Wordcamp 2010 – relacja

JimB40 at WordCamp 2010

11 i 12 grudnia od dawna był zarezerwowany na imprezę doszkalającą w temacie pisania. Na Wordcamp zapisałem się już dawno, kiedy to w końcu listopada dowiedziałem się, że nad morzem organizowany jest Blog Forum Gdańsk. Większa pompa, większe sławy, no i w trójmieście. Byłaby może szansa zrobić w końcu sesję fotograficzną jednej Pani, na którą od dawna mam ochotę. Na sesję – doprecyzowując zaimek. 🙂

Napisałem więc do Gdańska. Ba! Nawet telefon popełniłem do biura prasowego, bo przecież aparat będzie w torbie. Po sympatycznej rozmowie ustaliłem, że zdjęcia robić mogę. Fotograf imprezowy już jest, ale kolejne foty mile widziane. Należy się jednak zarejestrować jako bloger i czekać na wyrok.

Wyrok został wydany parę dni później. “Drogi Blogerze…”, jak ktoś tak zaczyna to wiadomo, że będzie kanapka. Technika kanapki to podawanie negatywnych informacji obudowanych na początku i końcu pozytywnymi. Czyli się nie przedostałem przez sito selekcji. W parametrach były:

  • staranność wypełnienia formularza
  • uzasadnienie chęci uczestnictwa w forum
  • oraz jakość i aktualizację prowadzonego bloga.

Z formularzami zawsze mam problem. Pojechać chciałem, bo można było spotkać wartościowych ludzi. Aktualizacja mojego bloga zaś, woła jak spragniony wody. Też bym się odwalił. Istniały oczywiście możliwości dalszego wkręcania się, ale zdecydowałem, że tym razem trzeba się zdać na wybór losu i pojechać do Łodzi.

Jazda (ale jazda)

It was cold and windy in 'da train'

Dokładnie rzecz biorąc. Ale jazda! 11-go grudnia przed świtem stawiłem się więc na dworcu PKP. Nieświadomy problemów jakie trapią tę organizację. Wziąłem udział w ogólnopolskiej akcji poszukiwania informacji o tym czy pociągi jeżdżą, a jeśli w ogóle to o której. Brak telewizji i słuchanie muzyki w radiu ujawnia czasem swoje słabe strony.

Minister siedząc w ciepłym fotelu zabrał prezesom premie, których nie było i wszyscy mieli być szczęśliwi. Najlepszy komentarz do tej sytuacji jest u mojego życiowego rozśmieszacza boli’ego (Uwaga, treści dla dorosłych!). Na peron przyjechało coś co nie wzbudzało zaufania, ale dla kogoś, kto przemierzał Polskę na wozie z sianem, takie drobiazgi nie mają znaczenia. Wiało po nogach, było w nim zimno, ale jechał i to była jego największa zaleta. W końcu jechałem do Łodzi a nie do Jakucka.

Będąc lekko opóźniony przypomniałem sobie, że nie sprawdziłem jak daleko od dworca jest imprezowa miejscówka. Odpaliłem net i… przypomniałem sobie o Aulo’wej prezentacji startup’u jakdojade.pl. Idealna sprawa. No to sprawdźmy jak ja tam dojadę. I tu okazało się, że moja bateria woła jeść. Krótko więc. Skali na mapie nie było. Na oko wyglądało blisko. Może piechotą? Kliknąłem na idącego ludzika. Po lewej wyświetlił się idący gość z napisem 250m – 5 minut. Szkoda zawracać głowę takówkarzom. Pociąg przyjechał z opóźnieniem, ale 15 minut przed rozpoczęciem imprezy. Sypał śnieg, jednak 5 minut piechotką to sama przyjemność i zdówko.

