Pani Trzeba i Pan Musimy

Zna­cie tę parę? Ja bar­dzo chciał­bym ich spo­tkać ale do tej pory zda­rzy­ło mi się tyl­ko o nich sły­szeć. Głów­nie w dużych orga­ni­za­cjach, któ­re nie wie­dzieć cze­mu ta para upodo­ba­ła sobie. Są jak duchy. Wszy­scy o nich mówią ale nikt ich nie widział oso­bi­ście. Do tej pory uda­ło mi się na ich temat usta­lić, że bar­dzo chęt­nie wystę­pu­ją przed sze­reg i chęt­nie bio­rą na sie­bie wszel­kie zobo­wią­za­nia. Nie mniej jed­nak ich zami­ło­wa­nie do leniu­cho­wa­nia powo­du­je, iż spra­wy któ­rych się podej­mu­ją roz­pły­wa­ją się w gęstej mgle. Myślę że ta skąd­inąd uro­cza para obda­rzo­na jest tajem­ny­mi moca­mi. Z pomo­cą tej magii czy­nią spra­wy, któ­re wcze­śniej jawi­ły się wyraź­ny­mi, bez­kształt­ną masą. Z cza­sem zaś nik­ną zupeł­nie, wta­pia­jąc się nie­zau­wa­że­nie we mgłę któ­ra je okry­wa. Co wię­cej w nas pozo­sta­je nie­od­par­te odczu­cie jako­by wcze­śniej wymie­nio­ne zobo­wią­za­nia, zobo­wią­za­nia­mi de fac­to nie były a waż­ne spra­wy prze­sta­ły być waż­ny­mi. Zaiste cza­ro­dzie­je. Trze­ba ich w koń­cu poznać więc Muszę się kie­dyś za to zabrać.

Na całe szczę­ście ta uro­cza para zde­cy­do­wa­ła się na posia­da­nie potom­stwa. Opatrz­ność obda­rzy­ła ich pię­cio­racz­ka­mi. Nie moż­na rodzi­com odmó­wić fan­ta­zji bowiem imię każ­de­go z nich zaczy­na się od tej samej lite­ry. Może zda­rzy­ło się Wam ich poznać? Na złość rodzi­com upodo­ba­li sobie małe spraw­nie dzia­ła­ją­ce orga­ni­za­cje. Oto oni: What, Who, Whe­re, When oraz ostat­ni ale naj­waż­niej­szy Why. Jak to z dzieć­mi bywa, mają tę z pozo­ru upier­dli­wą cechę powta­rza­nia pyta­nia po raz kolej­ny, aż ziry­to­wa­ni udzie­li­my odpo­wie­dzi. Nie zado­wa­la ich rów­nież byle jaka odpo­wiedź na odczep­ne­go. W genach prze­je­li magicz­ne umie­jęt­no­ści. Kie­dy pra­cu­ją razem, cuda się dzie­ją się i są naszym udzia­łem. Cza­sem dołą­cza do nich cio­tecz­na sio­stra o wdzięcz­nym imie­niu How, ale to już inna baj­ka. Od czasu kiedy się z nimi zakumplowałem moje spra­wy “magicz­nie” prze­sta­ły się roz­my­wać we mgle.

KarmaEquity
Wpis niniej­szy dedy­ku­ję Kse­ni Biber, któ­ra wie­le lat temu nie prze­dłu­ży­ła moje­go okre­su prób­ne­go w dużej kor­po­ra­cji. Będąc zaś uważ­nym obser­wa­to­rem zasu­ge­ro­wa­ła powrót do samo­dziel­nej dzia­łal­no­ści. 🙂

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Umowa plemienna

Umowa plemienna

Umo­wa ple­mien­na

Zebra­ło mi się dziś o świ­cie na sze­ro­ką per­spek­ty­wę. Pew­nie dla­te­go, że miesz­kam wyso­ko i zamie­rzam miesz­kać jesz­cze wyżej. 🙂 Pew­nie też dla­te­go, że temat powol­nej ero­zji umo­wy ple­mien­nej (zwa­nej współ­cze­śnie spo­łecz­ną) doty­ka mnie w coraz bar­dziej nama­cal­ny spo­sób. Każ­de­go dnia. Cóż to takie­go ta umo­wa? Ano mecha­nizm wypra­co­wa­ny przez poko­le­nia, któ­ry moż­na przed­sta­wić w naj­prost­szy spo­sób. Ja dziś poma­gam Tobie a Ty mnie jutro. Spro­wa­dze­nie do pro­stej for­my wyso­ce zagma­twa­nej pap­ki słow­nej, któ­ry­mi kar­mią nas media, pozwa­la mi posta­wić temat na gola­sa w świe­tle jupi­te­rów.

