Blogowy koniec roku 2010

Nie całe dwa dni pozostały do godziny zero w roku 2011. Niektórzy podsumowują, niektórzy nie. Druga rocznica pisania przypadnie koło maja-czerwca. ale pomysł David’a sprawdzania postępów w imieniny miesiąca (1.1, 2.2, 3.3 itd) jest warty uwagi. Zamiast weekly review z GTD robimy łagodniejszą wersję czyli monthly review. Moja wersja najłagodniejsza half-year review.

Zbliża się koniec roku. Czy realizuję to co zamierzam?
Przeczytałem więc swoje “Quo Vadis” z czerwca. No to po kolei.

Regularność

Wystarczy spojrzeć na archiwum i widać, że regularność pisania ma amplitudę tsunami. Nie ma 4 wpisów miesięcznie regularnie. A średnio to nie to samo. Dlaczego?

Zapewnienie wpisów na poziomie o jakim myślę to robota co najmniej na pół etatu. Nie godzinka ani nie dwie. Artykuł raz w tygodniu to 3-4 godziny dziennie przez 3 dni. Wyizolowane to mało. Jak się doda pozostałe zajęcia życiowe, okazuje się że dużo. Stąd tez draftów co nie miara, pomysłów na wpisy jeszcze więcej a publikacji nie wiele.
Wciąż jestem w okresie kiedy trzeba poświęcać dużo pracy a wymiernych efektów nie widać.
Co w takim razie jest wymiernym efektem na dziś?

Radość z pisania.

Umknął mi ten fakt i się rozmył. Pisząc mam poczucie zadowolenia. Ważna sprawa żeby robić coś co nas cieszy. I tu już przyszpilam problem. Przygotowanie publikacji na przyzwoitym poziomie (korekta, grafika, linko-grafia) to już normalna praca. I to w pełnym wymiarze. Kiedy przychodzi ten kreatywny moment chwytania za pióro, to nie pomyłka piszę nie tylko na klawiaturze, wszystko dzieje się błyskawicznie. Pół godziny, godzina i jest tekst. Po tej godzinie kusi mnie żeby nacisnąć publikuj. Wiem jednak, że dłuższy tekst na tym stadium zawiera rózne błędy. Klawiaturowe pomyłki, interpunkcja lub po prostu brak słowa który burzy sens zdania. No to puszczam go do korekty, organizuje grafikę, robię linko-grafię. Tu właśnie następuje zwykle blokada. Czasem zapomnę o wpisie i o tym, że leży w katalogu draft. Następnego dnia był jakiś młyn z innymi sprawami i tak sobie leży. Czasem zaś zapominam bodźcować osoby współpracujące. Wychowując córkę zauważyłem, że zasadniczo nie ma innego skutecznego bodźca (poza zachowaniami nieetycznymi) jak własny przykład.

Radość kogoś, że ktoś przeczyta i uzna za wartościowe.

Daje to niesamowity dopływ pozytywnej energii. Przetestowane. Ale poza chyba nielicznymi przypadkami, żeby efekt był stały i nie sporadyczny trzeba konsekwentnej pracy w postaci pisania i informowania o tych wpisach przez dłuższy czas.

I tu gładko mogę już doprecyzować pytanie z czerwca.

Po co piszę?

1. Dla siebie
Pisanie porządkuje mi myśli, pozwala lepiej widzieć zależności, wyciągać wnioski.
Blog to lustro w którym mogę się przejrzeć. Mało tego ma taką fantastyczną funkcję, że mogę na siebie popatrzeć kiedy byłem o rok młodszy.

2. Dla innych
Niektóre z tematów, przemyśleń, spostrzeżeń lub tez wiedzy mogą być wartościowe dla czytelników. Prawie każdy kto pisze blog tak uważa. Bloggerów jak narodu chińskiego w dobie przed kontrolą narodzin. Ja jednak usłyszałem kilka razy w rozmowie w cztery oczy, że byłem pomocny. Kilka razy zdarzyło się również zaobserwować działania inspirowane moimi przemyśleniami. Warto więc.

Kto ma za to “płacić”?

Czas ma wymierną wartość, prąd kosztuje, serwer kosztuje, support kosztuje… hej witamy w realnym świecie. Komercjalizacja bloga to temat gorący jak letnie dziewczyny w bikini. Czy tylko ja jestem zdziwiony że na gdańskim BlogForum nie doszło do rękoczynów? Co by łatwo nie było, zanim jeszcze człowiek osiągnie BEP, zwykle już dostanie mu się za sprzeniewierzenie.

Chwilowo nie ma o czym gadać. W tematyce rozwoju osobistego i psychologii utrzymanie niekomercyjnego statusu wydaje mi się być oczywistą sprawą. Ale technologiczno-innowacyjne tematy mają lżejszy kaliber i mogę chyba potestować dostępne formy reklamy lub sponsoringu w celu skompensowania kosztów.

Tematyka

Z grudniowego WordCamp’a 2010 w Łodzi (draft wpisu od tygodnia przedziera się przez ścieżkę publikacji) wyniosłem cenną informację:
Wąska tematyka ma swoje niezaprzeczalne zalety.
Sam to obserwuje po swoich RSS’ach. Zwykle interesuje mnie temat. Jak autor odchdzi zbyt często od tematyki, w której postrzegam go jako specjalistę, RSS zaczyna powoli zmierzać do kategorii „Zastanowić się czy warto”. To rozdzielać czy nie. Temat czy osoba? Przemek Pająk pisze na jednym. Wojtek Pietrusiewicz na dwóch. Michał Górecki na … trudno określić dużo w każdym razie. 🙂
Jak pojemna jest nisza?

Chyba się nie dowiem póki nie spróbuje. W czerwcu się nie zdecydowałem na rozdzielenie tematyki. O mnie w głowie wszystko a czasem i artykułach wszystko się magicznie zazębia. Teraz mam głowie że nie które tematy z kategorii rozwoju osobistego mają różny kaliber od testu ipod’a, że wewnątrz rodzi się potrzeba rozdziału od technologii. Zawsze można linkować do wpisów na drugim blogu.

Fotografia zaś w dwóch miejscach. Wymaga wiedzy o technikaliach, komputerach itp. ale samo fotografowanie, ludzi zaś szczególnie to już bardziej psychologia.

I tak sobie rozmyślając machnąłem mimochodem schemacik zwany dziś szumnie infografiką 🙂
Rozdzielać czy nie? Oto jest pytanie godne chirurga i bliźniąt syjamskich.

Ciąć albo nie ciąć? Oto jest pytanie

Jak ktoś ma przemyślenia w formie porady chętnie posłucham.

Podsumowanie

Chcę dalej pisać to jasne. Cztery wpisy miesięcznie. Trzeba pokombinować organizacyjnie. Przy szybkich i krótkich wpisach nie stosować tych samych kryteriów poziomu zawartości bo ich po prostu nie będzie. Odpalić TechBloga i zobaczyć co z tego wyniknie. W końcu jak gdzieś przeczytałem cała radość z blogowania polega na tym, że możemy pisać kiedy, jak i gdzie chcemy. Jedynym ryzykiem jest, że czytelnicy odpłyną w siną dal. Póki nad głowa nie stoi producent lub sponsor z długoterminowym umowami to ryzyko jest przykre ale niegroźne życiowo.

Ten wpis nie przeszedł założonej ścieżki publikacji. Testowo.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Tags: ,

Na razie brak komentarzy.

Zostaw odpowiedź