Lokalizacja: Warszawa, Kępa Potocka
Czas: grudzień 2009, przed zachodem słońca
Ekipa: 1x chętna modelka, 1x aktywny fotograf
Sprzęt: 1x body Canona, EF50/1.4, EF70-200/4.0, 2x lampa EX580, 1x statywy do lamp
Niezbędne dodatki: rękawiczki i czapki
Pod koniec zeszłego roku, dokładnie tuż przed świętami, siedziałem sobie czytając po fotografowaniu ludzi. Dokładnie o portretach i sesjach. Grudzień był chłodny ale bezśnieżny. Pogoda taka sobie. Kiedy to niespodziewanie koło 14:00 zaczęło się przecierać i wyjrzało słońce. Pamiętam jak dziś. W 10 sekund zrozumiałem ideę słowa fotografia. Światło. Na zewnątrz było super światło. Spojrzałem na książkę i w kolejne 10 sekund zrozumiałem następną rzecz związaną z fotografią portretową. Chce się jej nauczyć? Ależ oczywiście… to co ja robię na fotelu w domu?
Później sprawy potoczyły się błyskawicznie. Telefon w temacie teleobiektywu. Na szczęście przyjaciele byli w domu. Szybki rachunek sumienia kto się zdecyduje pozować mi w niedzielne po południe. Sprawę komplikowały dodatkowe wymagania. Od czasu pożegnania się ze smutnym-kotem, który pozował przez pół roku, wiedziałem że model ma mi się podobać. Ponieważ, dlatego, że później w studio będę się na te fotografie patrzeć godzinami. Na szczęście wyrwana z niedzielnego lenistwa Weronika stanęła na wysokości zadania, obiecawszy iż pół godziny na przygotowanie wystarczy. Z perspektywy czasu podziwiam. ![]()
Szybkie pakowanie i w drogę. Dorzuciłem też drugą lampę z pomysłem postawienia jej na statywie. Warszawa w niedzielę pusta więc na drugi koniec miasta przemknąłem błyskawicznie. Szybko — bo miałem już praktyczną wiedzę, że ładne światło jak szybko przychodzi tak szybko może odejść. W głowie szukałem jakiegoś parku w pobliżu. Do głowy przychodziła Cytadela. Szybki rzut oka jednak na niebo spowodował naciśnięcie hamulca przy Kępie Potockiej. Została maksymalnie godzina a mostki prezentowały się zachęcająco.
Póki było słońce jedna lampa robiła za klucz (key-light) a zachodzące słońce robiło za efekt. Całkiem niezły. Później starałem się błyskać w kontrze z dwóch stron.
Spostrzeżenia
Nie szkolony do występowania przed publiką człowiek (czyli większość) postawiony na środku czegokolwiek w miejscu publicznym czuje się nieswojo. I to widać. Problem rozwiązuje coś czego można się przytrzymać lub o co można się oprzeć. W miarę trwania sesji, i nabywania zaufania rzeczy te staja się mniej potrzebne. Ciekawostka, kobiety są w stanie trzymać się własnej torebki.
Oznacza to również, że jakiś rekwizyt spełni podobną funkcję.
Świadomie lub też mniej świadomie rozmowa płynęła nam w różne obszary. Czasem wesołe, czasem wręcz przeciwnie. Ponieważ się znamy to łatwiej było mi zadawać trafne pytania. Pytania które wywoływały emocje. Czytałem o tym wcześniej. Co innego jednak czytać a co innego wywołać i zobaczyć na swoich fotografiach.
Brak techniki mocno przeszkadza. Jak we wszystkim. Już wiem co chcę osiągnąć ale brak umiejętności szybkiego znalezienia odpowiedniego guziczka powoduje frustrację lub wręcz uniemożliwia zrobienie tego na co mam ochotę. Emocje trwają czasem tylko ułamek sekundy. Zasada jest wyjątkowo prosta jesteś gotów i nacisnąłeś migawkę albo nie.
Trzeba myśleć o kontekście. Kontekst tamtego popołudnia był taki, że było zimno. W czasie jak zmieniam ustawienia sprzętu model/ka bezproblemowo może założyć rękawiczki… tylko trzeba o tym powiedzieć
Przed sylwestrem wiedziałem już, że rok 2010 będzie rokiem praktykowania z “żywą” materią.
Z przyjemnością dla „żywej materii” i dla mnie.







Trackbacki/Pingbacki
[…] sesja z Weroniką dała mi impuls do poszukiwania wiedzy w formie praktyki. Szkoleń co nie miara, a wiedzy o ich […]