Kupowanie rzeczy czyli czy ten dysk jest cichy?

Kupo­wa­nie to emocje

Będzie o tym jak kupo­wa­łem. Tym razem dysk zewnętrzny do Mac­Bo­oka. Co mną kie­ruje w cza­sie podej­mo­wa­nia decy­zji o zaku­pie? W jakim stop­niu można pole­gać na recen­zjach w inter­ne­cie i sprze­daw­cach w skle­pie w celu pod­ję­cia wła­ści­wej decy­zji? Jeśli tylko ska­nu­jesz lub nie inte­re­suje Cię psychologiczno-​opisowa część wpisu, na końcu znaj­dziesz nazwę zwy­cięzcy pry­wat­nego kon­kursu.

Mam bar­dzo subiek­tywny i emo­cjo­nalny sto­su­nek do swo­ich zdjęć. W związku tym, kaso­wa­nie pliku z obra­zem wiąże się z wyjąt­ko­wym bólem. To nic, że nic nie widać. Być może za 10 lat wyna­le­ziona zosta­nie tech­no­lo­gia, która pozwoli coś zoba­czyć. Przez chwilę dałem się prze­ko­nać (sam sobie) o zbęd­no­ści posia­da­nia 10 iden­tycz­nych nie­do­świe­tlo­nych ujęć. Pełna matryca skut­kuje pli­kami na pozio­mie ponad 20MB sztuka. Odkry­cie trybu sRAW pomo­gło tylko tro­chę, bowiem szybko zostało zni­we­lo­wane przez odkry­cie bracketing’u eks­po­zy­cji. :)

I tak nade­szła chwila kiedy to dysk zewnętrzny zaczął mnie bła­gać od prze­strzeń „życiową”. No to myk. Szybka wycieczka do sklepu dla inte­li­gent­nych ina­czej. Roz­mowa z Panem, który wie­dzę posiada z napi­sów na pudeł­kach. Jego reko­men­da­cja pro­duktu w pro­mo­cji. Po godzi­nie pod­łą­cza­łem do portu USB, czar­nego „potwora” o pojem­no­ści 1TB firmy Trek­Store. Cóż za radość. Pojemny, ładny. Ma się tego nosa do tech­no­lo­gii i zakupów.

O tym, że decy­zje bez zasta­no­wie­nia są zwy­kle błędne wie­dzia­łem już dawno. Skoro jed­nak ktoś, nazywa mnie od czasu do czasu „słońce” to mogę mieć rów­nież zaćmie­nia. Kul­tura pracy przy­po­mi­nała siecz­kar­nię po sezo­nie żniw. Siecz­kar­nię scho­waną w sto­dole odle­głej o kil­ka­na­ście metrów, ale zawsze. Przy porów­na­niu do poprzed­nika było nie­źle. 5-​letni już dysk 160GB w skrę­ca­nej ręcz­nie obu­do­wie za 20 zł pra­co­wał jak die­sel koparki na 30 stop­nio­wym mro­zie. O czym prze­ko­na­łem się nie­ba­wem to fakt, iż zaku­piony dysk odmon­to­wy­wał się w naj­mniej ocze­ki­wa­nym momen­cie. Naj­chęt­niej w cza­sie kopio­wa­nia. Po mie­siącu uzna­łem zatem, że mój moni­tor (sto­jący PRZED dys­kiem) może wziąć wszyst­kie nie­cen­zu­ralne zwroty pod adre­sem dysku do sie­bie i prze­stać wyświetlać.