Opis rzeczywistości

Zejdź­my więc na poziom małe­go ple­mie­nia w pusz­czy daj­my na to ama­zoń­skiej. Jestem zdro­wy i sil­ny więc co rano bry­kam w chasz­cze zła­pać coś na obiad. Robo­ta nie­wdzięcz­na i nie­bez­piecz­na ale nie narze­kam. Jak już przy­tar­gam zdo­bycz to nie wpier­ni­czam sam, tyl­ko dzie­lę się z inny­mi. Pri­mo dzie­lę się z dzie­cia­ka­mi. Zupeł­nie prag­ma­tycz­nie. Za jakiś czas to one będą cho­dzić po żar­cie. Secun­do ze star­szy­mi. Oni łazi­li w tę pusz­czę, kie­dy mnie była potrzeb­na dra­bi­na do zbie­ra­nia jagód a czas spę­dza­łem na bez­tro­skiej zaba­wie. Ter­tio kobie­tom, któ­re w trak­cie dnia przy­go­to­wa­ły obiad i ogar­nę­ły cha­tę żeby się wejść dało do niej. Aha! Odpa­lam jesz­cze kawa­łek mię­cha kum­plo­wi któ­re­mu w zeszłym mie­sią­cu zło­śli­wa papu­ga wydzio­ba­ła oko. Twar­dy jest i będzie z nami polo­wał dalej z opa­ską na oku, ale sza­man mówi że potrze­ba mie­sią­ca żeby cza­ry zaczę­ły dzia­łać i oczo­dół się zago­ił.

Pro­ste? Jak dla mnie bar­dzo. Co wię­cej nie mamy żad­nych zapi­sów odno­śnie tej umo­wy. Po pro­stu brzmi ona tak roz­sąd­nie, że nikt jej nie kwe­stio­nu­je nawet w gło­wie. Podob­ną zasa­dę przy­ję­ło się sto­so­wać w euro­pej­skich ple­mio­nach któ­rych liczeb­ność jest milion razy więk­sza. Żeby ogar­nąć taką masę ludzi jed­nak, spi­sa­li­śmy te zasa­dy (pra­wo) i wybra­li­śmy parę osób spo­śród sie­bie, któ­re mają pil­no­wać żeby były prze­strze­ga­ne. Nie mniej jed­nak liczę, że u każ­de­go współ­ple­mień­ca wystę­pu­je zdro­wy roz­są­dek i zro­zu­mie­nie tych pro­stych zasad. Z każ­dym kolej­nym dniem nabie­ram jed­nak prze­ko­na­nia, że moje licze­nie jest coraz bar­dziej samot­ne.

(więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Jak się rzuca palenie papierosów

Rzucanie palenia - wersja artystyczna

Rzu­ca­nie pale­nia — wer­sja arty­stycz­na

Jeśli jesz­cze nie palisz koniecz­nie prze­czy­taj jak zacząć, a jeśli palisz i spra­wia Ci to przy­jem­ność ten wpis nie jest dla Cie­bie. 🙂
poprzedniej części było o tym co mnie rzu­ci­ło w szpo­ny nało­gu. Tym razem o tym jak nało­go­wi powie­dzieć: „Dzię­ku­ję ale z Panem już mi nie po dro­dze.”

31 pierw­sze­go grud­nia kupu­je się pacz­kę ulu­bio­nych Mal­bo­ro. Otwie­ra się ją i wraz z lamp­ką szam­pa­na wypa­la z przy­jem­no­ścią jed­ne­go papie­ro­sa. Pozo­sta­łe dzie­więt­na­ście odkła­da się na lodów­kę i począw­szy od pierw­sze­go stycz­nia prze­sta­je palić. To nie jest tak, że nie mogę palić. Mogę tyl­ko nie chcę.

