Idealny kadr

W maju zda­rzy­ło mi się prze­spa­ce­ro­wać wzdłuż ogro­dze­nia war­szaw­skich Łazie­nek. Na nim to bowiem pre­zen­to­wa­ne były pra­ce Annie Leibo­vitz. Lubię uczyć się od naj­lep­szych. Czy wspo­mi­na­łem, że tytuł wysta­wy to „Women”? Nie mogło mnie tam nie być. 🙂

Miej­sce do pre­zen­ta­cji jest świet­ne. Foto­gra­fie od zain­te­re­so­wa­nych dzie­lił traw­nik. Daje to dobrą per­spek­ty­wę i ogra­ni­cza ilość miło­śni­ków pointylizmiu. Mam na myśli tych widzów z przy­kle­jo­nym nosem do wysta­wia­nych prac. Z odle­gło­ści bowiem dzie­się­ciu cen­ty­me­trów dobrze widać, że wydruk zbu­do­wa­ny jest z poje­dyń­czych punk­tów. Doświad­czy­łem dużej ilo­ści tego typu widzów, pocho­dze­nia dale­ko­wschod­nie­go, pró­bu­jąc rok temu ogar­nąć z odpo­wied­niej odle­gło­ści impre­sjo­ni­stów w lon­dyń­skiej Natio­nal Gal­le­ry. Bez dra­bi­ny nie dało rady. 🙂

Pra­ce Ann oka­za­ły się świet­ne. Naj­więk­sze wra­że­nie zro­bi­ły na mnie dwie rze­czy. Pierw­sza to por­tret Mary­lin Leibo­vitz, mamy Annie. Taki por­tret może zro­bić tyl­ko foto­graf, któ­ry cie­szy się peł­nym zaufa­niem oso­by foto­gra­fo­wa­nej.

You look like that only if you trust

Dru­ga zaś to cykl foto­gra­fii, na któ­rych zesta­wio­ne są zdję­cia kobiet wystę­pu­ją­cych w rewii. W pra­cy anio­ły i bogi­nie sexappeal’u .W domu zwy­kłe dziew­czy­ny z rodzi­na­mi i pro­ble­ma­mi życia codzien­ne­go wypi­sa­ny­mi na twa­rzy. Magia sce­ny i kre­acji wize­run­ku.

Pure magic

Aka­pit o pod­cho­dze­niu pod płot miał jed­nak swój cel. W pew­nym momen­cie sta­ną­łem onie­mia­ły po czym po chwi­li wla­złem na traw­nik i z nosem przy­kle­jo­nym do wydru­ku utwier­dza­łem się w tym co widzę. A oglą­da­łem tę foto­gra­fię.

What’s up the­re?

O co cho­dzi z tą anten­ką na gło­wie? Prze­cież to są w peł­ni kon­tro­lo­wa­ne warun­ki. Tak! To jest nie­za­sło­nię­ta firan­ka. Być może wbrew temu co myślę było tyl­ko kil­ka­dzie­siąt sekund na zro­bie­nie tego zdję­cia. Być może było go jed­nak wystar­cza­ją­co, ale ten szcze­gół nie miał dla Ann zna­cze­nia.

Wpa­da­jąc w ten eufo­rycz­ny stan kie­dy nie ma już nic, poza obra­zem na matów­ce, łatwo mi prze­oczyć rze­czy, któ­re w innym wypad­ku od razu bym popra­wił. Póź­niej w stu­dio lecą nie­ce­zu­ral­ne wyra­że­nia pod adre­sem foto­gra­fa. Zna­czy się: opie­przam sam sie­bie.
W pogo­ni jed­nak za dosko­na­ło­ścią tech­nicz­ną, łatwo może umknąć istot­ny aspekt foto­gra­fo­wa­nia. Samo zatrzy­ma­nie chwi­li jest waż­ne. Cza­sem war­to naci­snąć migaw­kę nie zasta­na­wia­jąc się czy moż­na popra­wić dro­biazg. Może i moż­na, ale prze­cież w foto­gra­fii ludzi „nic dwa razy się zda­rza”.

Dzie­ki Ann zoba­czy­łem, że świet­ne w foto­gra­fii nie musi ozna­czać per­fek­cyj­ne.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Tags: , , ,

Na razie brak komentarzy.

Zostaw odpowiedź