Trzeba było pogo­dzić się z prze­graną i zagrać jesz­cze raz. Sie­dzia­łem wła­śnie patrząc na stronę z nazwą na G. Wstu­ka­łem „mac dysk zewnętrzny” i zanur­ko­wa­łem w sieć. Po godzi­nie prze­glą­da­nia spe­cy­fi­ka­cji mia­łem wstępny ogląd. Następ­nego dnia kon­ty­nu­owa­łem bada­nia. Z lubo­ścią wpa­try­wa­łem się w for­te­pia­nowo poli­tu­ro­wany LaCie i z jesz­cze więk­szą przy­jem­no­ścią na cenę zwy­kłej obu­dowy i dysku. Przej­rza­łem fora dys­ku­syjne, co chwila grzę­znąc w wąt­kach pobocz­nych o kolo­rze kabla do połą­cze­nia lub prze­wagi marki X nad marką Y ogól­nie. Może RAID bo piszą że szybki. A może jed­nak ten poma­rań­czowy Lacie? Piszą, że mozna nim rzu­cać. Nigdy nie wia­domo kiedy mi sie zachce rzu­cać dys­kiem. Pomy­śla­łem, że zapy­tam Jego Emi­nen­cję Mądrość Zbio­rową zwaną potocz­nie Blip’em. Blip w oso­bie 1 użyt­kow­nika odpo­wie­dział dostoj­nie, że i owszem Western Digi­tal pra­cuje bez zarzutu 24 godziny na dobe od roku.
Po kolej­nej godzi­nie dotarło do mnie, że nie odpo­wie­dzia­łem sobie na pyta­nie: „Co jest dla mnie ważne?”. Jest więc wielce praw­do­po­dobne, że spę­dzę jesz­cze parę takich godzin, po czym zmę­czony „natło­kiem infor­ma­cji”, wybiorę dysk naj­tań­szy lub pole­cany przez sprze­dawcę. Czyli powtó­rzę błąd.

Co mogę zro­bić”? Wbrew obie­go­wemu stwier­dze­niu, myśle­nie boli. Nie­chęt­nie więc przy­zna­łem się sobie, że powi­nie­nem okre­ślić wła­sne potrzeby i pre­fe­ren­cje. Ale jak? Kiedy myśli bie­gają jak mrówki po wło­że­niu kijka w ich cha­łupę. Mój wzrok przy­pad­kowo padł na książkę „Jak pytać by uzy­skać to czego chcesz”. No prze­cież! Mam już wie­dzę w głowie.

Okre­śla­nie potrzeb

Do czego mi ten dysk?:

  • Pod­sta­wowe miej­sce skła­do­wa­nia mul­ti­me­diów. Przede wszyst­kim zdjęć, z moż­li­wo­ścią kom­for­to­wej pracy z pli­kami na tym dysku.
  • Bie­żąca kopia bez­pie­czeń­stwa — bac­kup. Naresz­cie Time Machine pokaże co potrafi.
  • Do biura. Wyno­sił go nie będę. A jeśli nawet to od wiel­kiego dzwonu.

Czemu chcę kupić nowy?

  • Aktu­alny dysk robi mi psi­kusy z roz­łą­cza­niem się i pra­cuje za głośno.

Jak dysk byłby ide­alny i speł­niał te warunki?

  • Pojemny — Im wię­cej tym lepiej. Miej­sca na dysku nigdy nie było za dużo. Nie­za­leż­nie od wiel­ko­ści. W per­spek­ty­wie 2 lat i tak zabraknie.
  • Szybki — Jeden dzień z apa­ra­tem to czę­sto 8 lub 16GB. Poza tym chcę pra­co­wać na pli­kach znaj­du­ją­cych się na tym dysku.
  • Nie­za­wodny — Poprzedni dysk potra­fił się odmon­to­wać w dowol­nie wybra­nym momen­cie, który uznał za wła­ściwy. Ma sie nie psuć. Czas poświę­cony na zaj­mo­wa­nie sie spra­wami ser­wi­so­wym to strata finansowa.
  • Cichy — Od czasu wywa­le­nia z domu PC’ta brak hur­go­ta­nia, świsz­cze­nia, brzę­cze­nia lub jakich­kol­wiek innych odgło­sów postrze­gam jako zaletę.
  • Ładny — Design, design, design. Będzie stał na biurku i będę na niego patrzeć klika godzin dzien­nie. Nie chce patrzeć na wczesno-​radziecką wer­sję maszyny do pisania.
  • Tani — Czasy nie­ła­twe, sza­sta­nie pie­niędzmi niewskazane.
  • Przy­zwo­ity ser­wis — Życie nauczyło, że w pol­skich warun­kach naprawa może trwać dwa tygo­dnie dni. Byle nie cztery miesiące.