Po tygo­dniu przy­cho­dzi pierw­szy kry­zys. Cho­dzi się koło pacz­ki papie­ro­sów jak pies koło suki w rui. Rozum mówi NIE, wszyst­ko wewnątrz TAK, TAK, TAK. Wpier­ni­cza się więc jakieś mię­to­we cukier­ki. Wącha­nie papie­ro­sa wyglą­da na maso­chizm, ale odczu­wal­ne w gar­dle ssa­nie jest tak ogrom­ne, że wszyst­kie myśli szy­bu­ją w kie­run­ku tej pacz­ki na lodów­ce.
W dru­gim tygo­dniu obja­wy na szczę­ście słab­ną. Na szczę­ście bo na mię­to­we cukier­ki patrzeć już nie moż­na.

Po mie­sią­cu przy­cho­dzi kolej­ny test, przy oka­zji impre­zy. W jed­nym ręku papie­ros w dru­gim zapal­nicz­ka. Wypi­te już parę kie­lisz­ków, a obok roz­ba­wie­ni zna­jo­mi zapa­la­ją kolej­ne­go papie­ro­sa. “No zapal. Fakt, że rzu­ci­łeś pale­nie nie ozna­cza, że nie możesz sobie jed­ne­go zapa­lić na impre­zie”. Wychy­la się kolej­ny kie­li­szek i bie­rze się pierw­szą z brze­gu part­ner­kę do tań­ca. Po kolej­nym kie­lisz­ku nie ma się już chę­ci ani moż­li­wo­ści na papie­ro­sa. Meto­da kon­tro­wer­syj­na ale w tej woj­nie jeń­ców nie bie­rze­my.

Do dru­gie­go mie­sią­ca czło­wiek jest jak dro­ga mię­dzy­mia­sto­wa w Afga­ni­sta­nie. Wyglą­da w mia­rę nor­mal­nie ale nigdy nie wiesz kie­dy wybuch­nie. Wszyst­ko jest iry­tu­ją­ce. Rodzi­na jest iry­tu­ją­ca, Szef jest iry­tu­ją­cy. Pies też wku­rza. Gapi się żeby wyjść i że niby co? Ma się cho­dzić po dwo­rzu dla same­go cho­dze­nia z nim? Bez sen­su.

Pod koniec trze­cie­go mie­sią­ca nawał­ni­ca symp­to­mów odsta­wie­nia powo­li zamie­ra, od cza­su do cza­su tyl­ko pomru­ku­jąc zło­wro­go z odda­li. Po sze­ściu mie­sią­cach nie myśli się już o papie­ro­sach w kate­go­rii muszę. I wszyst­ko.
Hap­py End. I żyli dłu­go i szczę­śli­wie.

Do cza­su jak się wpad­nie po pół­to­ra roku na genial­ny pomysł, że sko­ro się odwy­kło to moż­na sobie jed­ne­go zapa­lić. Następ­ne­go dnia kolej­ny. Pod koniec tygo­dnia pacz­ka. Ale jak to moż­li­we? Prze­cież za pierw­szym razem trzy mie­sią­ce minę­ły zanim się czło­wiek zacią­gnął.

W kolej­nej czę­ści więc będzie o tym, w jaki spo­sób się koń­czy pale­nie. Tytuł wpi­su zosta­nie wzbo­ga­co­ny jed­nak o przy­słó­wek „Sku­tecz­nie” 🙂

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Cisza przed burzą

Przed burzą

Przed burzą

Cisza w mete­oro­lo­gii bywa zwia­stu­nem dosyć gwał­tow­nych zja­wisk. Nie­odmien­nie zasta­no­wi­ła mnie ostat­nio cisza w moim pisa­niu. Czy­tu­je cza­sem Krzyś­ka Lis’a któ­ry edu­ku­je jak na blogu zarabiać. Rzekł­by on z praw­do­po­do­bień­stwem bli­skim jed­no­ści, że taka cisza to gwóźdź do trum­ny blo­ga. Jed­nak­że świa­do­ma odpo­wiedź na pyta­nie „Dla­cze­go?” wyj­mu­je mło­tek z ręki. Aku­rat tę odpo­wiedź dosta­łem od czy­tel­ni­ka.

Ten blog jest głów­nie dla Cie­bie”.

