Archiwum wg autora

JimB40's Shoots of Life - November 2011

Novem­ber. Life slows down. If one never went thro­ugh Novem­ber here in Poland, one doesn’t have blo­ody idea what I am tal­king about. Free fal­ling with thin­king about pro­tec­tion. Will the para­chute open? Have I had taken para­chute with me before I had to leave the plane? This year Novem­ber came under­co­ver. Pre­ten­ding Sep­tem­ber. No one has belie­ved. Even bikes were sad that their time was over. Time to fight! Euro­pean ver­sion of hap­pi­ness pre­scrip­tion. Caprese instead of Pro­zac and che­ese­cake with cho­co­late instead of Via­gra. Feeling like house­wife with all those duties. Android starts to piss me off. Is this autumn or shitty tech­no­logy? Next small step in mini-​studio direc­tion means measu­ring my living room. Pro­duct means con­stant question. Would I like to rece­ive some­thing like this? Fol­lo­wing Hal­lo­ween Aula bar­camp was mainly about dead man. Famous but dead any­way. Having fun with bride & groom. Kuba is cha­sing Ania. Hope­fully for the rest of his life. He pro­mi­sed. Reading best polish prose. Michał doesn’t seem to know how to make caprese. Never­the­less he knows per­fec­tly what is Novem­ber like. No doubts. Gol­den fish and one day. I have three wishes: one day with more light, one day with more light and one day with more light. That all folks.

If you were part of my life thank you for let­ting me survive.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Apple Cinema Display 23 Hood (DIY)

Jest przy­zwo­ity moni­tor . Jest spek­tro­fo­to­metr. Jest wie­dza, a odbitki jakieś takie nie halo cza­sami. Kon­tro­lo­wane warunki oświe­tle­niowe. Ot co! Poprzed­nio sta­no­wi­sko pracy było w lep­szym pomiesz­cze­niu. Porządne żalu­zje itp. Teraz moje domowe stu­dio ma wiel­gachne okno zaraz przy moni­to­rze. Nie dość, że świa­tło się zmie­nia w ciągu dnia to jesz­cze na tym oknie zamiast żalu­zji zasłony w pięk­nym zie­lo­nym kolo­rze. No i w zależ­no­ści od tego jaka pogoda, taka barwna poświata na moni­to­rze. Przez chwilę mia­łem ochotę poprze­sta­wiać meble ale zało­że­nie osłony (hood) na moni­tor wda­wało się prostsze.

Zaczą­łem się roz­glą­dać czy można coś kupić, do mojego Apple Cinema Display 23″. Można było. O na przy­kład takie MacHood. Teraz akce­so­ria do mojego modelu tylko z USA albo dale­kiego wschodu. W pierw­szym momen­cie tro­chę odpa­dłem kiedy zoba­czy­łem cenę. Z wie­kiem czło­wiek się robi wygodny. Póź­niej przy­po­mnia­łem sobie czasy namięt­nego wer­to­wa­nia tej książki oraz fakt, że skoro skoń­czy­łem tech­ni­kum to wszyst­kie atuty do DIY (do-​it-​yourself) są w zasięgu ręki.

Jak widać książka cie­szyła się wzię­ciem :)

Pozo­stało zaka­sać rękawy. (więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40's Shoots of Life - October 2011

Octo­ber was hot. Sum­mer was sorry for so many tears and was try­ing to say sorry. Lovely bike trip to Kon­stan­cin. Lear­ning how to cook bitki. More equ­ip­ment to my home stu­dio and fasio­na­ble disk for daily bac­kup. Play­ing guitar when possi­ble makes me easy-​going. Darek Jan­kow­ski was damn right. Ana­sta­zja went home so I did a wed­ding with Grze­gorz as second. Out of sud­den with one small signa­ture I became a god father of this mar­riage. Love those events. The only con­stant thing is change. Freeman’s „Pho­to­gra­phers mind”. Slowly intro­du­cing spe­edli­ghts in my photo mind. Next wed­ding. Friends. Again lot of posi­tive people. I almost got kil­led by truck going back at 4am in total mist. Weather spo­ils. Cross from Biesz­czady for my mum. This pro­ject lasted one year. One has to be stub­born. Joy of cre­ation again. Marti Stu­dio takes place in my mind. Wor­kin on quality of photo pro­ducts & reading a lot about it. The last day of Octo­ber was warm and ple­asant. Thank you for being part of my life.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40's Karma Equity™

JimB40 Karma Equity™

Rów­no­waga w przy­ro­dzie być musi. Czy się nam to podoba czy nie. Nie zależ­nie od tego jak bar­dzo byśmy sta­rali się ją zbu­rzyć, wraca do stanu rów­no­wagi. Ludzie z kraju, w któ­rym komu­kol­wiek spoj­rzeć pro­sto w oczy sta­nowi nie­jaki pro­blem, odkryli to tysiące latemu. Ja, przez porów­na­nie, nie tak znowu dawno. Lepiej późno niż później.

