O kredycie (z nazwy) hipotecznym - część 3

Jeśli chcesz prze­czy­tać od począt­ku, tutaj znaj­dziesz część 1

2005 jest względ­nie sta­bil­ny i uda­je mi się odło­żyć tro­chę rezer­wy na tzw. „wszel­ki wypa­dek” zwa­nej podusz­ką finan­so­wą. Kur­sy walut spa­da­ją więc gdzieś z tyłu gło­wy poja­wia się cień nadziei. I wte­dy 2006 poka­zu­je swój pazur. W fir­mie, z któ­rą współ­pra­cu­ję od daw­na, wła­ści­ciel ręko­ma nowe­go dyrek­to­ra robi „porząd­ki per­so­nal­ne”. Oka­zu­je się, że nie każ­dy zna powie­dze­nie „sło­wo droż­sze od pie­nią­dza”. Bum. Rezy­gnu­je najem­ca, co nie jest jakimś ewe­ne­men­tem ale w naj­śmiel­szych marze­niach nie prze­wi­du­je, że poszu­ki­wa­nia nowe­go będą tak dłu­go­trwa­łe, rezer­wa zaś będzie top­nieć jak śnieg w maju. Bum, bum. Na koniec dosta­je wypo­wie­dze­nie na piśmie od mał­żon­ki. Bum, bum oraz bum. No wie­cie taki efekt domi­na. Na fil­mach ukła­da­czy robi to wra­że­nie. Jak się oka­zu­je w życiu rów­nież, tyle że emo­cje inne.
No i 2006 nie ma w moim kalen­da­rzu. Nie ma rów­nież czę­ści 2007. Prze­sta­ją mnie inte­re­so­wać kur­sy walut. Nie na dar­mo jak prze­czy­ta­łem kie­dyś, roz­wód zaj­mu­je miej­sce na podium naj­bar­dziej obcią­ża­ją­cych psy­chicz­nie zda­rzeń. Obok na tym podium stoi śmierć naj­bliż­szej oso­by i utra­ta pra­cy. Deta­licz­nie co w tej kon­ku­ren­cji otrzy­ma­ło medal zło­ty a co srebr­ny i brą­zo­wy nie pamię­tam.

W poło­wie 2007 roku zaczy­nam z powro­tem brać lej­ce życia w swo­je ręce. Oka­zu­je się, że jak mnie nie było kurs fran­ka cały czas spa­dał i aktu­al­nie jest na pozio­mie 2,35 zło­te­go. Wie­dzio­ny prze­czu­ciem zbie­ram papie­ry odpa­lam arkusz kal­ku­la­cyj­ny. Wyko­rzy­stu­jąc całą naby­tą wie­dzę o finan­sach robię wyli­cze­nia. W sumie są one dosyć pro­ste. Sumu­je wszyst­ko co w zębach zanio­słem do ban­ku w zło­tów­kach i robię wyli­cze­nia ile bym w tych samych zło­tów­kach zaniósł jeśli wziął­bym kre­dyt zło­tów­ko­wy. Na pierw­szy rzut oka sko­ro raty walu­to­we były niż­sze to walu­to­wy. Takie rze­czy trze­ba poli­czyć bo jak mawia­ją „Na oko to chłop w szpi­ta­lu umarł”.
No i wycho­dzi, że przy obec­nym kur­sie fran­ka cało­ścio­we spła­ty kre­dy­tu w zło­tów­kach były­by tro­chę więk­sze od tych, któ­re robi­łem mając kre­dyt opar­ty na walu­tach. Czy­li pra­wie bez róż­ni­cy. Kre­dy­ty w zło­tów­kach mia­ły dużo więk­sze opro­cen­to­wa­nie ale kwo­ta raty w zło­tów­kach nie buja­la się wraz ze zmia­na kur­su walu­ty. Z war­to­ścią kapi­ta­łu nie jest tak różo­wo. Pamię­ta­cie? Poży­czasz 100 dola­rów po kur­sie 2 zło­te i dosta­jesz 200 zło­tych. Następ­ne­go dnia kurs dola­ra ska­cze na 2,5 zł i masz do odda­nia 250 zło­tych. No więc z wyli­czeń wycho­dzi mi, że nie będzie takiej stra­ty kie­dy kurs fran­ka osią­gnie o ile pamię­tam 2,2 zł. Hmmm tyl­ko 15 gro­szy róż­ni­cy. Spad­nie czy nie?