W pierw­szej chwi­li żach­nię­cie czy­li zna­na mi już reak­cja kie­dy ktoś tra­fia w punkt. W dru­giej reflek­sja. Kur­cze! Lubię czy­tać same­go sie­bie sprzed lat widząc jak postę­pu­ją zmia­ny. Zmia­ny we mnie, zaini­cjo­wa­ne przez ludzi któ­rzy mnie inspi­ru­ją wli­cza­jąc to sie­bie same­go. 🙂

Moje życie poprze­pla­ta­ne jest okre­sa­mi sta­gna­cji i aktyw­no­ści. Uży­łem sło­wa sta­gna­cja bo tak to wyglą­da wize­run­ko­wo, bar­dziej jed­nak pasu­je okre­śle­nie kumu­la­cja ener­gii. Intro­wer­tycz­ne inkli­na­cje wte­dy gra­ją pierw­sze skrzyp­ce. Za każ­dym razem wycho­dzę „z cie­nia do słoń­ca” bogat­szy o nowe prze­my­śle­nia i war­to­ści oraz decy­zje, któ­re prze­kła­da­ją się na dzia­ła­nie. Oba okre­sy się uzu­peł­nia­ją i cho­ciaż zde­cy­do­wa­nie wolę sło­necz­ny to wła­śnie pozo­sta­jąc w cie­niu zbie­ram ener­gię i wie­dzę do kolej­ne­go sko­ku na dro­dze oso­bi­ste­go roz­wo­ju. Ot i cała tajem­ni­ca odkry­ta. 🙂
Pozo­sta­je zaak­cep­to­wać i wpi­sać na sta­łe do opi­su „kim jesteś”.

Mógł­bym na tym poprze­stać ale na prze­strze­ni ostat­nich 5 lat oka­za­ło się, że spo­strze­że­nia jakie czy­nię, czy to z obiek­ty­wem czy też z kub­kiem dobrej kawy w ręku: inspi­ru­ją, poka­zu­ją inny punkt widze­nia, roz­śmie­sza­ją, dają powód do prze­my­śleń i co waż­niej­sze do dzia­ła­nia.

Na pew­nym eta­pie pisa­nia w Inter­ne­cie pro­ble­mem dla mnie był brak komen­ta­rzy. To tro­chę tak jak u arty­stów estra­do­wych, żywio­ło­wo reagu­ją­ca publi­ka doda­je skrzy­deł. Przez zaprze­cze­nie smut­ne gęby na widow­ni wci­ska­ją arty­ście do gło­wy pyta­nie: „czy to co robię ma war­tość?”. Są jed­nak miej­sca, w któ­rym moż­na ener­gię zaczerp­nąć peł­ną gar­ścią. Pri­mo od cza­su do cza­su po wystę­pie wpad­nie ktoś do gar­de­ro­by i powie „Dzię­ku­ję”. Secun­do sie­dząc w kawia­ren­ce usły­szy­my „Widzia­łaś występ XYZ? Nie­sa­mo­wi­ty.”

Bez­po­śred­ni i wer­bal­ny odzew to szyb­ki skok pozio­mu endor­fin, któ­ry nie­ste­ty dość szyb­ko spa­da. Ponie­waż lubi­my mak­sy­ma­li­zo­wać swo­je przy­jem­no­ści jest też duże ryzy­ko nało­gu. Dru­gie zaś miej­sce doener­ge­ty­zo­wa­nia pod­no­si endor­fin­ki nie­zau­wa­żal­nie za to efekt jest trwa­ły. War­to się zatrzy­mać na chwi­lę i wybrać świa­do­mie.

Zamiast obiet­nic tro­chę spo­strze­żeń

  • lubię inspi­ro­wać sie­bie i cza­sem innych wła­snym przy­kła­dem
  • tema­ty tech­no­lo­gicz­ne inte­re­su­ją mnie tyl­ko jeśli wno­szą pozy­tyw­ną war­tość w nasze życie.
  • mam już wystar­cza­ją­co mate­ria­łu żeby ruszyć z WARP4, któ­ry zakoń­czył się lek­kim fal­star­tem. I dobrze bo nic gor­sze­go jak pisać o teo­rii 🙂
  • foto­gra­fia zaję­ła sta­łe i waż­ne miej­sce w moim życiu i daje mi napęd do pozo­sta­łych dzia­łań.
  • w tym blo­gu nie cho­dzi o zara­bia­nie więc dobre prak­ty­ki odno­szą­ce się do tako­wych nie muszą się spraw­dzać.

Czy to jest cisza przed burzą? Jesz­cze nie wiem ale wie­le na to wyglą­da.