Mądra wróżka o tym wie i to nie dziwi. Pyta­nie czy wie o tym mądry czło­wiek lub mądry przed­się­biorca? Ponie­waż zawsze cią­gnęło mnie do mądrych (w przy­padku kobiet ze wska­za­niem na atrak­cyjne do kom­pletu) zasada ta jest mi bliska.

Pro­sty czarno-​biały sche­mat pozwala ogar­nąć wiele równań:

i wiele innych… wyjąt­kowo uni­wer­sal­nie sobie to ktoś wymyślił.

Pierw­sze olśnie­nie przy­nio­sła foto­gra­fia. Im wię­cej dobrych rze­czy oglą­dasz, tym wię­cej dobrych rzczy two­rzysz. Dru­gie z pisa­niem. Im wię­cej badzie­wia czy­tasz, tym gorzej idzie Ci pisa­nie. Trze­cie z oto­cze­niem. Tu już mamy lokalną mądrość „Z kim prze­sta­jesz takim się sta­jesz”.

I tak przy­szedł czas, żeby ubrać moją karmę w wizu­alny pro­jekt. JimB40 Karma Equ­ity™. Wszę­dzie tam gdzie pozy­tywne efekty w moim życiu spo­wo­do­wane były czy­jąś ener­gią, zostaje to jasno zako­mu­ni­ko­wane światu. Jesli była to pozy­tywna ener­gia, część z niej zostaje prze­ka­zana dalej. Jeśli nega­tywna (tak, tak) prze­ka­zane dalej zostają spo­trze­że­nia a cza­sem ostrzeżenia.

JimB40 Karma Equ­ity™ ofi­cjal­nie ujrzało ten świat.

Trzy­ma­jąc się swo­ich zasad (nic gor­szego niż wci­ska­nie komuś mądro­ści, któ­rych samemu się w życiu nie sto­suje) za czas jakiś pęp­kowe będzie. Che­ers :)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

True Stories - Vain Expectations?

Była także inna chwila, któ­rej nie zapo­mnę,
Był raz wie­czór roz­ma­rzony i nadzieje płonne

Sorry for no trans­la­tion. In the mean­time pic­ture has to speak for itself, while I look for the pro­per trans­la­tion of Marek Gre­chuta song. He was one of the most influ­en­tial polish artists.

Photo used in this TS have a file name IMG_9666.JPG and this was not plan­ned.
It’s the publish time what WAS plan­ned. 6:60 plus 6 :)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Moje moo cards czyli zaproszenie do rozmowy

Wizy­tówki mogą być więk­sze, mniej­sze kolo­rowe, czar­no­białe, wypu­kłe, zaokrą­glone. Kiedy foto­gra­fia otwo­rzyła mi drzwi do świata kre­acji wie­dzia­łem, że moje wizy­tówki powinny odzwie­cie­dlać to co robię i to jak to robię. Po piew­sze Ci, któ­rzy mnie znają wie­dzą że z trój­kąta jakość-​czas-​cena wybie­ram naj­czę­ściej jakość i czas. Ozna­cza to ni mniej ni wię­cej, że naj­ta­niej nie kupuję. Ozna­cza to rów­nież, że jakość musi być bez­dy­sku­syjna. Naj­pro­ściej zaś ujmu­jąc taka, jaką sam chciał­bym otrzymać.

