Industrialnie było. Klub M25 na warszawskiej Pradze, czyli miejsce wakacyjnej pracy dla kilkunastu młodych ludzi. Uczestników projektu Startup School Rafała A.
I pomyśleć, że za mojej młodości jeździło się zbierać truskawki. No cóż czasy się zmieniają
Jak zwykle towarzyszył mi aparat. Tym razem jednak mina Jana R. nie wróżyła nic dobrego. „Jest ciemno” nie było dobrym określeniem. Było tragicznie ciemno a do tego matowo-ciemno na ścianach i suficie. Odbijać można było co najwyżej kobiety w tańcu. Niestety tym razem w klubie muzyka nie grała.
Mając w torbie tylko 24−105÷4 poddałem się po pół godzinie. Zasadniczo poddały się akumulatory w lampie. Sławetna matryca mojej piątki niestety nie zagwarantowała sukcesu. Potwierdziła się więc teoria, że zamiast ISO zylion-pięćset lepiej mieć jasny obiektyw. Jan R. takowy posiadał. {zazdrość} Jeden f-Stop robi różnicę.
Zdjęcia jakkolwiek ciemniejsze niż zwykle są do obejrzenia w jego galerii.
Po przejrzeniu materiału stwierdziłem, że mam tylko kilka znośnych ujęć ogólnych i jedno Agnieszki D. Nie pozostało więc nic innego tylko uruchomić kreatywność.
Seria „Bloody Hell” wzięła swoją nazwę od westchnienia w momencie stwierdzenia braku zapasowych akumulatorów.
Były też dobre strony. Po raz pierwszy usiadłem w miękkim fotelu, nadstawiłem oba uszy i miałem okazję posłuchać prezentacji. Pomysły, pomysły, pomysły. Nie były przełomowe ani specjalnie odkrywcze. Większość z osób siedzących na sali potrafiła podać już istniejące „zamienniki”. Tyle tylko, że w przypadku takich pomysłów nie innowacyjność jest ich głównym atutem a Realizacja.
Czasem pomaga wstrzelenie się z pomysłem w dobry moment. Co z tego że masz 100 m2 żagla jeśli akurat nie wieje. NK jest przykładem podobnego pomysłu. Nie są specjalnie innowacyjne i ma je więcej niż jedna osoba w podobnym czasie. Przeglądałem ostatnio swoje zapiski z 2006 roku. Po zakończeniu pracy w agencji jedną z koncepcji było stworzenie startu-up’u. Na jednej z kartek widniej dumnie napis „mojaklasa.pl”. Już słyszę „Teraz to każdy może tak mówić”. Ano może. Nie chodzi o dyskusję czy udowadnianie kto i jakie miał zapiski, tylko o to, co widnieje w moim notatniku pod nazwą projektu.
Inspiracją dla mnie był amerykański classmates. Kopiowanie?
Jak powiedział Jean-Luc Godard:
„Nieważne skąd czerpiesz pomysły ważne dokąd Cię one zaprowadzą”.
A skąd miał wiać wiatr. W 2004 roku zniesiono wizy do wielu krajów europejskich. W Polsce było spore bezrobocie a Polacy to naród mobilny. Ruszył więc w poszukiwaniu pracy, z początku nieśmiało a później hurtowo za granicę. Dwa lata później na forach dyskusyjnych zaczęły się pojawiać wątki, które pokazywały, że chociaż emigranci poprawili sobie znacznie status materialny to tworzy się duża dziura emocjonalna w postaci skrywanej tęsknoty do kraju. Internet w 2006 roku stawał się coraz popularniejszy w grupie 25+, czyli tej która ruszyła za chlebem w świat. Portal pozwalający wrócić do lat i ludzi, których darzymy sentymentalnymi uczuciami świetnie taką dziurę łatał.
Na horyzoncie widać chmurki spod których dmuchnie w żagle. Cztery lata wcześniej na niebie nie było żadnej chmurki i wiało słabo. Gdyby wiało mocniej to dziś mówiłoby się o największym polskim portalu społecznościowym szkolnelata.pl. Pokazał mi go ktoś przy okazji sprawdzania co istnieje na rynku. Dorzucił do tego informację, że temat jest mało ciekawy bo działa to już 3 lata i wypłynąć nie może. Projekt poszedł „do szuflady”. W tym samym czasie we Wrocławiu grupa młodych ludzi …
W ramach odporności na „to się nie uda” polecam ten wpis.
Fakt, iż pomysł jest już w formie zrealizowanej na rynku nie przesądza o braku powodzenia kolejnej jego wersji.
Po prostu działaj. Jest duża szansa, że z Twoją wersją trafisz na dobry wiatr.


Trackbacki/Pingbacki
[…] Jana R. przeczytałem swego czasu po pomysłowej Auli : Wiele osób myśli, że liczy się pomysł — błysk geniuszu — a reszta potem przychodzi […]