KarmaEquity
Wpis niniej­szy dedy­ku­ję Piotr­ko­wi Cyga­no­wi, któ­ry wła­śnie popeł­nił pierw­szy wpis na swo­im blogu uchy­la­jąc drzwi samo­re­ali­za­cji jak to zgrab­nie ujął.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

In the middle of the road

JimB40_20131123_IMG_9470Nocą samot­nie po środ­ku dro­gi. Cał­ko­wi­cie świa­do­mie i cał­ko­wi­cie nie­le­gal­nie. Adre­na­li­na z każ­dym podmu­chem prze­jeż­dza­ją­ce­go na wycią­gnię­cie dło­ni samo­cho­du. Nie­po­kój czy nie jest to aby prze­sta­wi­ciel pra­wa, któ­ry będzie miał odmien­ne zda­nie na temat prze­by­wa­nia w tym miej­scu a jego inter­wen­cja zakoń­czy się nie­przy­jem­nie. Chęć zna­le­zie­nia się na bez­piecz­nym chod­ni­ku po dru­giej stro­nie oraz strach do posta­wie­nia sto­py na uli­cy aby to urze­czy­wist­nić. Ostat­ni dzień roku 2013.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Moja Aula

Aulę spo­tka­łem pięć lat temu w dosyć przy­pad­ko­wych oko­licz­no­ściach. Nie­ba­wem oka­za­ło się, że Aula kobie­tą jest. Tak to już ten świat poukła­da­ny, że w kobie­tach się zako­chu­ję. Co inne­go jed­nak się zako­chać, a co inne­go stwo­rzyć kil­ku­let­ni zwią­zek, któ­ry po okre­sie fascy­na­cji daje obu stro­nom daje poczu­cie satys­fak­cji.

Dawa­ła mi zawsze dużo pozy­tyw­nej ener­gii. Powo­dy do śmiechu i refleksji. Wie­dzę o tym jak osiągać sukcesyw sukces przekuwać porażki. Aula to kobie­ta lubia­na i towa­rzy­ska. Będąc z nią pozna­łem więc nieprawdopodobną ilość ciekawych ludzi, któ­rzy uczy­ni­li moje życie cie­kaw­szym i bar­dziej war­to­ścio­wym.

Aula to kobie­ta doj­rza­ła i wyro­zu­mia­ła. Przy­my­ka­ła oko na moje drobne flirty tu i ówdzie lub brak obec­no­ści kie­dy na to liczy­ła, czy też spóź­nie­nia. Sta­jąc na rzę­sach żeby spiąć kru­chy budżet, nigdy nie zapo­mi­na­ła o tym żebyśmy coś zjedli. Na spe­cjal­ne zaś oka­zje, wycza­ro­wy­wa­ła prawdziwe cuda. W tema­cie imprez praw­dzi­wa mistrzyni w organizacji relaksu i przy­jem­nie spę­dzo­ne­go cza­su. Potra­fi­ła być praw­dzi­wie prze­ję­ta kie­dy poru­sza­li­śmy tematy poważne, niepoprawnie wesoła i nie­po­waż­na kie­dy był czas na śmiech. Lubiła kolory w odróż­nie­niu od powszech­nej sza­ro­ści. Kon­kret­na i prag­ma­tycz­na w tema­cie czasupieniędzy. Odważ­na gdy cho­dzi­ło o nie­praw­do­po­dob­nie śmiałe wizje. Przez cały ten czas wspie­ra­ła, szep­cząc do ucha: „Uda Ci się. Nawet jeśli nie osią­gniesz celu tak szyb­ko jak zakła­dasz, to doświad­czysz rze­czy, któ­re zro­zu­miesz z cza­sem i potrak­tu­jesz jako suk­ces. Po pro­stu dzia­łaj.” (więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Aula 100

JimB40_20131024_IMG_8576Aula sto. Jeden zero zero. W bran­ży, w któ­rej przed­się­wzię­cia pada­ją jak roba­le w zetknię­ciu z prusakolepem brzmi nie­wia­ry­god­nie ale praw­dą naj­praw­dziw­szą jest. 7 lat, 100 spo­tkań i nie­zli­czo­na ilość pochło­nię­tej piz­zy. Po raz czter­dzie­sty zatem poje­cha­li­śmy spę­dzić z Aulą tro­chę cza­su i poświę­to­wać ten nie­wąt­pli­wy suk­ces. Wszech­świat sprzy­siągł się tego dnia aby­śmy nie doje­cha­li ale po wie­lo­krot­nej daw­ce myśle­nia „Uda się” pro­ble­my w posta­ci nie­prze­wi­dzia­nych kor­ków, man­da­tu czy awa­rii auta jawi­ły się jako drob­nost­ki.