Po 10 minutach marszu wiedziałem, że coś jest nie halo. Bateria była ledwo żywa, dlatego zacząłem używać jedynej dostępnej nawigacji tzw. nawigacji paszczowo-głosowej. Dwuletnia przygoda z organizowaniem imprez zostawiła mi sporo fajnych nawyków. Między innymi drukuję takie rzeczy jak adresy, telefony. Na wszelki wypadek. Właśnie taki jak teraz. Okazało się że nie 250 m. tylko 2.500 m. Mogłem oczywiście zamówić taxi. W pobliżu jednak nie było żadnej, a czekanie na przyjazd niwelowało różnicę z dotarciem piechotą. No ale ten śnieg w oczy. 🙂

Maszerując Piotrkowską, w zacinającym w twarz śniegu, przy kilkustopniowym mrozie i z 10 kilogramowym plecakiem sprzętu, przed oczami miałem chłopaków z jakdojadę,  siedzących w ciepłych programistyczno-prezesowskich fotelach, a w uszach ich słowa “mamy najbardziej intuicyjny interfejs użytkownika”.  To ja im interaktywnie domaluję im wąsy i będziemy kwita. 😉 Drugi raz tego dnia prezes z ciepłego fotela decydował o moich losach.

Utwierdzam się w przekonaniu, że zaawansowana technologia bez fool-proofing’u jest gorsza od słabszej po takich testach. Nie wierzycie? Maciek miał zaawansowaną technologię transportową w postaci Luxus’a i też się spóźnił. 🙂 Fool-proofing rządzi. Dwadzieścia pięć minut po czasie, uśmiechnięty i w stroju bałwanka którego zdarzyło mi się kiedyś popełnić dotarłem do Politechniki Łódzkiej.

Smiling like a snowman

Powitanie

You'll never get second chance to make first impression

Na moje szczęście problemy transportowe były ogólnopolskie i start imprezy był lekko opóźniony. Przy wejściu miłe zaskoczenie. Pakiet powitalny od organizatorów i sponsorów. Identyfikator ze zdjęciem z Grawatara. Klient zawsze lubi oglądać siebie, swoje logo, mówić o sobie itp, itd. Adres bloga. Wszystko to super sprawa. Dzisiaj zamiast pisać na serwetce robimy zdjęcia telefonami, które zamieniają nam to na tekst. Ja używam Evernote. I najpozytywniejsze zaskoczenie. Agenda na odwrocie. Wyjątkowo praktyczna rzecz którą polecam każdemu organizatorowi. Myślę, że 90% komunikacji “Przepraszam a o której …” zostało wyelimowane. Dorzuciłbym jeszcze nazwę punktu dostępowego WiFi.

Co po stronie plusów ujemnych. Papierowe torby to niefortunny pomysł na śnieg. W zimie trzeba zakładać, że pada. 🙂 Więcej uśmiechu na wejściu. Uśmiech czyni cuda. Ja bym jeszcze dorzucił dla zziębniętych ludzi na powitanie, kubek gorącej herbaty do ręki i od wejścia mamy uczestnika z dobrym humorem. Niezależnie od tego jaką miał podróż. 🙂

Dlaczego to piszę? Bo współorganizowałem wydarzenia. Ba! Wiele razy siedziałem za takim stolikiem. Pozdrawiam Małgosię Zaitz. 🙂 Doskonale wiem, że zawsze sprawdza się powiedzenie: “nigdy nie dostaniesz drugiej szansy aby sprawić dobre pierwsze wrażenie”. Po wejściu na salę kolejna miła niespodzianka. Gniazdek ci u nas dostatek, a bezprzewodowy dostęp do Internetu śmiga bezproblemowo.

always-with-me-agenda

Event business is demanding

Event business is demanding

Dzień pierwszy

Pozytywnie nastawiony, przełączyłem się w tryb przyjmowania wiadomości. Wyjąłem co prawda aparat, ale świadomie zrezygnowałem z pełnego fotoreportażu, bo wtedy mniej korzystam. Formuła imprezy była dosyć ryzykowna w kwestii zainteresowania prezentacjami. Pod  jednym dachem siedzieli deweloperzy, twórcy treści i ludzie którzy swoją przygodę z pisaniem w Internecie dopiero zamierzali rozpocząć. Taki zestaw w celach poszerzenia sieci kontaktów nie budzi wątpliwości, natomiast czy gość reastauracji, kelner i kucharz są zainteresowani tym samym?