W poszu­ki­wa­niu więc obu tych rze­czy na raz pomo­mo­gło mi po raz kolejny zain­te­re­so­wa­nie star­tu­pami. Moo.com bo o nim piszę, to star­tup z rodo­wo­dem z Lon­dynu. Jego szef zapra­gnął dać ludziom kre­atyw­nym bez­kom­pro­mi­sowy pro­dukt za roz­sądne pie­nią­dze. Papier 350g/​m2. Lakier. Moż­li­wość nie­ogra­ni­czo­nego dosto­so­wa­nia do wła­snych potrzeb i reali­za­cji nawet naj­bar­dziej zwa­rio­wa­nych pomy­słów. Do tego wyjąt­kowa dba­łość o detale oraz przy­mru­że­nie oka. Moo.com jawiło się jak idelna narze­czona z wido­kami na dłuż­szy zwią­zek. (więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Startup Weekend Kraków photo coverage - day one

All right. Kra­ków again this year. Thin­king about moving there. Will be che­aper then make a jour­ney every week­end
This is photo selec­tion from the first day of Star­tup Week­end Kra­ków 2012 event.
Descrip­tions are as always sub­jec­tive and may not reflect actual situ­ation :)

If you don’t see embed­ded sli­de­show click to see the slidesow on-line or photos published on flickr.
You can also watch other barcamp and startup photo coverages.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Startup Weekend Kraków 2012 - The Weekend you WILL miss

If some­one doubts that events like Star­tup Week­end boosts cre­ati­vity, here goes the proof.

If you don’t see video here is direct link.

if you still don’t believe here are some more pro­ofs
Aula & Seedcamp rendez-vous
Muwie Womm

Zobacz cały wpisNapisane przez w

True Stories - Deadline startup way

You pro­mi­sed” she said once. „Here you go” he replied. AK74 and Mar­cin B. in next JimB40’s True Story from Aula Polska 71 Bar­camp. Deadli­nes in star­tups are to be met for all costs. No mat­ter. No mercy. No con­tent? ;)
Have a fun and stay tuned.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Aula 71 - fotorelacja i mini felieton

Dawno nas na Auli nie było. Wycho­dzi, że mie­siące mineły. We waka­cje była Aula RS. Co się tłu­ma­czy Aula robi szoł. To taka tra­dy­cja od wie­ków. Sam król od czasu do czasu się prze­bie­rał aby oso­bi­ście spraw­dzić co tam o nim się w naro­dzie mówi. Myśmy nawet chcieli w mieście królów Aulę na gorą­cym uczynku przy­ła­pać. Nie­stety jedna smo­czyca zgody nie wyraziła.

Aulę 69 zigno­ro­wa­li­śmy całym swoim dostęp­nym chło­dem. Taka emo­cjo­nalna zemsta za zigno­ro­wa­nie, świa­tłej prze­cież, naszej kon­cep­cji zapro­sze­nia na tę Aulę przed­sta­wi­cieli sek­tora Trzech Iksów. Myśmy kie­dyś za cza­sów agen­cji inte­rak­tyw­nej z takim przed­sta­wi­cie­lem roz­ma­wiali i byli­śmy pod wra­że­niem wie­dzy z wyko­rzy­sta­nia nowych tech­no­lo­gii w tym biz­ne­sie. Szansa nie została wyko­rzy­stana z powo­dów jak usły­sze­li­śmy „ideowo-​strategicznych”. Wraz z szansą prze­pa­dła jedyna więc w swoim rodzaju moż­li­wość bli­żego zapo­zna­nia się z „contentem”.

Od tego chło­dze­nia dopa­dła nas gorączka więc kolejną Aulę z nume­rem siedemdziesiąt potrak­to­wa­li­śmy L4 i her­batą z mali­nami. No ale na siedemdziesiątą pierwszą wymówki już nie było. Zatem po raz kolejny z dedy­ka­cją dla tych, któ­rzy złudną nadzieję żywili, że to już koniec. Sezon czwarty otwarty.

Co tam na Auli

Listo­pa­dową porą się działo. Tak bli­żej jego końca. Mie­siąc Święta Zmar­łych, więc Aulę roz­po­czął panel dys­ku­syjny poświę­cony Świę­tej Pamięci Ste­fa­nowi. Myśmy napi­sali requiem dla niego. Dia­beł jeden wie­dział, że ono takie aktu­alne się zrobi. Opusz­cze­nie tyczyć zaś będzie padołu a nie sta­no­wi­ska. Tak czy owak Świę­tej Pamięci w spadku bio­gra­fię zosta­wił. W przy­padku spadku, kiedy po schedę kolejka się usta­wia walka jest gwa­ran­to­wana. Zatem audy­to­rium wysłu­chało opo­wie­ści o walce nie­ła­twej, lecz suk­ce­sem zakoń­czo­nej. Kto wie czy nie biz­ne­so­wym. Zamie­rzamy zaku­pić książkę i się przekonać.

