Archiwum | Listopad, 2009

Aula 42 – (foto)relacja

Na drugiej listopadowej Auli zmierzyły zespoły z Warszawy oraz  Krakowa. Po intensywnym rozpoczęciu ze strony warszawiaków, zawodnicy z grodu Kraka przeszli do kontrataku, wykorzystując w tym celu jedyną w zespole zawodniczkę. Następnie uspokoili grę a dalsza część spotkania należała do nich w całości. Punkty zdobywano tylko i wyłącznie z GRY.

  • Spotkanie mocnym akcentem otworzył Artur K. prezentując mokry wymiar rozrywki. Znając zacięcie do konsol mieliśmy nadzieję zobaczyć AK47 w akcji jako, że AK74 już widzieliśmy nie raz. Kałacha nie było. Była za to żółta kulka zjadająca wisienki.
  • Paweł L. z zacnej kancelarii opowiedział co nam grozi za hazard w sieci i co będzie grozić jak Pan P. podpisze ustawę. Audytorium słuchało uważnie tnąc w sieciowego pokera.
  • Lidia J.  barwnie snując opowieść wzbudziła w nas pożądanie (do gier). Dowiedzieć się można było m.in, że dzieciaki oraz renciści puszczają w jaskini hazardu cudzą kasę. Najprawdopodobniej samotnych matek na zasiłku.
  • Paweł W. z laboratorium opowiedział jak się robi gry na ajfona. Zobaczyliśmy tak piękną grafikę, że aż żal ją będzie zasłaniać palcem.
  • Ziemowit P. oraz Artur J. obaj z majnstrimu pokazali jak małe koncepcje przekuwa się duże projekty rok po roku. Wieloletnia opowieść płynęła długo po wyznaczonym czasie. Czujny Marcin CAN STOP such a GAME. Na szczęście zdążyliśmy zobaczyć trailer produkcji .
  • Na koniec Marek W. prosto z drogi … numer siedem będący szefem wszystkich szefów, opowiedział nam czemu BA z branży rozrywki sieciowej nie interesuje kółko i krzyżyk. Nawet w wersji na Facebook’a.

Jeżeli oczekiwaliście prezentacji w formie mocno rozrywkowej to pewnie pozostał niedosyt. No cóż. Jak mawia mój znajomy prestidigitator zwany popularnie czarodziejem: “Zabawianie ludzi jest tak wyczerpującym zajęciem, że po pracy nie wyciągam królika z kapelusza nawet pod grożbą śmierci”.

Po kliku stanowczych protestach Pizzy, która nie życzy sobie być fotografowana w trakcie jedzenia, postanowiłem przyznać jej prawo do prywatności. Zdjęć pizzy w trakcie konsumpcji nie ma. Wszystkie pozostałe poniżej.

Link do zdjęć na flickr. (czytaj dalej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Wycena pomysłu w startup’ie

Wycena pomysłu na początkowym etapie startup’a w formie udziału czyli jak pozostać przyjaciółmi do grobowej deski.

Często bywa tak, że w trakcie początkowej realizacji, z różnych powodów, ktoś “odpada” lub nie może dalej uczestniczyć w przedsięwzięciu. Założenie, że skoro taki ktoś nie realizuje projektu to jego dola przepada, pachnie “kapitalizmem z wilczym kłem” i zwykle kończy bliższe relacje. Jeżeli ktoś nie ma problemu ze sprzedaniem swojej siostry do mafii to może nie czytać dalej. Pozostałych może zaś niniejszy wpis zainteresować.

Po primo, pomysł stanowi aktywa przedsięwzięcia i jego wartość po uruchomieniu systemu to 5-15% wartości przedsięwzięcia. O finansowej wartości pomysłu pisałem wcześniej. Wartość wynikająca z popełnianej pracy do czasu uruchomienia projektu buduje poszczególne udziały. Jeżeli pomysłodawca uczestniczy w projekcie, a tak zakładamy, jego praca jest wyceniana na równi z pozostałymi wspólnikami.

To może na przykładzie.
Siada sobie dwóch kumpli ze szkolnej ławy. Marek, który ma wizję i zdolności graficzne oraz Paweł, który jest top-koderem i serwery dla niego tajemnic nie mają żadnych. Szacują, bo coś trzeba założyć, że projekt będą robić wieczorami przez 3 miesiące. Marek robi grafikę, projekt interfejsu, plan marketingowy. Paweł programuje cały system. Poświęcają średnio 3h dziennie każdy. Czyli aby zakończyć projekt  z nich każdy musi przepracować 270h. We dwóch 540h. Różne umiejętności się rożnie wycenia, ale my dla uproszczenia przyjmiemy jedną stawkę 70 PLN/h daje to 37.800 PLN. Dorzucamy Markowi do równego rachunku 5200 za pomysł (ok. 12%) daje to w sumie 43.000 PLN
(czytaj dalej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Aula 41 – (foto)relacja

Tym razem Aula prawie wegetariańska. Bezmięsna. Znaczy mięso było ale dla większości praktycznego audytorium brak krwistego steka to już pełen wegetarianizm.