Świetnym posunięciem było pytanie Jakuba Milczarka, o to ile osób z poszczególnych grup jest na sali. Jeżeli prelegent był uważny mógł szybko dostosować akcenty w swoim wystąpieniu. Nie wszyscy skorzystali. Chociaż pracowałem w agencji interaktywnej dzisiaj huk (ang. hook) kojarzy mi się z granatem. Nie wzbudza entuzjazmu ani nie przyciąga mojej uwagi. Przykładem może być prezentacja o bezpieczeństwie wordpress’a. Ogólne ogólniki. “W kafejce nie blogować, albo kasować pamięć podręczną”. Deweloper przysypiał, a bloger ziewał. Z podniesionych rąk wychodziło że laików było niewielu. Sprzedają się konkrety. Zamiennie czasami żywa i dowcipna narracja. Jak nie ma ani jednego ani drugiego to nie ma nic. Nieliczni rodzą się z talentem przekazywania, cała reszta włączając mnie dochodzi do efektów żmudnym treningiem.

W kontraście za to prezentacje, które mi utkwiły w pamięci. Świetna prezentacja Krzyśka Lisa o zarabianiu na blogach. Konkret bez ściemy. W jakich obszarach pisze. Jakich wtyczkek używa. Jakie działania marketingowe prowadzi. Pozycjonowanie. Co się sprawdziło a co nie. No i oczywiście to ulubione pytanie publiczności, ile?

Syndrom NIH. Prezentacja Marka Kowala z onet.pl. Oczywiście sprzedażowa. Oczywiście z komentarzami anty z loży szyderców. 🙂  Tak czy inaczej Marek pokazał polską alternatywę dla wordpress.com. Z punktu widzenia twórcy treści zapewnia bezproblemowy start z możliwością przejścia na poznaną platformę jak wzrosną oczekiwania. Czy się komu podoba czy nie, podstawowym zasobem jest treść. Za 10 lat słowo WordPress może być tylko hasłem w encyklopedii. Treść zostanie na innej platformie. Tak jak dziś czytamy “Alicje w Krainie Czarów” na iPodzie.

Potem czas na szybki obiadek. Organizatorzy podpowiedzieli gdzie można znaleźć miejsca z paliwem, ale konsultacja telefoniczna ujawniła “stację paliwową” bardzo blisko. Ja już swoje maszerowanie  w śnieżycy zaliczyłem. 🙂 Po przerwie mój faworyt to “Grafika dla laika”. Czasem przychodzi czas na autobanner. A wynajmowanie kogoś do tak prostej sprawy bywa nieopłacalne.

Małgosia Zaitz przejrzała dla nas darmowe narzędzia. Brakowało mi jednak prostych narzędzi do tworzenia określonych czynności. Np. banner 125×125. grafika, i zmieniający się tekst. Tylko proszę nie pisać, że jest GIMP albo Photoshop.

Łukasz Girek pokazał rynek producentów skórek do WordPress (ang. theme developer). Co prawda część tej wiedzy już miałem, ale dobrze usłyszeć, że poszedłem dobrą ścieżką. Kupiłem jakiś czas temu Woo i mogę polecić każdemu kto ceni wygodę i elastyczność, a przy tym ceni możliwość pomocy technicznej. Dla siebie lub kogoś kto mu pomaga od strony technicznej. Interesująca była natomiast część start-upowa prezentacji Michała, czyli jak powoli buduje on sobie kolejne stabilne źródło przychodów.

Na temat prezentacji stricte technicznych się nie wypowiadam. Deweloperzy na sali byli zainteresowani, a ja w tym czasie robiłem przelewy. 🙂

Grand opening

Notebooks everywhere

Afterparty w klubie Stereo.