Grono zapro­szone do dys­ku­sji, pane­lem zwa­nym, liczne było. Mikro­fon jed­nak dziar­sko trzy­mał jeden pre­le­gent nie­skory do podziału. Reszta zatem zasłu­chana w dal wzro­kiem wodziła. Uła­twiało nam to łapa­nie kadrów, bo nic tak nie psuje repor­tażu jak cią­głe patrze­nie pre­le­gen­tów w obiektyw.

(więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40's Shoots of Life - September 2011

Sep­tem­ber. Sur­pri­sin­gly bet­ter then all sum­mer. Scho­ols starts their lofty mis­sion. This year one of my pre­cious is the head of the school. Lap­top dec­la­red gene­ral strike. Mis­sing my two whe­els. Warp4 go into the phase of review habit. Photo ses­sion with pho­to­gra­pher as a model. Why not? Stro­bist day. I make good use of a bor­ro­wed lamp, ken­nel and three kids. Bar­ce­lona. Kind of day­dream. No sleep. Stun­ning views from the top of sur­ro­un­ding hills. My favo­urite food. My favo­urite com­pany. Two whe­els eve­ry­where. Pukka hedo­nist. If only north-​spain women knew what heels were inwen­ted for. Bru­xel­les then appe­ared as a sle­epy city. War­saw then appe­ared as … Come back was tough. Fla­menco by Saura was tougher. My pre­cious gets her ankle twi­sted. Time to fare­well sum­mer. Dance floor is the right place to do it. Isn’t it?

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40's Shoots of Life - August 2011

August. Began with flood. Those lit­tle rain­drops came in bil­lions for­ming wave that con­stan­tly inva­ded my castle. That was epic bat­tle. Twenty four hour per day. After five days inten­sity of attack lowe­red but then moisture force and mold squad appe­ared. Per­ma­nent siege. In this con­text short Biesz­czady break was like a resur­rec­tion. Poło­nina Wetliń­ska conqu­ered. Guitar dome­sti­ca­ted. Nice people met. Photos taken. Inc­lu­ding quick and spon­ta­ne­ous ses­sion with Lady Domi­ni­que in San­do­mierz. My Guar­dian Angel gets fian­cée. Epson. Finally in-​house hi-​quality prints possi­ble. Ano­ther cri­sis needs my atten­tion. Memory card with pho­tos crashes. Lilly pas­sed away. One Lilly come ano­ther one go. Losing streak con­ti­nues in form of acci­dent while riding my Vespa on rainy day. I’m badly cut up. So is my Vespa. Pre-​wedding meeting ends with some disco­ve­ries regar­ding emo­tions. Visit in a friends sta­bles brings beau­ti­ful pic­tu­res. August was bit­ter sweet.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

JimB40's Shoots of Life - July 2011

July was whim­si­cal. Cold and rainy. November’s twin. Except quan­tity of light. Only Vespa calendar’s girl remin­ded me it was beaching time. Tried to move to a new place but fresh memo­ries of last year remo­val kept me in place. First life­style ses­sion went smo­oth. Just be your­self with me. Lilla’s chri­ste­ning. The church was full of people and came­ras. Nowa­days eve­ry­body is pho­to­gra­pher. Aga­inst all odds my first Vespa Adven­ture hap­pe­ned. All of rain gives a break and I spent few lovely days on Kru­ty­nia river with friends. Rowing & admi­ring. Pain in sho­ul­der tried to change the plan. Pain was dismis­sed. Kamień. Ulti­mate desti­na­tion. Life came full circle after 20 years. The door was shut. Won­der­ful and full of posi­tive energy meeting with Mariusz in War­saw. My friends moved to a wooden house near War­saw. Bunch of flo­wers. My old habit being first time in a new house. Appro­aching fin­nish July star­ted to cry really strong. „Rain drops kept fal­lin” on my head …”. If only knew how many tro­ubles they would give trans­for­ming them­self into the flood.