Pre­fe­ren­cje i priorytety

No to mamy zestaw, który już na pierw­szy rzut oka wygląda jak wyma­ga­nia panny na wyda­niu w sto­sunku do przy­szłego mał­żonka, zwa­nego piesz­czo­tli­wie Książę z Bajki. Nie­stety ksią­żęta są towa­rem defi­cy­to­wym. Na potwier­dze­nie pole­cam obej­rzeć Shreka. Trzeba było upo­rząd­ko­wać prio­ry­tety. Wybrać dwa albo 3 na któ­rych mi naj­bar­dziej zależy.

  1. Nie­za­wodny — Odmon­to­wy­wa­nie w dowol­nym momen­cie cza­sie pracy to dys­kwa­li­fi­ka­cja nie­za­leż­nie od jako­ści pozo­sta­łych parametrów.
  2. Szybki — W subiek­tyw­nym sen­sie np. braku mojej iry­ta­cji na czas gene­ro­wa­nia peł­nego pod­glądu zdję­cia. Czas to pie­niądz. Wydam tutaj to zaosz­czę­dzę na bez­pro­duk­tyw­nym patrze­niu na pasek postępu na monitorze.
  3. Cichy — Na pewno nie trak­tor. Siecz­kar­nia też nie. Ma być cisza. Na tym eta­pie już wie­dzia­łem że zero wiatraków.
  4. Ładny — Japko przy­zwy­cza­iło mnie do este­tyki. Być może ohyd­nie wyko­nany dysk zewnętrzny speł­nia swoją funk­cję ale jeśli mam patrzeć na niego codzien­nie to mogę nie dać rady mentalnie.
  5. Pojemny — Z wyli­czeń wycho­dziło że 1TB to godziwy wybór. Ale jeśli da radę 1,5 lub 2TB to nie będę zmartwiony.
  6. Przy­zwo­ity ser­wis — Jak dysk się syp­nie to mam drugi gor­szy. Kom­fort pracy mniej­szy ale nie ma ciśnienia.
  7. Tani — Skoro cena została na końcu to naj­tań­szy speł­nia­jący powyż­sze warunki. Ewen­tu­alne obniżki mogę uzy­skać z punktu 4 lub 5

Wery­fi­ka­cja wirtualna

Pierw­sze trzy prio­ry­tety na tapetę i czas na poszu­ka­nie dostęp­niej wie­dzy i jej wery­fi­ka­cję. Co mogę spraw­dzić nie wycho­dząc z domu. Teo­re­tycz­nie bazu­jąc na opi­niach od użyt­kow­ni­ków wszystko. No to prze­pa­trzy­łem dostępną wie­dzę w inter­ne­cie, sta­ra­jąc się zwra­cać uwagę na jakość informacji.

Nie­za­wodny.
Nie od dziś wia­domo, że nie wszy­scy potra­fią robić sprzęt współ­pra­cu­jący z Makami. Po przej­rze­niu forów i blo­gów mako­wych na czo­łówkę wsu­nął się dysk Western Digi­tal z serii My Book Stu­dio. Za nim Seagate Fre­eAgent póź­niej Lacie. Fil­tro­wa­nie infor­ma­cji zajęło mi sporo czasu. Np. mamy na forum wpis „Dysk jest super, nie­za­wodny i bez­a­wa­ryjny. Jestem z niego bar­dzo zado­wo­lony”. I cztery wpisy dalej „… mam go już 2 tygo­dnie.” :)
Szu­ka­łem wpi­sów typu „działa od roku bez więk­szych pro­ble­mów”. No i druga rzecz, sta­bil­ność we współ­pracy z lap­to­pem. Gdzieś kie­dyś usły­sza­łem: „Chcesz mieć święty spo­kój weź FireWire”. Warto było się przyj­rzeć tema­towi. Zwra­ca­łem uwagę na wpisy ludzi, któ­rzy nie mieli poję­cia czym się róż­nią te dwa stan­dardy poza wtyczką.

