofty mis­sion. This year one of my pre­cio­us is the head of the scho­ol. Lap­top dec­la­red gene­ral stri­ke. Mis­sing my two whe­els. Warp4 go into the pha­se of review habit. Pho­to ses­sion with pho­to­gra­pher as a model. Why not? Stro­bist day. I make good use of a bor­ro­wed lamp, ken­nel and three kids. Bar­ce­lo­na. Kind of day­dre­am. No sle­ep. Stun­ning views from the top of sur­ro­un­ding hills. My favo­uri­te food. My favo­uri­te com­pa­ny. Two whe­els eve­ry­whe­re. Puk­ka hedo­nist. If only north-spa­in women knew what heels were inwen­ted for. Bru­xel­les then appe­ared as a sle­epy city. War­saw then appe­ared as … Come back was tough. Fla­men­co by Sau­ra was tougher. My pre­cio­us gets her ankle twi­sted. Time to fare­well sum­mer. Dan­ce flo­or is the right pla­ce to do it. Isn’t it?

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40's Shoots of Life - August 2011

August. Began with flo­od. Tho­se lit­tle rain­drops came in bil­lions for­ming wave that con­stan­tly inva­ded my castle. That was epic bat­tle. Twen­ty four hour per day. After five days inten­si­ty of attack lowe­red but then moistu­re for­ce and mold squ­ad appe­ared. Per­ma­nent sie­ge. In this con­text short Biesz­cza­dy bre­ak was like a resur­rec­tion. Poło­ni­na Wetliń­ska conqu­ered. Guitar dome­sti­ca­ted. Nice people met. Pho­tos taken. Inc­lu­ding quick and spon­ta­ne­ous ses­sion with Lady Domi­ni­que in San­do­mierz. My Guar­dian Angel gets fian­cée. Epson. Final­ly in-house hi-quali­ty prints possi­ble. Ano­ther cri­sis needs my atten­tion. Memo­ry card with pho­tos cra­shes. Lil­ly pas­sed away. One Lil­ly come ano­ther one go. Losing stre­ak con­ti­nu­es in form of acci­dent whi­le riding my Vespa on rainy day. I’m badly cut up. So is my Vespa. Pre-wed­ding meeting ends with some disco­ve­ries regar­ding emo­tions. Visit in a friends sta­bles brings beau­ti­ful pic­tu­res. August was bit­ter swe­et.

Zobacz cały wpisNapisane przez w