  • Przemek S. opowiedział co to #fail, jak go dostać w możliwie najprostszy sposób oraz kto się kogo boi w polskiej blogosferze.
  • Agnieszka P. i Maciek M. opowiedzieli jak zarabiać na blogach. Dodatkowo Maciek odpowiadał na pytania, na które odpowiedzi można znależć w KRS
  • Tomasz S. powiedział dlaczego warto być szczerym z VC, ale nie uległ challenge’owi i sam przemilczał trudne tematy.
  • Bartek R. i Przemek Ś. sami sfilmowali swoje wystąpienie a’la Rambo oraz zarzucili wędkę na start-up’owego alfonsa.
  • I na koniec Dino M. w celach edukacyjnych założył jednej Agacie różowe okulary. Uświadomił nam również, iż nazwisko może mieć wpływ na preferencje marki niż to się powszechnie uważa.

Moja pierwsza Aula to jesień 2008. Przyzwyczajony do kuchennych opowieści z możliwością zajrzenia do gara od czasu do czasu (i nie mówię tylko o ‘kulinarnej’ prezentacji Oli L.) pozostałem z dużym niedosytem. Ale było miło  ”…o rysunkach się mówiło i o śpiewie kto ma piątkę a kto nie”.

Ilość mediów na Auli się podwoiła wliczając w to mnie, wiec łapałem kadry skacząc pomiędzy kablami.

Link do zdjęć na flickr.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Wartość pomysłu

Wyceń pomysł na początku

Dobry pomysł nie jest tani

Temat wartości pomysłu zaprząta mój umysł od jakiegoś czasu. Nie od dziś trwa dyskusja na temat jak wyceniać pomysły. Dzieli ona środowisko na tych którzy uważają, że dobre pomysły są wartościowe (w sensie ich wartości finansowej) i tych którzy uważają … wręcz przeciwnie.

U Jana R. przeczytałem swego czasu po pomysłowej Auli :

Wiele osób myśli, że liczy się pomysł — błysk geniuszu — a reszta potem przychodzi sama. W rzeczywistości jest inaczej: pomysły są tanie, a liczy się jak skutecznie potrafi się je wykonać.

Środowisko inwestorów na dużej imprezie branżowej zdawało się krzyczeć jednym głosem: Tylko realizacja. Według niejakiego Dereka S. co przeczytałem czytałem już dawno temu pomysł jest g…uzik warty i stanowi tylko multiplikację jakości wykonania. Ta zresztą koncepcja bardzo spopularyzowała się ostatnio.

Czasem jednak można trafić na inna opinię. I to nie od teoretyków ale praktyków inwestowania w start’up. Weźmy dajmy na to wypowiedź Colina C., który mówi:

Najważniejszy jest pomysł. Nie chcemy finansować wszystkich pułapek na myszy, ale tylko te, które myszy złapią.

Colin będąc Aniołem biznesu nie jedną mysz na Oxfordzkich korytarzach już złapał.

Po której stronie barykady trzymam swoje AK47 M4A1? (zawsze wolałem CT w Counter-Strike, no i branżowych wycieczek osobistych nie będzie ;) ). To  jasne po przeczytaniu paru zdań o mnie. Ale postaram się o subiektywizm. (czytaj dalej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Śniadanie czy kolacja – wieczorowa fotorelacja

Zaczęło się prozaicznie. Będąc na drobnej kawie u Michała M. w robocie wzrok mój przykuł taras za oknem. A właściwie widok jaki się z niego roztaczał. Nie byłem więc w stanie nie zrobić chociaż jednej fotki.

Swoim zwyczajem rzuciłem że ja tu zamierzam jeszcze wrócić i proszę mnie taras udostępnić w celach edukacyjno szkoleniowych. I oto w pewien lipcowy wieczór skrzynka wypluła taką o to wiadomość

Jeżeli byście byli zainteresowani zrobieniem dla swoich potrzeb zdjęć zachodu słońca z tarasu na wspólnej to jutro nadarza się okazja, bo jeden ze znajomych poprosił o udostępnienie tarasu na potrzeby krótkiej sesji - i będę i tak siedział w biurze.
pozdrowionka :)
Krzysiek

Timing był napięty ale jak się powiedziało A to trzeba i Zet. Spakowawszy graty i nowy nabytek w postaci statywu, ruszyłem dziarsko na Wspólną. Był ciepłe lipcowe popołudnie. Na tarasie trwała sesja do gazety, którą robił przesympatyczny Bogdan Krężel a obiektem była znana postać ze świata polskiego internetu. W ręku Bogdana leżał jak ulał D700. Było na co popatrzeć. W przeciągu 2 minut Bogdan znalazł dobry kadr z odbiciem w szybie. Doświadczenie podobno przychodzi razem z 5 zajechaną migawką :)

Wieczorkiem zaś rozpoczęła się uczta dla oka. Konsumpcje czas więc było zacząć.

Marcin G. twierdzi publicznie, że z Krzysztofem K. wartościowe są śniadania, ale jasno teraz widac że daleko im do kolacji ;)  Na koniec poprosiłem jedynego dostępnego modela o krótką sesję celem sprawdzenia lampy. Dzięki Krzysztof.

Przekonałem się, że wieczorne wypady z aparatem mają swój urok. Więc nie omieszkałem sprawdzić nowo nabytych umiejętności za parę dni. A tak na marginesie, Warszawę jaką pamiętam z dzieciństwa (bez korków) można już tylko zobaczyć nocą.

Zobacz cały wpisNapisane przez w