Szybki.
Wąskim gar­dłem jest inter­fejs połą­cze­niowy, więc temat mili­se­kund dostępu zosta­wi­łem w spo­koju. Do tej pory byłem zawsze wybie­ra­łem USB. Kwe­stia ilo­ści kabli, moż­li­wo­ści pod­pię­cia do dru­giego kom­pu­tera typu PC . Stan­dard bar­dziej znany no i pręd­kość. USB 480 Mb/​s a Fire­Wire prze­cież mniej­sza „tylko” 400 Mb/​s.
Ziarno nie­pew­no­ści zasiał test praktyczny u Alexa P. Zaczą­łem szu­kać wię­cej infor­ma­cji prze­dzie­ra­jąc się przez tony wpi­sów o cha­rak­te­rze „mam dysk USB i on jest naj­lep­szy bo go mogę pod­piąć u cioci”.
Twar­dych infor­ma­cji było mało, jed­nak sporo lako­nicz­nych wpi­sów typu: „Weź­miesz FW to na USB nie wró­cisz” utwier­dzało mnie w prze­ko­na­niu, że to dobry wybór. Czemu prze­ko­ny­wał mnie wpis bez argu­men­ta­cji? Bo spraw­dzi­łem, że piszący je czło­wiek bar­dzo ceni sobie swój czas lub go nie ma np. w innym wpi­sie podaje czemu nie pisał od 3 tygo­dni. Osoba mająca mało czasu lub go bar­dzo sza­nu­jąca zwy­kle przy­kłada dużą wagę do kupo­wa­nia rze­czy nie­za­wod­nych i bez­pro­ble­mo­wych w obsłudze.

Cichy. Tu zro­biło się naj­cie­ka­wiej. Jak oce­nić czy dysk jest cichy. Oczy­wi­ście w szkole uczyli o decy­be­lach. W gło­wie nawet została infor­ma­cja, że 3dB to dwa razy ciszej lub gło­śniej, w zależ­no­ści, w którą stronę. Mało kto podaje dane. Dość szybko pod­da­łem się uzna­jąc kate­go­rię za zbyt subiek­tywną do oceny wir­tu­al­nej.
Oczy­wi­ście tra­fi­łem na wpisu „Dysk posta­wiony na biurku two­rzy dys­kom­fort a jak stoi pod biur­kiem to da się wytrzy­mać”. Nie odpo­wia­dały mi jed­nak one na pyta­nie: „Czy JA będę w sta­nie wytrzy­mać”. Poza tym, jakość infor­ma­cji była mizerna bo bra­kło mi już czasu na wery­fi­ka­cję czy pisze to 18-​latek słu­cha­jący na muzyki z pełną gło­śno­ścią czy też 50-​latek lubiący spo­kój i chwile ciszy.

Po tej run­dzie wie­dzia­łem już

  • jakie dyski z imie­nia i nazwi­ska wcho­dzą w rachubę.
  • że chce spraw­dzić prak­tycz­nie Fire­Wire nie bazu­jąc na numer­kach tylko na odczu­ciu czy dla mnie jest wystar­cza­jąco szybko.
  • że temat gło­śno­ści mogę spraw­dzić tylko i wyłącz­nie nad­sta­wia­jąc wła­sne ucho.