Co prawda sprawiał on wrażenie, że nie jedno już widział, ale była 19:00 i w miarę spokojnie można było pogadać. Pifko w cenie pięciu złotych wzbudziło moje niekontrolowane zdziwienie i w ten sposób odkryłem iż jestem zamiejscowy. 🙂 Nie było wydzielonej salki, a klub przestrony i ogólnodostepny, więc polowanie na uczestników konferencji odbywało się z użyciem pamięci wzrokowej lub wykorzystaniem nie pozdejmowanych identyfikatorów. Ze względu na prywatne zajęcia wieczorne, mój czas ograniczony był do 20:00/20:30 ale luźne rozmowy zaprocentowały wspólną podróżą powrotną. 🙂 Wychodząc mijałem młode dziewczyny w czarnych skórach z nieprawdopodobną ilością kolczyków. Ten klub na pewno niejedno jeszcze zobaczy. 🙂

Dzień drugi

Niestety znów nie doszacowałem czasu dojazdu i przyjazdu taksówką, więc dotarłem w połowie pierwszej prezentacji. Widząc piękną kobietę jako prelegentkę zrezygnowałem z resztek wiedzy na rzecz obrazu i wziąłem aparat do ręki. Osób było mniej. Podobno afterparty było udane. 🙂

Druga prezentacja Jakuba Milczarka zmieściła się, jak podaje IMGW odnośnie rzek, w górnej strefie stanów wysokich. Konkrety wynikające z praktyki. Sprawnie o tym, że blog jak każda inna strona ma być użyteczna dla klienta czyli czytelnika. Z przykładami, punkt po punkcie.

Interesujący mnie WordPress MultiUser Bartosza Bilickiego niestety nie spełnił moich oczekiwań. Co prawda można się było dowiedzieć co to jest. Tylko że ja już to wiedziałem. Chcąc rozdzielić działy psycho i techno kombinuje z WP MU. Zabrakło praktycznych informacji o kompatybilności wtyczek. Siłą WordPress’a jest ilość działających, sprawdzonych i rozwijanych wtyczek. To one stanowią o sile tej platformy. Każdy kto ceni sobie czas nie przesiądzie się na nowy soft, bo ma jedną funkcję więcej. Uwielbiam szybkość działania przeglądarki Chrome, ale przesiadłem się na nią z Firefox dopiero jak wyprodukowano wtyczki do Evernote i 1Password. Ilość czasu jaki dzięki nim zaoszczędzam powodował, że ich brak nie kompensował szybszego działania Chrome.

W międzyczasie przypadkowo ucinam sobie rozmowę z Maćkiem Dems’em. Kiedy okazuje się, że Maciek fotografuje i drukuje, oczywiście wsiąkamy w takie rzeczy jak spektrofotomery czy drukowanie na papierze niefotograficznym.

I'll do some photo today

Afterparty was successful

Po przerwie.

Adam Aleksander Klimowski opowiedział o wykorzystaniu WP w organizacjach studenckich. Z naciskem na… organizację wydarzeń. “Wyobraźcie sobie Państwo jak trudno skoordynować zapisy 350 osób w arkuszu kalkulacyjnym”. My sobie nie wyobrażamy, my to wiemy. Podane zostało dużo informacji z praktyki. Na przykład, bardzo celne stwierdzenie: Czasem warto klientowi zostawić starsze i mniej wydajne technologicznie narzędzia, jeśli wiadomo, że pracę z jego użyciem wykona poprawniej i szybciej.  Plus konretne narzędzia. Wtyczki! 🙂 Przeszkadzał trochę mentorski ton prezentacji.

WP Sprzedawca Konrada Karpieszuka. Czyli wtyczka do prowadzenia sprzedaży plików z WP z użyciem SMS premium i systemu dotpay.pl.  Bardzo celny strzał w lukę na rynku. Konrad jednak chyba nieświadomie nie wybrał jednego celu prezentacji. Jeżeli sprzedażowa, to milczymy na temat tego jak trudno nam to rozwijać i jakie mamy z tym hocki-klocki. Klienta płacącego interesuje: Ile zapłaci i dlaczego tak drogo oraz co za to dostanie. W przypadku oprogramowania czy będzie rozwój i wsparcie. Tematem mogła być historia powstawania wtyczki deweloperskiej. Ale nie była. Produkt 5, prezentacja 3. 🙂

