Jak się zaczyna palić papierosy

Robert, Anglia, chłopaki, ogórek i papieros

Dlaczego o tym piszę? Bo wszyscy piszą jak rzucić. Dobra, będzie o też o rzucaniu.  Napiszę o tym bo mam praktykę, rzucałem już wiele razy 😉 Poważniej zaś, rzucenie palenia jest jedną z rzeczy, które zaliczam do swoich życiowych sukcesów (nie palę czwarty rok). Jest również dla mnie potwierdzeniem, że elementem sukcesu jest porażka. W końcu zaś mam chęć podzielenia się wiedzą, iż to co serwują nam reklamy w temacie skuteczności sprzedawanych specyfików to nawet nie jest pół prawdy.

Dziś z perspektywy czasu moje palenie papierosów wydaje mi się nierealne. Są jednak zdjęcia. Eh te zdjęcia. Historia ma swój uroczy początek w młodości zwanej przez niektórych “znanych i lubianych” durnością. Wiem, wiem .. daleko sięgam. No cóż paliłem bez mała piętnaście lat. Bez kontekstu, metoda rzucania choć skuteczna może nie być zrozumiała. Poza tym chcę opowiedzieć jak to się zaczęło a Ty przecież masz możliwość ominięcia tego wpisu. 🙂

Początki

Były to lata dziewięćdziesiąte. Pojechaliśmy jako młodzi i nieopierzeni życiowo ludzie zarabiać porządną kasę w twardej walucie na Wyspach Brytyjskich. Cóż wielkiego powiecie. Dzisiaj nic. Poziom adrenaliny jak w czasie podróży autobusem relacji Warszawa-Radom. Wtedy jednak było inaczej. Począwszy od lotu samemu, za granicę wciąż pachnącej komuną Polski, przez kapryśnego imigration officer’a po kompletny brak wiedzy jak sobie tam poradzić. Pamiętam jednak, że Heathrow zjawiło mi się jak słoneczny wiosenny poranek w parku, po miesiącu siedzenia w piwnicy bez świata. Wszystko było takie świeże, fascynujące i inne. My dla Brytyjczyków również. W końcu przybyliśmy zza żelaznej kurtyny.

Wszystko było … inne

Wśród tych nowości były również papierosy Marlboro oraz kultowe wielbłądy. Palenie było w modzie i osoba niepaląca była w ewidentnej mniejszości. Niezła praca, fajne dziewczyny, atmosfera luzu no i poszło. “Pożyczyłem” od chłopaków paczkę Kapitanów. Usiadłem na ławce i z wypiekami na twarzy od robienia rzeczy zakazanych, zapaliłem. Nic. Zapaliłem drugiego. Takie samo nic. Potem trzeciego i  czwartego. W połowie paczki uznałem, że to palenie jest mocno przereklamowaną sprawą. Wstałem z ławki … Wróć! Chciałem wstać z ławki. 🙂
Dość napisać, że późniejsze symptomy przypomniały ODN (Objawy Dnia Następnego). Z tym, że były dużo bardziej dotkliwe.

Mała dygresja. Napisałem o pożyczaniu w cudzysłowiu, bo chłopaki nic o tym nie wiedzieli. Gdyby wiedzieli powiesiliby mnie na najbliższym drzewie za szluwkę. Ekonomia. Jedna paczka papierosów w Angli kosztowała tyle co kilkanaście w Polsce.

Do odważnych jednak świat należy. Trzy miesiące później paliłem już wciągając dym do płuc pełnym oddechem. Wydając przy tym na papierosy kwoty, które pozwalały w Polsce utrzymać się przy życiu przez kilka dni. Synonimem brytyjskich papierosów została zaś marka przechrzczona roboczo na “Benson & Hedgehog”.

Palenie

No to co w tych papierosach jest takiego, że przez kolejne 15 lat wypalałem paczkę dziennie?