Wery­fi­ka­cja w rzeczywistości

Western Digi­tal My Book Stu­dio.
Nie musia­łem nigdzie cho­dzić. Przy­po­mnia­łem sobie, że taki dysk parę mie­sięcy wcze­śniej stał u mnie na stole w pokoju dzien­nym. Przy oka­zji wizyty jego wła­ści­ciela w celu zgry­wa­nia 8GB pliku. Po naci­śnię­ciu przy­ci­sku ON/​OFF ode­zwała się siecz­kar­nia. Now­szy model pla­sti­ko­wej siecz­karni ale wciąż siecz­kar­nia. Sły­sza­łem go nawet wycho­dząc do toa­lety. Biały szum znik­nął w cza­sie gdy pusz­cza­łem wodę z kranu. Powszech­nie wia­domo, że lecze­nie roz­wol­nie­nia powięk­sza­niem sedesu nie jest dobrą metodą. SKREŚLONY i prio­ry­tet cisza poszedł do góry.

LaCie
Ta piękna czerń kusiła. Przy­po­mnia­łem sobie, że mogę zadzwo­nić do czło­wieka który dys­try­bu­uje spore ilo­ści dys­ków róż­nej marki. „Który pole­casz?” zapy­ta­łem bez pod­po­wia­da­nia swo­ich pre­fe­ren­cji. Jako jedno ze zdań padło „Z Lacie mamy sporo zwro­tów ser­wi­so­wych”.
Nie będę wni­kał czy to dysk czy zasi­lacz. SKREŚLONY bo bez­a­wa­ryj­ność to podstawa .

Seagate Fre­eAgent
Tenże sam ww. zna­jomy wypo­wia­dał się neu­tral­nie o Seagate. Czyli mam poten­cjal­nego zwy­cięzcę wal­ko­we­rem. Czas się umó­wić na rendez-​vous z kan­dy­da­tem. Tylko gdzie? Super­mar­kety odpa­dają. Tar­gów lub wystawy na hory­zon­cie nie widać. W kręgu zna­jo­mych modelu brak. Pozo­staje prze­drzeć się przez nie­chęć sprze­dawcy do roz­pa­ko­wy­wa­nia modelu i pod­łą­cza­nia celem sprawdzenia.

Wolta z przypadku

W cza­sie poszu­ki­wa­nia gdzie mogę obej­rzeć Seagate przy­pad­kowo w iSpo­cie zoba­czy­łem dysk Iomega Ultra­Max.
Zagrały emo­cje. Po pierw­sze przy­po­mnia­łem sobie czasy dys­kie­tek 3,5″ kiedy jedyną z metod prze­no­sze­nia dużych pli­ków były dys­kietki 100MB wła­śnie tej firmy. Trwałe i nie­za­wodne urzą­dze­nie, które do dziś leży gdzieś w piw­nicy. Po dru­gie dysk był ładny przy­po­mi­na­jąc z wyglądu „dużego” Mac’a. Po trze­cie w ręku spra­wiał solidne wra­że­nie meta­lową obudową.

Na półce stała wer­sja 1TB. Wola­łem 1,5TB. Na pyta­nie czy mogę ją spraw­dzić, sprze­dawca uniósł jedną brew mówiąc, że są iden­tyczne i róż­nią się tylko pojem­no­ścią. Byłem uparty. Zapro­po­no­wał więc spro­wa­dze­nie 1,5TB. Umó­wi­li­śmy się za 2 dni.

W mię­dzy­cza­sie wró­ci­łem do wery­fi­ka­cji wir­tu­al­nej. Nie­stety mądrość zbio­rowa mil­czała. Były tylko 2 wątki z pyta­niami bez odpo­wie­dzi. Za mało sprzętu na rynku. Wcale się nie dzi­wie bio­rąc pod uwagę cenę i nowość pro­duktu. Sam się zasta­na­wia­łem. Anioł (straż­nik kasy) mówi: To 30% dro­żej niż zakła­da­łeś. Dia­be­łek na to: Prze­cież Ci się podoba :)
Widzia­łem, że nie zwe­ry­fi­kuję nie­za­wod­no­ści czyli prio­ry­tetu numer 1. Mia­łem nato­miast już dobre doświad­cze­nie z marką. Czy zaufać doświad­cze­niom w naj­waż­niej­szym prio­ry­te­cie? Prze­cież nawet naj­lep­szym zda­rzają się wtopy.