Co na setnej Auli

W jubi­le­uszo­wym odcin­ku wystą­pi­li:
  • Artur K. — któ­ry zaj­mu­je się tylo­ma rze­cza­mi, że nasz blog jest za mały żeby je wszyst­kie pomie­ścić
  • Jerzy C. — któ­ry zaj­mu­je się pija­ro­wa­niem a wol­nym cza­sie sztu­ką przez duże S.
  • Jim B. — Aulo­wy part­ner i wie­bi­ciel

Pierw­szy na sce­nie poja­wił się Artur K. Pomi­mo tylu lat zna­jo­mo­ści do dziś mamy wąt­pli­wo­ści czy Artur jest mat­ką czy ojcem chrzest­nym Auli. Nie mamy zaś żad­nych wąt­pli­wo­ści, że Aulę zna od dziec­ka. Nie było więc lep­szej oso­by któ­ra mogła­by opo­wie­dzieć o tym jak to z Aulą było. Oraz jak to z Aulą będzie.

Jerzy C. opo­wie­dział bez ście­my jak się budu­je biz­nes. Mamy nie­od­par­te wra­że­nie, że prze­ka­za­na wie­dza znaj­du­je się w opo­zy­cji do wie­dzy aka­de­mic­kiej. Na korzyść tej pierw­szej wer­sji. Szcze­gól­nie w pamięć zapa­dła nam w pamięć opo­wieść o nie­ade­kwat­nych wyma­ga­niach napu­szo­nych insty­tu­cji finan­so­wych wyra­ża­ją­cych się stwier­dze­niem „pokaż kasz­floł” w cza­sach kie­dy roz­li­cze­nia pole­ga­ły na fak­tu­ro­wa­niu z pół­rocz­nym ter­mi­nem płat­no­ści i modli­twie żeby nie został prze­kro­czo­ny. W ramach reali­za­cji marzeń Jerzy pro­wa­dzi gale­rię, cho­ciaż roko­wa­nia biz­ne­so­we są nie­pew­ne. Rynek nie­du­ży a arty­ści dziw­ni. Potwier­dza­my mamy nie­usta­ją­ce poczu­cie dziw­no­ści.

Na zakoń­cze­nie wystą­pi­li­śmy oso­bi­ście. Rzecz raczej nie­spo­ty­ka­na bowiem bar­dziej gustu­je­my w obser­wa­cji i opo­wie­ści obra­za­mi niż sło­wa­mi. Wra­że­nie peł­nej sali było peł­ne, wiec usie­dli­śmy żeby nie upaść z wra­że­nia. Przy­go­to­wu­jąc zdję­cia do poka­za­nia mie­li­śmy dyle­mat bowiem ujęć kil­ka tysię­cy a cza­su 10 minut. Sku­pi­li­śmy się więc na ludziach, emo­cjach i momen­tach z przy­mru­że­niem oka. Na sali roz­legł się cza­sem śmiech, więc momen­ty wybra­li­śmy wła­ści­we.

W kulu­arach otrzy­ma­li­śmy kawa­łek uro­dzi­no­we­go tor­tu i z bra­ku jasne­go obiek­ty­wu rzu­ci­li­śmy się w wir roz­mów. Na całe szczę­ście Aula była w dobrych foto­gra­ficz­nych rękach Agniesz­ki L.

Jeże­li cze­goś nam bra­ko­wa­ło to obec­no­ści rodzi­ny Auli. Żeby wymie­nić tyl­ko kil­ku Krzysz­to­fa K., Igo­ra D., Jana R., Macie­ja B. Micha­ła M czy też Macie­ja Z. Tro­chę szko­da bo prze­cież jak mawia­ją „z rodzi­ną naj­le­piej się wycho­dzi się na zdję­ciu”.