I to już miało być na koniec z interesujących mnie rzeczy. Torba przygotowana do spakowania. Kiedy na scenę wyszedł Rafał Świątek. Okazał się człowiekiem z kanapy na after  (a mówili żeby zrobić research prelegentów wcześniej).  Już pierwsze słowa przykleiły mnie z powrotem do fotela. Tego właśnie brakowało. Spinaczem konferencji jest Worpress, czyli narzędzie ułatwiające publikację w Internecie. Na koniec dnia chodzi jednak o takie ponadczasowe rzeczy jak pisanie i publikację w ogóle. Rys historyczny od czasów Gutenberga. Typografia. Rzeczowy ton prezentacji, spokojny i pewny głos Rafała. Bardzo dużo dobrej wiedzy i iskieki w oczach, widać pasję. Sama przyjemność. Jak dobra kawa po świetnym obiedzie. 🙂 Szkoda, że dał się zdominować pytaniami i opowieściami z sali. Mam świadomość, że forma jest dla mnie nie mniej ważna co treść. Wie to każdy kto otrzymał odbitkę ode mnie. 🙂 Chętnie skorzystam z wiedzy i przekazanych porad.

Jeszcze podziękowania dla Jakuba i zespołu za imprezę. I czas się zbierać na pociąg.

Jacob says: "Dear Parishioners time to go home"

Typography made easy

Powroty

W międzyczasie okazuje się, że zmiana rozkładu PKP to wydarzenie pretendujące do ogłoszenia stanu klęski żywiołowej. Pociąg, co miał być, to go nie ma, będzie później. Z Tomkiem Słowińskim, prowadzącym iblog.pl, z którym fajnie się rozmawiało na afterze, ustalamy chęć wspólnego powrotu. Zawiązuje się nieformalna grupa-użytkowników-opóźnionych-pojazdów-szynowych z chęcią spożycia czegoś przed podróżą.

Poznaje część loży szyderców. 😉 U Pawła Orzecha czytam na identyfikatorze połykaj.pl Nie staram się zgłębić tematyki. Maciek Czapla (^bokeh). Pewnikiem coś z fotografią na rzeczy. Tym razem taksówkami śmigamy do Manufaktury. Jedzonko na szybko, pogawędka i w drogę.

Pociąg w innym terminie, ale punktualnie. Gawędzimy sobie z Tomkiem o fotografii i biznesie. Tomek wysiada, a my z Kubą Niewiarowskim prowadzimy dysputy o technologii aż do samej Warszawy. Pani z fotela obok rzucała spojrzenia zatytułowane “Nic nie rozumiem”. Nie dziwne proszę Pani. Kuba to najprawdziwszy ^marsjaninzmarsa. Ja na przykład, rozumiem tylko dlatego, że przez parę lat siedziałem z marsjaninami w jednym pokoju. 😉 Może dlatego  dowiedziałem się, jak mam organizować odbieranie rozmów w aucie na innym telefonie, ale tym samym numerze. Dzięki Kuba.

Na Dworcu Centralnym atmosfera jak w czasie ewakuacji Sajgonu. Żegnamy się z Kubą i do domu, bo zmęczenie daje się we znaki.

Podsumowanie

Perfekcyjna organizacja. Gratulacje jeszcze raz dla zespołu. Proszę pamiętać, że impreza była sponsorowana, i wejście na nią było bezpłatne. Z budżetem nieporównywalnym do Blog Forum. Zaangażowanie i praca mają zawsze największe znaczenie. Takie przedsięwzięcie to wiele drobnych elementów, które składają się na końcowy sukces. A tu widać, było myślenie o detalach. Dobry dobór tematów powodował, że ewentualne znudzenie poszczególnych grup uczestników było chwilowe.

Występowali praktycy. To ważne. Po drugiej stronie są ludzie, którzy mają już sporo wiedzy. Szukają jej poszerzenia lub wymiany. Jeżeli  pojawi się kolejna edycja z pewnością wpiszę ją do kalendarza imprez wartych odwiedzenia. Czytając komentarze o zajadliwo-napastliwym charakterze niektórych wystąpień na Blog Forum Gdańsk, oraz patrząc na etap rozwoju mojego bloga, decyzja o odwiedzeniu WordCamp była całkiem słuszna.

Kończę z podziękowaniem dla organizatorów, za kawał solidnej roboty i pozdrowieniami dla poznanych osób.