Dwa dni póź­niej pod­pi­na­li­śmy w skle­pie dysk. Naj­pierw 1,5TB. Włącz­nik na ON i … ulga bo nie sły­chać. To zna­czy sły­chać, ale tylko lekki biały szum samych tale­rzy. Żadnego war­kotu lub świsz­cze­nia obu­dowy. W iSpo­cie jest rela­tyw­nie gło­śno, więc biorę poprawkę i przy­kła­dam ucho. Będzie dobrze. No to FW400. Prze­wraca się bull-​shit o para­me­trach. Mar­ke­tin­gowe 400MBit/​s jest ewi­dent­nie szyb­sze niż 480MBit/​s w USB. Czas na rol­ler­ca­ster pod­pi­namy FW800. I to jest kom­fort pracy porów­ny­walny z dys­kiem wewnątrz lap­topa. Meczę dysk „w tę i nazad” ocze­ku­jąc, że pod obcią­że­niem będzie gło­śniej­szy. Nie jest bo nie ma wia­traka. Meta­lowa obu­dowa two­rzy radiator.

Po pół godzi­nie podej­muje men­tal­nie decy­zję na tak. Sprze­dawca to widzi, więc prośbę o pod­łą­cze­nie dysku 1TB, trak­tuje z pobłaż­li­wym uśmie­chem (prze­cież mówi­łem ze takie same).
Włą­czam dysk i … nic. Dioda się pali ale chyba dysk chyba wal­nięty. Zero dźwięku, zero wibra­cji … odru­chowo pod­łą­czam kabel Fire­Wire i dysk poja­wia się w sys­te­mie. Przy­kła­dam ucho. Nie sły­szę nic. Pod­łą­czam znów 1,5TB sły­szę szum. Powtór­nie 1TB nie sły­chać nic poza spo­ra­dycz­nym kli­kiem gło­wicy. Sprze­dawca patrzy już na mnie podejrz­li­wie. Na pyta­nie „Sły­szy Pan róż­nicę?” pota­kuje grzecz­nie sta­ra­jąc ukryć myśli „Ale mi się cudak tra­fił”.
Przy­po­mi­nam sobie, że dyski o róż­nej pojem­no­ści mogą mieć różną kon­struk­cję i być może stąd róż­nica głośności.

Pytam o awa­ryj­ność i ser­wis.
– Nie mie­li­śmy zwro­tów a sprze­da­li­śmy tro­chę.
– Co zna­czy tro­chę?
Widzę tajem­ni­czy uśmiech w stylu „dane tajne”. Nie ma poję­cia ile sprze­dali.
W tema­cie szyb­ko­ści napraw gwa­ran­cyj­nych też się nic nie dowiem, bo nawet nie ma poję­cia kto jest dys­try­bu­to­rem.
– Pro­szę się nie mar­twić jest roczna gwa­ran­cja.
Na „pro­szę się nie mar­twić” jestem uczu­lony.
– Mogę zoba­czyć kartę gwa­ran­cyjną?
– Gwa­ran­cją jest fak­tura — mówi z poważną miną.
Zaczy­nam się śmiać do sie­bie w duchu. No tak fak­tura jest gwa­ran­cją odli­cze­nia kosz­tów w fir­mie. Gwa­ran­cja jest zobo­wią­za­niem dobro­wol­nym pro­du­centa lub sprze­dawcy. Bez otrzy­ma­nia warun­ków spi­sa­nych w dniu sprze­daży, mogą się one dowol­nie zmie­nić. Punkt szó­sty ewi­dent­nie kuleje. Ale jest szó­sty na liście a poza tym czuję, że nie chce już poświę­cać czasu na kolejne wery­fi­ka­cje. iSpot nie jest taki zły w obsłu­dze po-​sprzedażowej klienta. No i zawsze jest marka, o którą warto dbać.