  • Przyjemność. Palenie sprawiało mi przyjemność. W niektórych sytuacjach większą w niektórych mniejszą ale zawsze przyjemność. A my lubimy sobie sprawiać przyjemność.
  • Social. Papierosy otwierały drzwi do ludzi. Krótkie “zapalisz” albo “poczęstujesz?” i początek za nami. Plus w bonusie pięć minut, w których pomiędzy zaciągnięciami można było pociągnąć rozmowę. Dla introwertyka w szczególności to prosta metoda na towarzyskie być albo nie być.
  • Moda. Palenie było modne. Dawało natychmiastowe poczucie przynależności do grupy ze wszytkimi konsekwencjami znanej gry swój-obcy.
  • Wizerunek. Ogromna kasa na promocję wydawana przez koncerny tytoniowe wbijała nam do głowy wizerunek, iż tak zwany prawdziwy facet ma zawyczaj papierosa w zębach.
  • Ukojenie nerwów. “Nerwowo palił papierosa. Zaciągał się krótko, szybko wypuszczając dym”. Prawda to czy nie, faktem jest, że ludzie palą celem uspokojenia się. Bardziej chyba w kwestii opanowania drżących rąk, niż faktycznego wpływu na układ nerwowy.

Sporo tego jak na jedną małą rurkę papieru wypełnioną wysuszonymi liśćmi, nieprawdaż? Ach no przecież byłbym zapomniał, z Anglii przywiozłem również umiejętność samodzielnego skręcania papierosów i zamiłowanie do zapalania zapalniczek bezynowych o dżinsy. To dopiero był szpan. 🙂

No ale przecież nowotwór… Nie no proszę! Wymienione powyżej „nagrody” są natychmiastowe i stuprocentowe. Wymieniona zaś przed chwilą kara jest mocno ewentualna oraz odwleczona w czasie na bliżej nieokreśloną przyszłość. Poza tym przecież każdy i tak musi umrzeć kiedyś. Na jawne ataki rodziny o charakterze „nie dbasz o zdrowie”, miałem zawsze angdotę z poparciem faktami w rzeczywistości.

“Ci którzy palą faję dostają raka ust. Palący papierosy raka płuc. Niepalący zaś po prostu raka.”

To stwierdzenie też mi było miłe dla ucha: “Dziadek palił całe życie i zmarł mając 85 lat z papierosem w zębach”.
Prawda. Ale tylko w połowie. Drugie pół jest takie, że rzeczony dziadek jako jeden z niewielu przetrwał zsyłkę na Syberię i wrócił stamtąd na piechotę. Drogą selekcji naturalnej ostał się wśród żywych jako jednostka wyjątkowo odporna. Prawdopodobnie w Czarnobylu mógłby latać w kąpielówkach bez szwanku dla zdrowia.

Tak czy inaczej argumenty o niezdrowości nałogu mają dla wielu z ludzi naprawdę małe znaczenie. W końcu samo życie jest “śmiertelną chorobą zakaźną, przenoszoną drogą płciową”. Co więc skłoniło mnie do podjęcia decyzji o tym, że:

Kończę palenie?

Po pierwsze przestało mi ono sprawiać przyjemność. Może trochę zbyt szeroko powiedziane. To nie tak, że w ogóle nie było frajdy. Jednak na kilkanaście wypalanych dziennie papierosów przyjemność sprawiały dwa albo trzy. Kolejne trzy zaś z pozostałych, dawały dyskomfort w postaci niesmaku lub lekkiego bólu głowy.

Po drugie urodziła mi się córka. Nie, to nie był wystarczający powód żeby przestać palić. W niektórych sprawach jesteśmy wyjątkowymi egoistami. Był to jednak powód, żeby zaprzestać palenia w domu. O ile w lecie, wychodzenie na pięć minut na “świeże powietrze” można jeszcze uznać za przyjemne, o tyle przy minus piętnaście robi się z tego mentalna zagwozdka.

Po trzecie zaś … nie było „po trzecie”. Pierwszy powód wystarczał a drugi dopełniał.

W kolejnej części więc będzie o tym, w jaki sposób się kończy palenie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Tags: , , , ,

Na razie brak komentarzy.

Zostaw odpowiedź