PS.
Since I’m four mon­ths late with Sho­ots of Life I’ll publish one every week in November

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Pióro, sprawy i ich stosy

Moje Pisa­nie wymaga ciszy. Nie zawsze tej zewnętrz­nej z pew­no­ścią jed­nak tej wewnętrz­nej. Kiedy w środku się kotłuje, słowa nie chcą się skła­dać w zda­nia. Cho­ciaż wiem, że Moje Pisa­nie ma dobry wpływ na mnie, pióro leżało ostat­nio samotne. Od czasu do czasu tylko zaszczy­ci­łem je doty­kiem swo­jej dłoni a ono za każ­dym razem wyśli­zgi­wało się nie­ba­wem. Czy to z powodu hałasu, czy też nie­za­pla­no­wa­nej i nie­spo­dzie­wa­nej podróży w obję­cia Morfeusza.

Moje Pisa­nie ma duży prio­ry­tet u mnie. Oprócz prio­ry­tetu jed­nak, trzeba umieć wygo­spo­da­ro­wać Czas. Czas zaś, ma ten­den­cję do bycia zawłasz­cza­nym. Zawłasz­cza­nym przez Sprawy. Przo­dują zaś w tym Nie­by­wale Ważne Sprawy, które tłuką się o pierw­sze miej­sce z Nie­cier­pią­cymi Zwłoki Spra­wami. Na swoją oka­zję aby wysfo­ro­wać się do przodu, cze­kają zaś w kolejce Nie­sa­mo­wi­cie Cie­kawe Sprawy.

Wio­sną odkry­łem uroki wcze­snego poranka. Kiedy cisza wkoło uspo­kaja zmy­sły. Zanim jesz­cze mia­sto wybu­dzi się w zgiełk dnia a NWS, NZS oraz NCS pochra­pują przez sen. Wtedy wła­śnie był czas na Moje Pisa­nie. Lato nie­stety wraz z przy­ziem­nymi pro­ble­mami zdro­wia i eko­no­mii zabrało mi poranki. Jesień zaś jasne poranki zamie­niła w środek nocy.

Moje pisa­nie przy­cho­dzi i odcho­dzi. W odróż­nie­niu od Mojego Życia, kóre jest na wciąż i nie­prze­rwa­nie. Moje Życie jest jak modelka z wiel­kim ego. Wymaga cią­głej uwagi. Pod­rzuca mi te trzy­li­te­rowe skur­czy­byki z komen­ta­rzem „pil­nuj i ogar­niaj”. Czło­wiek więc pil­nuje ile wle­zie i ogar­nia z nie­mniej­szym zapa­łem. Chwila nie­uwagi jed­nak lub zwol­nie­nia tempa i Sprawy zaczy­nają się pię­trzyć. Ukła­dają się w Stosy. Ele­gancko jedna na dru­giej. Stosy, co do któ­rych nie podejmę decy­zji, two­rzą wkoło mnie szczelne ogro­dze­nie, zza któ­rego nic widać. Skoro nie widać nic, to tym bar­dziej nie widać kiedy przy­cho­dzi Moje Pisa­nie. Stoi więc tam pod tym ogro­dze­niem bez dzwonka przez czas jakiś. Jak się znu­dzi tym cze­ka­niem to sobie idzie.

Stosy spraw trzeba więc likwi­do­wać. W ten czy inny spo­sób. Ostat­nio pod jeden z nich pod­ło­ży­łem ogień. Jeśli były w nim Naprawdę Ważne Sprawy to wrócą. Naprawdę Ważne Sprawy wyznają bud­dyzm i rein­kar­nują. Nie­stety robią to zwy­kle w nie­od­po­wied­nim momen­cie. Pocie­sza mnie myśl, że zza spa­lo­nego stosu wyło­niło się Moje Pisa­nie które zbie­rało się do odej­ścia. W tej rado­ści drugi stos kop­ną­łem żeby zro­bić przej­ście. Teraz sta­ram się nie spo­glą­dać w stronę Bez­ład­nie Roz­rzu­co­nych Spraw. Licze­nie na to, że ktoś je pozbiera to myśle­nie rodem z przed­szkola. W każ­dym z nas jest kawa­łek dziecka. Chwi­lowo jed­nak ważna jest obec­ność Mojego Pisa­nia. Z tej rado­ści zaku­pi­łem nawet pre­zent dla Mojego Pisa­nia w postaci acse­tycz­nej apli­ka­cji do pisa­nia. Jakby można było je przekupić.