This is the end my friend … and the Oscar goes to …
Iomega Ultra­Max 1TB
.

Pod­su­mo­wa­nie

Od 2 mie­sięcy dysk dum­nie mruga nie­bie­ską diodką sto­jąc na biurku. Cichy i nie­za­wodny urzeka mnie jed­no­cze­śnie szyb­ko­ścią i wyglą­dem. Taki nie­po­zorny pomoc­nik wyko­nu­jący rze­tel­nie codzienną robotę. Gdyby stał pod biur­kiem nie­chyb­nie bym o nim zapomniał.

A dla mnie sporo roż­nych wnio­sków, wie­dzy i luź­nych spostrzeżeń.

  • Poświę­ca­jąc czas na okre­śle­nie co jest dla mnie ważne, łatwiej i szyb­ciej jest mi pod­jąć wła­ściwa decy­zję. Rów­nież w sklepie.
  • Wery­fi­ka­cja infor­ma­cji na forach dys­ku­syj­nych jest naj­czę­ściej obar­czona błę­dem nie­zna­jo­mo­ści prio­ry­te­tów wypo­wia­da­ją­cych się tam inter­nau­tów. Ich pozna­nie zaj­muje sporo czasu.
  • W przy­padku cech pro­duktu typu gło­śność, bra­nie pod uwagę opi­nii „jest cichy” nie ma więk­szego sensu, ze względu na ogromny rela­ty­wizm w komunikacji.
  • To co jest napi­sane na pudełku lub w pro­spek­cie mija się z prawdą co naj­mniej o 50%. Jest takie powie­dze­nie, że pół prawdy do całe kłam­stwo. Trzeba o tym pamię­tać i wery­fi­ko­wać nawet oczy­wi­ste dane.
  • Koszt samo­dziel­nej wery­fi­ka­cji (wyra­żony w pie­nią­dzach) był więk­szy niż war­tość kupo­wa­nej rze­czy (poświę­cony czas prze­mno­żony przez cenę za jaką sprzedajesz godzinę swojego życia, o któ­rej pisał parę lat temu Alex B.).
  • Przy tań­szych rze­czach warto roz­wa­żyć zna­le­zie­nie czło­wieka, który ma zbli­żone prio­ry­tety i posiada podobną rzecz. Zwe­ry­fi­ko­wać osobe pod­py­tu­jąć tro­chę. Po czym kupić rzecz bez dal­szego zasta­na­wia­nia się. Będzie taniej przy podob­nym ryzyku.
  • Koń­cowa decy­zja nie musi się trzy­mać w 100% począt­ko­wych zało­żeń, naj­waż­niej­sze żeby w 100% od nich nie odbiegała.
  • Mój natywny spo­sób wery­fi­ka­cji infor­ma­cji — (N) intu­icja — słabo się spraw­dza w tego typu sytu­acjach. Potra­fię się prze­łą­czyć na (S) postrze­ga­nie, o ile tylko mocno tego pil­nuje. Przy podej­mo­wa­niu decy­zji natywne odczu­cia (F) grają wciąż pierw­sze skrzypce, więc przy poważ­niej­szych decy­zjach warto roz­wa­żyć ochło­nię­cie, nawet jeśli ktoś mówi że oka­zja jest tylko dziś.
  • Sprze­dawca to nie doradca. Zada­niem sprze­dawcy jest sprze­da­wać. Twoje potrzeby naj­praw­do­po­dob­niej są gdzieś. Jeśli masz maso­chi­styczne uspo­so­bie­nie możesz ewen­tu­al­nie dopy­tać gdzie.
  • Zakupy robię kie­ru­jąc się emo­cjami. Sprze­dawcy o tym wie­dzą. Im bar­dziej „przy­go­to­wany” pójdę do boju tym mniej­sza szansa, że dam się namó­wić na wyjąt­kowa pro­mo­cję, która kom­plet­nie nie odpo­wiada moim potrzebom.
  • Ewi­dent­nie pod wpły­wem emo­cji zamie­niam prio­ry­tety. Zamiast Nie­za­wodny, Szybki i Cichy zro­biło się Ładny, Cichy i Szybki z myśle­niem o niezawodności.
  • W tema­cie zakupu sprzętu elek­tro­nicz­nego, chęć aby coś działo bez zarzutu, powoli prze­suwa mnie z wie­kiem z grupy Early Adopters na począ­tek pele­tonu zwa­nego Early Majority.
  • Nie potra­fię pisać krótko ;)