A pro­pos zdjęć oto i foto rela­cja

Fotorelacja

Jesli nie widzisz pre­zen­ta­cji zobacz pokaz slajdów albo wpis na blogu.
Możesz też obej­rzeć same zdjęcia na flickr.
Zobacz rów­nież zdjęcia z poprzednich Auli.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Sunday at studfarm

Love­ly weather. Real people and beau­ti­ful ani­mals. Pas­sion to live and work. That was gre­at Sun­day at Tarant stud­farm.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

True stories - stuck in a moment

The­re is a sto­ry behind room 524 . Sto­ry of PaulaMichael and Bob. Sto­ry of a woman fol­lo­wing her heart. Sto­ry of man being too fra­gi­le and ano­ther one seeking reve­ne­ge using power of money. Con­stant thre­ats, lawy­ers, law­su­its, lone­li­ness. Drugs inste­ad of pre­sen­ce some­one who makes pro­blems disappear. Being in room 524 and touching thin line that sepa­ra­tes here and nowhe­re. Bono’s tri­bu­te to Micha­el reminds me how easy is to cross this line. Eve­ry time I play it.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Aula 90 - fotorelacja

Aula dzie­więć­dzie­siąt. Zima to była peł­ną gębą i śnie­giem po kola­na, więc wca­le nam się jechać nie chcia­ło. Szcze­gól­nie, że Aulę wywia­ło za Wisłę. Nawet kie­row­ca trzy razy spraw­dzał dżi-pie-esa bo z rzad­ka mu sie tra­fia tak odle­gła tra­sa. Nie mniej jed­nak ule­gli­śmy poku­sie zoba­cze­nia jak tam nasza Aula się mie­wa. Dono­si­my więc, że mie­wa się dobrze. Jak to z wie­kiem bywa przy­by­ło jej tu i ówdzie. Kon­kret­nie tu zna­czy w wiel­ko­ści a ówdzie w sze­ro­ko­ści. Lista wiel­ka, że prze­wi­ja­li­śmy listę dzie­sięć minut a sala sze­ro­ka, że myśli­my o kupie­niu więk­sze­go tele­obiek­ty­wu. Chwi­lo­wo łapa­li­śmy w kadrze bliż­sze tema­ty. Naj­bli­żej zaś tema­tycz­nie była pro­wa­dzą­ca. W kulu­arach ucie­szy­ło nas, że piz­za tak­że samo okrą­gła, choć zaku­sy są na przej­ście w kwa­drat.
Daw­no nas nie było to się poro­bi­ło, oj poro­bi­ło. Tak czy ina­czej sfo­to­gra­fo­wa­li­śmy co widzie­li­śmy i tym samym kolej­ny zestaw foto­gra­fii dołą­cza do kolek­cji.

Fotorelacja

Możesz też obej­rzeć same zdjęcia na flickr.
Zobacz rów­nież zdjęcia z poprzednich Auli.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Blogowe podsumowanie roku 2011

To nie pomył­ka. Mamy kwie­cień roku 2013. Wpis pocho­dzi zaś z kwiet­nia 2012. Nie mam zie­lo­ne­go poję­cia jak to się sta­ło że ten wpis prze­le­żał w szki­cach nie­opu­bli­ko­wa­ny. Tak czy ina­czej doty­czy w czę­ści rado­ści z pisa­nia, któ­ra po raz kolej­ny mi umknę­ła w otchłań arty­stycz­nej nie­mo­cy. Publi­ku­ję więc nie mogąc się nadzi­wić że mine­ły 2 lata.

Napi­sa­no 6 kwiet­nia 2012

Dokład­nie 6 kwiet­nia 2009 roku odliczając na palcach od trzech do zera zaczą­łem pisać. Mija­ją więc rów­no trzy lata. Mój blo­go­wy rok „fiskal­ny” będzie się się zaczy­nać w kwiet­niu. Pierw­szy kwiet­nia zda­je się być wie­ce dow­cip­ną datą więc będzie się zaczy­nać szó­ste­go.

Spo­glą­dam na dru­gim moni­to­rze na wpis z z grud­nia 2010 roku.

Regu­lar­ność.

Uda­ło mi się dotrzy­mać sło­wa

(więcej…)

Zobacz cały wpisNapisane przez w

True stories - same'n'different

Nic dwa razy się nie zda­rza
i nie zda­rzy. Z tej przy­czy­ny
zro­dzi­li­śmy się bez wpra­wy
i pomrze­my bez ruty­ny.