Galerię pary zdjęć znajdziecie na flickr.com oraz na photo.jimb40.com

PS.
Chłopaki (you know who), jak spojrzałem, w jakim tempie wrzucacie wpisy na blip’a, to Was nie dodam, bo mi się suwak przewiajnia w przeglądarce popsuje. 😉 Podziekowania dla Jarka za poratowanie kabelkiem do prądu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Tags: , , , ,

10 komentarzy do “Wordcamp 2010 – relacja”

  1. konradk - wpzlecenia.pl poniedziałek, 10 Styczeń 2011 dnia 14:22 #

    hej 🙂 fajny opis 🙂

    – papierowe torby byly kombinowane w ostatniej chwili 🙂

    – dodaj jakis plugin do sledzenia komentarzy 🙂

  2. JimB40 poniedziałek, 10 Styczeń 2011 dnia 15:39 #

    @Konrad, dziękuje za komentarz.
    Takie drobiazgi jak torby nie przyćmią ogólnego wrażenia profesjonalnego przygotowania imprezy. Zwykłem dawać pełny feedback bo tylko tak można coś ulepszyć. Jak powiedział szef frisco.pl najlepszy dla rozwoju jest klient awanturujący bo skoro sie awanturuje to rzeczywiscie cos poszlo nie tak i trzeba to poprawić.
    Nie wrzucałem RSS do komentarzy, bo tematyka na blogu zbyt szeroka. Faktycznie by się przydało coś… kiedy beda prezentacje on-line bo nie wszystko notowałem? ::

  3. Szymon Skulimowski poniedziałek, 10 Styczeń 2011 dnia 16:21 #

    Dzięki za szczerą opinię na temat mojej nudnej prelekcji. Nie jestem z niej zadowolony bo jak przestudiowałem materiały to okazało się, że powiedziałem mniej niż powinienem (pomijam fakt, że strzał w grupę docelową był pudłem) ale obiecuję nad tym popracować tak żeby następnym razem było lepiej.

    Tymczasem zapraszam na moją stronę bo jednak przekazywanie wiedzy taką drogą idzie mi zdecydowanie lepiej :-).

  4. JimB40 poniedziałek, 10 Styczeń 2011 dnia 18:17 #

    @Szymon nie myli się tylko ten co nic nie robi. Poza nielicznymi przypadkami talentów wszyscy pozostali ćwiczą praktycznie a po jakimś czasie wychodzi im to coraz lepiej 🙂

  5. konradk - wpzlecenia.pl poniedziałek, 10 Styczeń 2011 dnia 19:22 #

    hej, kiedy pisalem o subskrybcji komentarzy, chodzilo mi o to 🙂

    http://muzungu.pl/2010/09/07/grzech-smiertelny-kazdego-blogera/muzungu-skomputeryzowany/wordpress-muzungu-skomputeryzowany/

  6. Paweł Orzech poniedziałek, 10 Styczeń 2011 dnia 23:39 #

    Piękna relacja, swoją drogą jedna z niewielu, na którą czekałem. 😉
    Loża szyderców pozdrawia i mam nadzieję, że do zobaczenia na kolejnym wordcampie :)!

  7. JimB40 wtorek, 11 Styczeń 2011 dnia 14:25 #

    @Konrad
    Właśnie ta informacja mi umknęła. Wspominał o tej wtyczce Krzysiek Lis ale gdzieś mi umknęło. Teraz będzie łatwiej

    @Paweł Dziękuję. W dzieciństwie oglądałem namiętnie MuppetShow. Loża szyderców ale profesjonalna jest zawsze pożądana.

  8. marsjaninzmarsa czwartek, 3 Marzec 2011 dnia 15:13 #

    ok, jak to możliwe, że dopiero teraz trafiłem na tę relację?? 😛

  9. JimB40 niedziela, 6 Marzec 2011 dnia 23:24 #

    Nie mam pojęcia ale na Marsa kawał drogi 😉

Trackbacki/Pingbacki

  1. Aula 61 – felieton i fotorelacja | JimB.40 Blog - środa, 9 Marzec 2011

    […] prag­ma­ty­zmu zgu­bili, czym się wła­ści­wie Miko­łaj zaj­muje. My byli­śmy na Word­camp’ie to wiemy, że jest nowo­cze­snym księ­ga­rzem. Sesja Q&A została […]

Zostaw odpowiedź