Tak czy ina­czej idę do ban­ku.
— „Dzień dobry mogę dziś prze­wa­lu­to­wać kre­dyt na zło­tów­ki?”
— „No dziś to to nie” — uśmie­cha­jąc się mówi pra­cow­nik ban­ku.
— „Prze­cież jak byk stoi w umo­wie, że mogę”
— „No jest ale jest też pro­ce­du­ra” — kolej­ny uśmiech.
Pro­ce­du­ra. Gdzie ja to już sły­sza­łem?
No wiec przy zamia­nie na zło­tów­ki trze­ba poka­zać papie­ry docho­do­we. I to dobre jak cho­le­ra, bo rata kre­dy­tu zło­tów­ko­we­go ze wzglę­du na róż­ni­ce pomię­dzy LIBORWIBOR jest więk­sza o 25%. Potem zbie­ra się komi­tet kre­dy­to­wy i podej­mu­ją decy­zję. Eks­tra czy­li mogą pod­jąć decy­zję że w sumie to nie opła­ca im się, a jeśli nawet się zgo­dzą to naj­mar­niej dwa mie­sią­ce od momen­tu decy­zji. W tym cza­sie kurs może poszy­bo­wac w dowol­ną stro­nę. Chwi­lo­wo nie mam dobrych papie­rów więc odcho­dzę z nosem na kwin­tę, myśląc w co ja się wpa­ko­wa­łem? No dobra, trze­ba będzie to jakoś ogar­nąć.

W kwiet­niu 2008 mam już „dobre papie­ry”. Zwy­cza­jem czło­wie­ka, któ­ry zna się tyl­ko tro­chę w tema­cie, odwie­dzam dorad­ców finan­so­wych. I tu zaczy­na się robić cie­ka­wie. Są oczy­wi­ście dwie gru­py. Jed­ni twier­dzą „zło­tów­ka już tak dłu­go się umac­nia, że za chwi­le będzie korek­ta”. Po ludz­ku kurs wymia­ny fran­ka zacznie rosnąć a z nim war­tość kapi­ta­łu któ­ry poży­czy­łem.
Dru­ga gru­pa z nie­bu­dzą­cą wąt­pli­wo­ści miną oświad­cza: „wszyst­ko wska­zu­je na to, że walu­ty będą spa­dać nadal”. Mam nawet gdzieś wydru­ko­wa­ną opi­nię „eks­per­ta”, że frank szwaj­car­ski w 2009 roku będzie na pozio­mie 1,7 zł. Jeden z bar­dziej ogar­nię­tych dorad­ców rzu­ca przy oka­zji. „Już Pan nie­świa­do­mie zagrał na ryn­ku walu­to­wym i gra Pan dalej. Przez sie­dem lat była stra­ta, ale teraz frank spad­nie poni­żej 2 zł i będzie Pan miał zysk”. Czy­taj do zwro­tu w zło­tów­kach będzie dużo mniej niż poży­czy­łem.
No a jak z tym WIBOR’em będzie? Teraz jest 7% co powo­du­je, że od dnia prze­wa­lu­to­wa­nia rata wzro­śnie i to spo­ro. Będzie spa­dać? Rosnąć? Jak szyb­ko? Budżet domo­wy z gumy nie jest. Po kil­ku roz­mo­wach i oglą­da­niu mądrych wykre­sów docho­dzę do wnio­sku, że rów­nie dobrze mogę rzu­cać mone­tą w tema­cie odpo­wie­dzi na to pyta­nie.

Hmmm. Gdzieś w zaka­mar­kach myśli poja­wia się obra­zek wor­ka ze zło­ty­mi mone­ta­mi. No tak tyle cza­su pod wozem to teraz czas usa­do­wić się na nim. Robię wyli­cze­nie ile to będzie jak fra­nek będzie po 1,7 zł a buzia mi się uśmie­cha. Cza­sem poja­wia się jed­nak myśl a co jeśli nie spad­nie? Wte­dy uśmiech gaśnie bo przy­po­mi­nam sobie nie­prze­spa­ne noce.

Ostatnia czwarta część.

KarmaEquity
Wpis niniej­szy dedy­ku­ję Basi, bez zaan­ga­żo­wa­nia któ­rej miał­bym dzi­siaj zde­cy­do­wa­nie mniej zado­wo­lo­ną minę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Na razie brak komentarzy.

Zostaw odpowiedź