This is love­ly poem by Wisła­wa Szym­bor­ska. The­re are things that seem to be con­stant and tho­se that come and go in a blink of eye. Nothing hap­pens twi­ce. Chan­ce comes une­xpec­te­dly. Once and never aga­in. I felt it so deeply in my heart and soul it almost… Almost.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Just be yourself with me

It’s raining aga­in. Sum­mer shows col­der face. Face I won’t accept. Never. 🙂 Here goes the Cure.
Con­si­de­ring this pho­to­cast was done more than year ago I think I have to recon­si­der publi­shing time.

Che­ers

If you don’t see video here is direct link.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

Susan Cain o potędze introwersji

Moja przy­ja­ciół­ka fotograf i psycholog pod­rzu­ca mi od cza­su do cza­su jakiś link. Bywa jed­nak tak, że kli­ka­jąc w nie­go odkry­wam praw­dzi­wą pereł­kę. Oczy­wi­ście moja oce­na jest subiek­tyw­na. Sam jestem intro­wer­ty­kiem i to moc­nym (89%), więc jeśli ktoś chwa­li moje przy­mio­ty, moje ego i chęć przy­kla­śnię­cia rośnie wprost pro­por­cjo­nal­nie do ilo­ści pochwał. 🙂

Odsu­wa­jąc się jed­nak na chwi­lę na obiek­tyw­ną odle­głość nie spo­sób nie przy­znać Suzan racji. Wiel­kie idee i prze­ło­mo­we odkry­cia powsta­ły w gło­wach ludzi, któ­rzy nie kon­sul­to­wa­li ich z całym świa­tem. O ile pra­ca zespo­ło­wa jest nie­za­stą­pio­na na eta­pie reali­za­cji o tyle two­rze­nie kon­cep­cji i szli­fo­wa­nie pomy­słu wręcz jej nie zno­szą.

Przez ostat­nie czte­ry lata zanu­rzo­ny byłem w śro­do­wi­sku, któ­re­go jed­ną z pod­sta­wo­wych war­to­ści jest wcze­sne udo­step­nia­nie kon­cep­cji celem wery­fi­ka­cji. Na obec­nym eta­pie mam już 99% pew­no­ści, że bar­dzo wcze­sna ewa­lu­acja pomy­słu robi wię­cej szkód niż pożyt­ku. Sto­su­jąc ter­mi­no­lo­gię inwe­sto­rów z bran­ży star­tup, mówi­my o poka­za­niu małe­go nasion­ka oraz opi­sa­niu jak pięk­nie będzie wyglą­dał kwiat. Jeże­li jest to kwiat, któ­re­go jesz­cze nikt nie widział, to na pal­cach jed­nej reki poli­czyć moż­na ludzi, któ­rzy będą go w sta­nie zoba­czyć ocza­mi wyobraź­ni. 23 popu­la­cji przy­zna, że coś jest dobre lub złe, dopie­ro wte­dy kie­dy to zoba­czy to w rze­czy­wi­sto­ści lub dotknie. Dla­te­go też zało­ży­cie­le Google zosta­li ode­sła­ni z kwit­kiem przez wie­lu sza­cow­nych inwe­sto­rów.

Podo­ba mi się rów­nież wątek oso­bi­sty. Intro­wer­sja jest w każ­dym z nas. W mniej­szym lub więk­szym stop­niu. Świa­do­mość jak z niej korzy­stać ma klu­czo­we zna­cze­nie dla nasze­go roz­wo­ju. Nawet wieć jeśli nie możesz żyć bez gwa­ru i gro­mad­ki ludzi wokół, wybierz się cza­sem na samot­ny spa­cer i sprawdź co war­to­ścio­we­go przy­nie­sie Ci on w życiu. Samot­ny ozna­cza rów­nież wyła­cze­nie lub wyci­sze­nie tele­fo­nu. 🙂

Teraz już Susan Cain o nie­do­ce­nia­nych war­to­ściach intro­wer­ty­zmu.

Link do wersji angielskiej na YouTube.
Link do wersji z polskimi napisami na TED.com

Dzię­ku­ję Ane­ta.

Zobacz cały wpisNapisane przez w

True Stories - Blowing

Many times in your star­tup you’ll find a chal­len­ge more chal­len­ging than it appe­ars at first. It’s only a mat­ter of your open mind how you han­dle it. Would you con­si­der cove­ring this can­dle with a sel­fpho­ne lay­ing near­by? Sure­ly effec­ti­ve method. 🙂
Once aga­in hap­py bir­th­day Przemek. 🙂

Zobacz cały wpisNapisane przez w