Zawo­dowo zaj­muje się mię­dzy innymi dora­dza­niem. Czy mogę z czy­stym sumie­niem pole­cić Ci ten dysk jeśli masz podobne prio­ry­tety?
Z czy­stym sumie­niem NIE. A wła­ści­wie JESZCZE NIE.
Wpad­nij za rok wtedy w puz­zle będzie bra­ku­jący ele­ment o bez­a­wa­ryj­no­ści. Chyba, że w tym tema­cie chcesz się oprzeć na moim zaufa­niu do marki Iomega. Wtedy TAK. Kupuj spraw­dza­jąc dla pew­no­ści kon­kretny egzem­plarz w skle­pie. A póź­niej delek­tuj się błogą ciszą i lub sub­tel­nie sączącą się muzyką z radia. Brzę­cze­nie pozo­sta­wia­jąc muchom, które nie­ba­wem się obu­dzą. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Tags: , , , , , ,

3 odpowiedzi do “Kupowanie rzeczy czyli czy ten dysk jest cichy?”

  1. magdalena wtorek, 9 Sierpień 2011 dnia 17:48 #

    no i jak JIMB40 spra­wuje się twój nowy dysk? pytam, bo chcę doko­nać zakupu i twoja recen­zja urze­kła mnie bardzo:)))

  2. JimB40 środa, 10 Sierpień 2011 dnia 11:06 #

    Magda,

    Dysk spra­wuje się świet­nie. Potwier­dzam dobry zakup. Nie­stety w moim przy­padku wiatr z pomocą okna w cza­sie burzy prze­mie­ścił dysk na pod­łogę i aktu­al­nie czeka na naprawę. Jak wróci okaże się co warty ser­wis w iSpot. Na szybko zmu­szony byłem kupiś coś innego i padło na MyBook Stu­dio 1,5TBFW800. Seria, która rzę­ziła nie­mi­ło­sier­nie w cza­sie gdy pisa­łem rezecn­zję. Popra­wili kon­struk­cję. Jest zaska­ku­jąco cichy (cho­ciaż nie tak cichy jak Iomega). Dłu­żej star­tuje przy uśpie­niu co bywa iry­tu­jące, no pla­stik wszę­dzie. Wróci Iomega to ten pój­dzie na back-​up.
    Pozdro­wie­nia. http://blog.jimb40.com/wp-admin/edit-comments.php#comments-form

    Dzie­kuję za komplement.

  3. Mairusz czwartek, 17 Listopad 2011 dnia 00:38 #

    Ty jesteś N i F? Chło­pie, ja w życiu nie podej­mo­wa­łem decy­zji bio­rąc pod uwagę aż tylu para­me­trów :) . Kie­dyś się nauczy­łem, że w pew­nym momen­cie czas podej­mo­wa­nia decy­zji kosz­tuje wię­cej niż ryzyko popeł­nie­nia błędu.

    Pró­bo­wa­łem po para­me­trach wybrać sprzęt AGD do domu. Masa­kra. W końcu poszli­śmy do sklepu, popro­si­łem Karine, żeby wybrała która lodówka się jej podoba i dopiero wtedy spraw­dza­łem para­me­try. Zresztą osta­tecz­nie też tak zro­bi­łeś ;) .

    Jestem pod wra­że­niem pro­cesu wyboru, a wła­ści­wie tak dokład­nego roz­ło­że­nia go na czyn­niki pierw­sze. Sza­cun :D

Zostaw odpowiedź