Zna­jąc Moje Pisa­nie, zwi­nie się pew­nie znów za czas jakiś. Wymknie się bla­dym świtem jak jed­no­nocna przy­goda. Wyko­rzy­stam wieć teraz każdą chwilę na Moje Pisa­nie.
Wygląda na to, że Moje Foto­gra­fo­wa­nie jest mniej kapry­śne i potrafi prze­ska­ki­wać ogrodzenia.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Fotograficzne CSI - prywatność i publikacje w Internecie

Infor­ma­cja to potęga. Infor­ma­cja to cenny towar. Wie­dzą o tym firmy han­dlu­jące naszymi danymi oso­bo­wymi. W dobie Web 2.0 sami udzie­lamy tych infor­ma­cji czę­sto wyra­ża­jąc świa­do­mie lub nie zgodę na ich wyko­rzy­sta­nie. Jak dużo prze­ka­zać żeby zacho­wać pry­wat­ność? Szcze­rze? Żeby zacho­wać pry­wat­ność trzeba odłą­czyć kabel (albo modem). Będzie o pry­wat­no­ści i publi­ka­cjach w Internecie.

Naj­pierw aneg­dotka. Odpro­wa­dzam na pociąg rodzinę. Rodzina nawią­zuje na pero­nie kon­takt z prze­miłą dziew­czyną zaczy­na­jąc od “Pozwoli Pani, że się przed­sta­wię …”, na co otrzy­muje odpo­wiedź “Bar­dzo mi miło Magda”. W ocze­ki­wa­niu na pociąg mile pły­nie roz­mowa. W końcu pociąg pod­jeż­dża. Jak to przy wsia­da­niu, zamie­sza­nie, tro­chę roz­gar­dia­szu żeby zdą­żyć. Poma­gamy sobie z waliz­kami. Zosta­wiam rodzinę z nowo poznaną towa­rzyszką pyta­jąc na odchod­nym: “Czy zaopie­kuje się tym miłym Panem, Pani Magdo?”. W odpo­wie­dzi widzę unie­sioną ze zdzi­wie­nia i nie­do­wie­rza­nia brew i sły­szę “Tak, ale skąd Pan zna moje imię?” :)

Dwa lata temu inte­re­so­wa­łem się komer­cyj­nym infor­bro­ke­rin­giem, czyli znaj­do­wa­niem infor­ma­cji i jej sprze­dażą. Usługa roz­po­wszech­niona jest w kra­jach o więk­szej świa­do­mo­ści ile warta jest dobra infor­ma­cja oraz ile warty jest czas nie­zbędny do jej wyszu­ka­nia. Do dziś sły­szę zdzi­wie­nie w gło­sie. Pła­cić? prze­cież sobie wy-​googlam. No ale nie o tym. Parę moich doświad­czeń w tema­cie publi­ka­cji i pry­wat­no­ści w Internecie.

Nie ma prywatności.

Cokol­wiek wrzu­casz do sieci trak­tuj jak publiczne. Trzeba sobie to wbić do głowy. Pliki są kopio­wane, archwi­wi­zo­wane w celach zabez­pie­czeń, albo prze­glą­dane przez weso­łych admi­ni­stra­to­rów. Wiara w to, że jeśli na okienku z chat’em jest napis “roz­mowa pry­watna” to jest ona pry­watna, nie­jedną już osobę wypro­wa­dziła na manowce. Sto razy lepiej zadzwo­nić, ponieważ …

Ślad cyfrowy jest wieczny

Wystu­ku­jąc wła­sne nazwi­sko w google znajdę moje pyta­nie z 1998 roku na forum doty­czą­cym tech­no­lo­gii Macro­me­dia Flash. Audy­cję radiową lub tele­wi­zyjną trzeba nagrać. Kasetę z nagra­niem prze­cho­wy­wać przez lata. To samo z gaze­tami. No można iść do biblio­teki i szu­kać na fisz­kach. Kto ma na to czas poza detek­ty­wami w fil­mach kry­mi­nal­nych? Z Inter­ne­tem jest ina­czej. Jedyne co trzeba to wstu­kać to odpo­wied­nie hasło w wyszu­ki­warkę. Bang! Zdję­cie z imprezy z gołym tył­kiem a tu kam­pa­nia wybor­cza za pasem. (więcej...)

Zobacz cały wpisNapisane przez w